Logo
Magazyn

15 lat temu zmarła Magda Teresa Wójcik, aktorka – Joanna d'Arc i Łucja Król

17.09.2026, 11:48 Wersja do druku

Prostota i szczerość tej aktorki, głębokie poczucie słowa, a jednocześnie wiara w prawdę odtwarzanej postaci wręcz wstrząsają  – pisał o niej Jarosław Iwaszkiewicz. 17 września 2011 r. w Podkowie Leśnej zmarła Magda Teresa Wójcik  – Joanna d'Arc, Łucja Król i współtwórczyni Teatru Adekwatnego. Wybitne role i charyzmę Magdy Teresy Wójcik przypomina Paweł Tomczyk (PAP).

fot. kadr z filmu

„Uważała, że sztuka musi budować, nieść szlachetne uczucia” – napisała Barbara Hollender w artykule „Matka Królów odeszła” („Rzeczpospolita”, 2011). „Była ogromnie uczciwa. Nie występowała w reklamach, twierdząc, że nie może brać odpowiedzialności za żaden produkt czy bank, który może widza zawieść” – dodała. „Była osobą życzliwą, rozumiejącą ludzkie słabości, zawsze gotową do pomocy. Żyła trochę z boku środowiska aktorskiego, nie pasowała do czasów tabloidów i paparazzich. Swój zawód traktowała jak wielkie zobowiązanie. Wobec widzów i siebie samej” – podkreśliła.

„Na scenie, w telewizji, w kinie dawała siebie samą w stopniu wyjątkowym, jej gra była emanacją wewnętrznej siły. Wcielała się w postać i z trudem wychodziła z wykreowanej i głęboko przeżytej sytuacji” – ocenił Tadeusz Sobolewski („Gazeta Wyborcza”, 2011). „Jej najdrobniejsze epizody przyciągały uwagę. Niezapomnianą rolą jest montażystka w »Człowieku z marmuru« Wajdy - Magda Teresa Wójcik zagrała tam jakby sumienie kina, kogoś, kto »nie tylko klei i przycina taśmę, ale myśli«” – przypomniał, cytując pamiętną wypowiedź tej postaci.

„Nagle przyszło olśnienie. Magda Teresa Wójcik w roli Joanny. Dawno nie mieliśmy do czynienia w teatrze z takim zjawiskiem”  – napisał Jarosław Iwaszkiewicz o jej roli Joanny d'Arc w spektaklu Teatru Telewizji „Joanna” (1976) wyreżyserowanym przez Jerzego Wójcika. „Prostota i szczerość tej aktorki, głębokie poczucie słowa, a jednocześnie wiara w prawdę odtwarzanej postaci wręcz wstrząsają”  – ocenił.

„Z graniem jest jak z miłością. Można na różne sposoby. Ale trzeba dać siebie tym, którzy przychodzą. Jako aktorka czuję się spełniona, choć się w ogóle nie nadaję do tego zawodu”  – powiedziała Magda Teresa Wójcik Tomaszowi Miłkowskiemu kilka miesięcy przed śmiercią. „Jestem inżynierem mechanikiem, metaloznawcą, to są ludzie konkretni, skromni. Zawsze wychodziłam na scenę z poczuciem: »o rany boskie, co się stanie, jeżeli ja ich zawiodę«. Jestem nadwrażliwa, nie jestem przebojowa”  – dodała.

Urodziła się 10 czerwca 1934 roku, w Wilnie jako córka Kazimierza Dąbrowskiego i Janiny z domu Jasińskiej. Tam spędziła dzieciństwo i czas II wojny światowej. Po wojnie rodzina zamieszkała w Łodzi. Magda nie myślała o szkole teatralnej. W 1955 roku ukończyła studia na Wydziale Mechanicznym Politechniki Łódzkiej i zaczęła pracę jako inżynier we wrocławskiej fabryce wagonów „Pafawag”.

„Przypadkowo poznała grupę studentów łódzkiej Filmówki, w której znajdował się młody operator filmowy Jerzy Wójcik. Zaczęli się spotykać, pojawiło się uczucie. Magda porzuciła pracę w »Pafawagu«, w niedługim czasie się pobrali. Przez kilka lat po ślubie Magda towarzyszyła mężowi w jego pracy. Uważnie, aktywnie, »uczestnicząco« – rzec można – obserwowała grę wybitnych aktorów na planach takich filmów, jak »Popiół i diament« Andrzeja Wajdy czy »Eroica «Andrzeja Munka. »Nie chcesz być aktorką?« – pytano ją i namawiano do zdawania do szkoły aktorskiej. Postanowiła spróbować (pod panieńskim nazwiskiem, aby nie łączono jej z mężem, już cenionym operatorem filmowym). Nie została przyjęta ze względu na »brak warunków zewnętrznych«” – czytamy w „Podkowiańskim Słowniku Biograficznym”.

„To wszystko polegało na tym, że wyszłam za mąż za operatora filmowego, Jerzego Wójcika. Zaczęłam z nim jeździć, oglądać, jak aktorzy grają w filmie, to wszystko mnie bardzo fascynowało. Nie mieliśmy dzieci wtedy, więc mogłam spędzić cały dzień na planie filmowym” – wyjaśniła Magda Teresa Wójcik Annie Arwaniti w Polskim Radiu (1991).

Poznany na planie filmu Kazimierza Kutza „Nikt nie woła” Henryk Boukołowski namówił ją do „poważnej pracy artystycznej”. W wyreżyserowanym na Scenie Polskiej Teatru w Czeskim Cieszynie „Ryszardzie III” (premiera 6 grudnia 1964 roku) powierzył jej rolę Lady Anny. „Umowa była taka, że jeśli pani Magdzie się nie uda, to pakuje manatki i wraca do Polski”  – wspominał Boukołowski w Polskim Radiu (2011). „Po Lady Annie otrzymała prawa czeskiej aktorki. Zwrócono się do mnie, żebym ją nakłonił by przeszła na Scenę Czeską, że dostanie najwyższą pensję, na jaką stać Teatr w Czeskim Cieszynie, że oni zadbają o jej wykształcenie w języku. Coś zaskakującego. Ona była zawsze osobą naturalną”  – opowiadał.

„Chcieli mnie tam uczyć języka czeskiego, żebym grała na scenach czeskich, nawet mamili Pragą” – wspominała artystka. Nie zdecydowała się na to.

Wspólnie założyli w Cieszynie Teatr Adekwatny. „Przedstawienie traktujemy jako spotkanie, które pozwala na podjęcie dialogu z widzami. Uważamy improwizację za niezbędny element tego dialogu, a grę aktorską traktujemy jako sztukę przekonywania a nie udawania. Do naszego zespołu pragniemy dobierać aktorów, którzy są nie tylko odtwórcami ról, ale ludźmi, którzy traktują swoją pracę jako powołanie”  – pisali w swoim credo. Teatr Adekwatny przez Szczecin, Płock trafił w końcu do Warszawy, gdzie przez prawie pół wieku gościł w stołecznym domu kultury przy ulicy Brzozowej.

Szczególne uznanie publiczności przyniosły jej role Antygony, Joanny d'Arc, Medei, Blondynki w improwizowanym spektaklu Teatru Telewizji „Relacja”. Wystąpiła też w wystawionej po raz pierwszy na świecie „Bhagavad-Gicie" według „Mahabharaty”. Reżyserowała również wiele z tych przedstawień.

„Jak grałam tą swoją Joannę d'Arc, to działy się rzeczy nieprawdopodobne. Ludzie płakali ze mną, potrafiło nas płakać razem 200-300 osób”  – wspominała aktorka w Polskim Radiu. „Najwięcej siły dawała mi publiczność. Ona jakaś taka była zupełnie inna niż wszyscy inni dookoła. Oni zawsze mi mówili po spektaklach, że mam grać dalej” – podkreśliła.

Zdaniem Boukołowskiego, to immprowizowane przedstawienie „ją otworzyło”. „Od tej pory mogła już robić wszystko. Zagraliśmy to 350 razy w różnych okolicznościach” – wspominał.

„Spektakl był grany w teatrze bardzo wiele razy. Zauważyłem, że żona po spektaklu jest nieobecna. Jest tam, w tamtym czasie. Jej odpowiedzi na pytania sędziów posiadały taką moc, jakby nie tylko była tam i widziała, ale rozumiała więcej niż to, o czym opowiada. Aktorzy grający sędziów byli tym zaskoczeni, musieli bardzo koncentrować się na zadawanych pytaniach. Mnie również to zaskakiwało” – wspominał Jerzy Wójcik w książce „Labirynt światła” (2006). „Zauważyliśmy, że żona bardzo trudno wychodziła z tamtej sytuacji. Trwało to parę godzin, potem dzień, potem dwa, trzy dni. Była jak drzewo, które jest rozedrgane i musi się uspokoić, jakby przejść do obecnego czasu, wtedy dopiero przestaje drgać. Tego nie przewidziałem. Nie przewidziałem, że to się dzieje kosztem żywego organizmu, że aktorka daje nie z siebie, a siebie. Wiem, że swojej ogromnej widowni dawała bardzo, bardzo wiele”  – ocenił.

Dużym echem odbiły się też monodramy Magdy Teresy Wójcik - „Anna” wg Jana Drzeżdżona (1977), „Tak tu cicho u zmierzchu” (1981) wg Borysa Wasiliewa i „Cesarz” (1983) wg Ryszarda Kapuścińskiego.

Zagrała w 26 filmach choć często były to role drugoplanowe  – zawsze jednak jej obecność na ekranie była istotna. Taką postacią była Matka w filmie „Przez dziewięć mostów” (1971) zrealizowanym przez Ryszarda Bera na podstawie prozy Wiesława Myśliwskiego. Najważniejszą jednak chyba w jej dorobku filmowym jest tytułowa rola w „pułkowniku” z 1982 roku „Matka Królów” w reżyserii Janusza Zaorskiego, w którym aktorka wcieliła się w postać Łucji Król.

Zaorski wspominał, wybór aktorki wcale nie był taki oczywisty. Kazimierz Brandys, autor powieści „Matka Królów”, na podstawie której powstał film, widział w tej roli Barbarę Krafftównę. Również kierownik Zespołu „X” Andrzej Wajda, sugerował raczej jakąś potężną silną kobietę, np. Hannę Skarżankę. „Myślałem jednak, że kariatydę, która trzyma na swoich barkach cały otaczający ją świat, powinien zagrać ktoś drobny, porażający siłą charakteru” – wspominał Janusz Zaorski w Polskim Radiu (2011).

Film, zatrzymany przez cenzurę po wprowadzeniu w Polsce stanu wojennego, został pokazany dopiero w 1987 roku. Na Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni, zdobył pięć nagród, w tym dla najlepszej aktorki pierwszoplanowej  – Magdy Teresy Wójcik.

„Nie wiedziałem, że Magda nie jest po szkole teatralnej. Zachowywała się jak superprofesjonalistka” – wspominał Franciszek Pieczka, który wystąpił w obu tych filmach. „To nie było aktorstwo na pokaz, blichtr jakiś”  – podkreślił. „Niekonfliktowa, spokojna, życzliwa w stosunku do współpartnerów i otoczenia, co się rzadko zdarza w naszym zawodzie, gdzie częsta jest taka nadmierna ekspansywność” – mówił Pieczka w Polskim Radiu (2011)

„Największym zarzutem na egzaminie eksternistycznym, którego zresztą nie zdałam, było to, że trudno u mnie odróżnić naturalność od aktorstwa”  – wspominała Magda Teresa Wojcik.

Kolejną przejmującą rolę matki - szesnastoletniego Stefana Stawickiego, zabitego podczas pacyfikacji strajku w Szczecinie w grudniu 1970 roku - stworzyła w zrealizowanym przez Jerzego Wójcika filmie „Skarga” (1991), opowiadającego o poszukiwaniu przez matkę ciała zamordowanego syna.

„Była we mnie jakaś szalona wiara, że nic złego nie może mnie spotkać. I ta wiara pozwoliła mi realizować tych parę… parędziesiąt filmów. Właściwie nie mam takich ról o których mogłabym powiedzieć, że nie powinnam tego zagrać, że to jest nie w porządku… Bo nie dałabym sobie rady w życiu, gdybym miała jakieś takie rzeczy, których bym się wstydziła” – mówiła aktorka w Polskim Radiu. „To był wybór drogi” – oceniła. „Istotni byli ludzie. A ludzie byli tacy jak ja – cierpieli, żyli. I było mi z nimi dobrze” – podsumowała.

Magda Teresa Wójcik zmarła 17 września 2011 roku w wieku 77 lat. Jest pochowana na cmentarzu w Podkowie Leśnej.

Źródło:

PAP

Sprawdź także