Logo
Recenzje

#KurierTeatralny: Bądźmy realistami

17.09.2026, 14:40 Wersja do druku

„Wszyscy mówią o Jamiem” Toma MacRae’a w reż. Agnieszki Płoszajskiej w Teatrze Syrena w Warszawie. Pisze Piotr Sobierski.

fot. Krzysztof Bieliński

Najnowsza premiera w reżyserii Agnieszki Płoszajskiej idealnie wpisuje się w linię programową Teatru Syrena w Warszawie, który od kilku sezonów nie tylko wyznacza trendy w krajowym musicalu, ale podejmuje dyskusję na ważne, nierzadko trudne tematy.

„Wszyscy mówią o Jamiem” trafia do Polski dziesięć lat po światowej premierze, ale wciąż rezonuje z tym, co tu i teraz. Libretto i teksty piosenek Toma MacRae (w dobrym tłumaczeniu Jacka Mikołajczyka), oparte na prawdziwej historii nastolatka z robotniczej dzielnicy Sheffield, opowiadają o marzeniu, by zostać drag queen. Gdy mieszkasz poza stolicą, okazuje się, że w Anglii, podobnie zresztą jak w Polsce, może pojawić się obawa, czy warto wypowiadać swoje marzenia na głos.

Tytułowy bohater, Jamie (Kuba Szyperski), dostaje w życiu niezwykle ważne wsparcie. Matka Margaret (Katarzyna Walczak) obdarza go bezgraniczną miłością oraz zrozumieniem i szacunkiem. Jej chłopiec pomału staje się mężczyzną, ale mimo to nie traktuje go w pełni poważnie. Ukrywając prawdę o skomplikowanych stosunkach z jego ojcem, doprowadza do kryzysu, a nieplanowane ujawnienie tajemnicy staje się punktem przełomowym w ich relacji. Jamie czuje się w domu swobodnie, zwłaszcza w towarzystwie przyjaciółki matki – Ray (doskonała kreacja Marty Burdynowicz). Swoboda ma jednak swoje granice. W butach na obcasach boi się przejść ulicami miasta, chociaż, jak zapewnia, „chcę przeskoczyć w mej głowie ten mur”.

W szkole bywa często pod górkę, szczególnie gdy psychicznie znęca się nad nim jeden z uczniów - Dean Paxton (obdarzony charyzmą, ale też niebywałą dojrzałością Jędrzej Czerwonogrodzki). Jamie stopniowo nabiera jednak pewności siebie i w końcu staje naprzeciw oprawcy niczym w najlepszej zbroi. Przemiana bohatera dokonuje się zaskakująco łatwo, co pozostaje największym mankamentem libretta, ale może właśnie w tej łatwości tkwi jeden z ciekawszych paradoksów spektaklu. Problemem Jamiego okazują się bowiem nie tyle jego rówieśnicy, ile dorośli, którzy wciąż próbują mierzyć rzeczywistość własnymi miarami. Jest w tym coś prawdziwego, bo dzisiaj odmienność Jamiego, o ile jest szczera i wyrazista, może stanowić dla nastolatków powód do podziwu. Najlepszym tego dowodem jest otwierająca drugi akt piosenka o plotkach po występie chłopaka w klubie drag queen.

Akceptacja, z jaką spotyka się po debiutanckim show, sprawia, że dramaturgiczne centrum historii przesuwa się w stronę opowieści o matce i jej pokoleniu. Wszyscy mówią o Jamiem, ale to jej rówieśnicy tego nie zauważają, nie rozumieją, lub otwarcie nie akceptują. Jedynym obecnym po tej samej stronie tęczy jest posiwiały Hugo (Michał Konarski), który niegdyś prezentował swoje wdzięki na scenie drag, jako słynna Loco Chanelle, a teraz dzieli się swoim doświadczeniem z nastolatkiem. Ten kolorowy ptak jest żywym dowodem na to, że Jamie nie odkrywa żadnego nowego świata, a jedynie rzeczywistość, której dorośli nie chcą dostrzec.

Ojciec (jedna z najlepszych ról Jeremiasza Gzyla) w swojej bezsilności potrafi tylko wykrzyczeć zawód, jakim jest dla niego odmienność chłopaka. Nie mniejsze rozczarowanie życiem i pracą widoczne jest w postawie nauczycielki (Beatrycze Łukaszewska), która odreagowuje je bezlitosnym stosunkiem do uczniów. Ich przeciwieństwem jest, zdawałoby się, bezbłędna matka, choć Margaret także próbuje utrzymać świat w znanym sobie porządku. Różnica polega na tym, że jej miłość do syna okazuje się silniejsza niż lęk przed nieuporządkowaną codziennością i zerwaniem z postawą kobiety, która nie ma prawa do własnego szczęścia, a jedynie obowiązek dbania o wszystkich wokół. Katarzyna Walczak tworzy kreację wymykającą się zapisanym nutom i słowom. Jej emocjonalność, podobnie jak w „Next to normal”, obudowuje Margaret paletą kolorów, sprawiając, że widzowie na przemian śmieją się i ocierają łzy. I o ile nie ma wątpliwości, że Jamie sobie poradzi, to otwarte pozostaje pytanie, co z nią samą?

Z natłokiem myśli i emocji bohaterów doskonale współgra wizualna strona spektaklu. Światło Katarzyny Łuszczyk jest prawdziwym majstersztykiem, buduje nastrój widowiskowych scen zbiorowych oraz tych kameralnych, rozgrywanych w domu, czy na ulicach miasta. Pudełkowa scenografia Anny Chadaj, choć skromna, daje aktorom przestrzeń do działania i pobudza wyobraźnię. Zmiany obu elementów zostały zsynchronizowane z niezwykłą precyzją, tworząc płynny rytm przedstawienia. Nad jego muzyczną stroną czuwa Tomasz Filipczak, który prowadzi zespół z werwą. Kompozycja Dana Gillespiego Sellsa opiera się na kilku powracających motywach, co momentami ogranicza jej różnorodność, ale sprawia, że muzyka szybko zapada w pamięć.

Płoszajska nie tylko zbudowała zgrany zespół współpracowników, ale też udanie dobrała obsadę, w dużej mierze złożoną z artystów młodego pokolenia. Syrena kipi energią, a scena ugina się od ich tanecznych umiejętności (znakomita choreografia Michała Cyrana). Reżyserka nie po raz pierwszy z uwagą prowadzi pierwszo- i drugoplanowe postaci. Kuba Szyperski w tytułowej roli zachwyca perfekcyjnym głosem i chłopięcą niewinnością. Buduje Jamiego konsekwentnie, wiarygodnie rysując przemianę chłopca w drag queen oraz, co zdaje się najważniejsze, chłopca w mężczyznę, który nie boi się głośno artykułować swoich potrzeb. Ramię w ramię stoi obok niego Pritti Pasha, najbliższa przyjaciółka i do tego muzułmanka, której inność z wyczuciem oddaje Julia Kafar. Nie byłoby tego spektaklu bez zjawiskowych towarzyszek wprowadzających głównego bohatera w świat dragu, a więc Loco Chanelle, Majki Virgin (Twoja Stara, czyli debiutujący na scenie teatru Piotr Buśko), Dzidy Turner (Jeremiasz Gzyl) i Wery Le Chic (Łukasz Kamiński). To one okazują się dla Jamiego światłem, które przejmuje i którym świeci do końca scenicznej historii.

W jednej ze scen nastolatek słyszy od Hugo: „Z chłopca w sukience będą się śmiali. Drag queen mają się bać”. W tym musicalu zdanie to staje się dla Jamiego drogowskazem, jak przełamać własne obawy, ale jest też zapisem doświadczeń poprzedniego pokolenia. Kiedy nauczycielka słyszy o artystycznych planach swoich uczniów, nawołuje ich do bycia realistami i pogodzenia się z rzeczywistością. Jamie rozumie realizm inaczej, nie jako zgodę na istniejący porządek, lecz jako odwagę, by uwierzyć, że można go zmienić. Śpiewając w finale „Prosto z ciemności, jazda do światła”, nie prosi o akceptację, ale głośno i z dumą zaznacza swoje miejsce.

Tytuł oryginalny

#KurierTeatralny: Bądźmy realistami

Źródło:

#KurierTeatralny
Link do źródła

Sprawdź także