Słuchowisko „Prawo Archimedesa” Josepa Marii Miró w reż. Jarosława Tumidajskiego w Teatrze Polskiego Radia. Pisze Krzysztof Krzak w Teatrze dla Wszystkich.
Ocena recenzenta/tki:(8/10) – bardzo dobry
Dość często zdarza się, że jedno rzucone, nie w pełni potwierdzone podejrzenie burzy zawodowy i życiowy dorobek osoby oskarżonej. Taką sytuację przedstawia kataloński dramaturg Josep Maria Miró w sztuce „Prawo Archimedesa”, na podstawie której Jarosław Tumidajski zrealizował słuchowisko dla Teatr Polskiego Radia (premiera: 11 kwietnia 2026 r.).
Oto Paula, jedna z dziewczynek uczęszczających na zajęcia pływania prowadzone przez Roberta, powiedziała swojej matce, że widziała (a może tylko jej się zdawało), jak instruktor pocałował płaczącego, bojącego się wejścia do basenu bez motylków Aleksa. Ta z kolei na zamkniętej grupie popularnego portalu społecznościowego rozpowszechnia tę informację wśród rodziców dzieci biorących udział w kursie pływania. Robert z miejsca staje się osobą podejrzewaną o poważne nadużycie i ofiarą społecznej nagonki, a w finale linczu – pozbawionym możliwości wyjaśnienia sytuacji i obrony własnego dobrego imienia.
Tej możliwości nie stwarza mu w pełni także autor sztuki, który co i rusz mnoży okoliczności stawiające go w niekoniecznie pozytywnym świetle. A to Robert przyjął do znajomych w mediach społecznościowych nieletnią Kaję, to znów opowiada swojemu koledze niestosowne żarty dotyczące relacji z osobami nieletnimi, niedługo później w jego szafce znajdują się kąpielówki jednego z wychowanków… To chwieje wiarą w jego niewinność również osób, które przez kilka lat z nim pracowały: Kamila (Marcin Bubółka) i Anny, kierowniczki pływalni. Wszyscy oni zmuszeni są zmierzyć się z oskarżeniami wobec ich kolegi i podwładnego oraz stanąć wobec jego rzeczywistego lub jedynie domniemanego przewinienia.
Z takim samym problemem zmierzyć się muszą słuchacze „Prawa Archimedesa”, bowiem ani Josep Maria Miró, ani Jarosław Tumidajski nie dają jednoznacznej odpowiedzi co do ewentualnej winy bądź niewinności Roberta. Piszący te słowa skłonny jest uznać instruktora za niesłusznie oskarżonego, w czym tkwi duża zasługa Jędrzeja Hycnara, który potwierdza w tym słuchowisku swoją wszechstronność i udowadnia, że samym tylko głosem potrafi wykreować dojmującą postać człowieka poddawanego ostracyzmowi, pozbawionego zaufania bliskich osób i zmagającego się z konsekwencjami społecznego napiętnowania (nawet jeśli mogłoby to wynikać jedynie z nieporozumienia). Ciekawą w swym rozdarciu bohaterkę stworzyła Katarzyna Dąbrowska jako Anna, wciąż przeżywająca pewną traumę sprzed 7 lat, związaną z własnym synem, obwiniającą się za rodzicielskie zaniedbania, a jednocześnie muszącą zająć stanowisko wobec domniemanego przewinienia swojego pracownika.
Zjawiskiem pokazanym niejako przy okazji sprawy Roberta jest również narastający lęk w środowisku osób pracujących z dziećmi i młodzieżą, wynikający z obawy, że każda serdeczność wobec małoletniego (przytulenie czy gest pocieszenia) może zostać niewłaściwie zinterpretowana. Bywa tak, że nauczyciel czy instruktor boi się objąć czy choćby porozmawiać w odosobnieniu z przeżywającym jakiś problem podopiecznym, by nie narazić się na nieporozumienie lub fałszywe oskarżenie.
Jak zwykle w spektaklach Jarosława Tumidajskiego, tak i w tym słuchowisku pojawia się niezwykle ciekawe opracowanie muzyczne stworzone przez reżysera. Muzyka w „Prawie Archimedesa” genialnie oddaje atmosferę zamkniętej przestrzeni pływalni i wewnętrznych rozterek nie tylko głównego bohatera.