Logo
Recenzje

Okiem Obserwatora: Wszyscy mówią o Jamiem

18.09.2026, 11:45 Wersja do druku

„Wszyscy mówią o Jamiem” Toma MacRae’a w reż. Agnieszki Płoszajskiej w Teatrze Syrena w Warszawie. Pisze Krzysztof Stopczyk.

fot. Krzysztof Bieliński

Bardzo rzadko zdarza mi się, że mam problem z podsumowaniem obejrzanego spektaklu. Nie dlatego, że nie mogę połapać się o czym on właściwe był, albo tak mi się nie podobał, ale dlatego, że jest on tak przesycony mnogością poziomów ważnych treści, znaczeń i wątków, wręcz fundamentalnych dla człowieka w ogóle, a szczególnie młodego. Równie ważne są one dla jego otoczenia na czele z rodzicami, rodziną, kolegami ze szkoły. Od pewnego czasu zaczęto określać to terminem „dobrostanu”. I wbrew pozorom, nie chodzi o jakieś luksusy, czy rozpasane potrzeby, tylko o elementarny spokój psychiczny i możliwość samorealizacji.

Gdy w Teatrze Syrena ucichły owacje po prapremierowym w Polsce spektaklu Wszyscy mówią o Jamiem, stanąłem przed dylematem, jak opisać wydarzenie artystyczne, którego byłem świadkiem. To legendarne przedstawienie z pogranicza  musicalu i spektaklu muzycznego wymyślił Jonathan Butterell; libretto i teksty piosenek stworzył Tom MacRae, a muzykę napisał Dan Gillespie Sells. Zostało ono zainspirowane filmem dokumentalnym stacji BBC Three z 2011 roku pt. „Jamie: Drag Queen at 16”, w którym pokazano autentyczne zdarzenia towarzyszące decyzji pewnego szesnastolatka mieszkającego na komunalnym osiedlu w Sheffield, w Anglii. Film stał się na tyle głośny, że w 2017 roku na jego podstawie powstał wystawiany na najważniejszych scenach świata musical pod tym samym tytułem, a w końcu, w 2021 roku odbyła się opóźniona przez pandemię COVID premiera filmu.

Co jest tak fascynującego w historii zwykłego chłopaka wybierającego się na swój bal maturalny? No właśnie: nic i wszystko! To właśnie ten mój dylemat, który mam po premierze w Teatrze Syrena, bo coś, co powinno być zwyczajne i niewzbudzające emocji, nagle staje się niebotycznym problemem.

Ponieważ jest to opisane w zapowiedziach i programie teatralnym, nie zdradzę tajemnicy, że chłopak chce pójść na ten bal w sukience. Dlaczego? Bo chce zostać w przyszłości Drag Queen. Wolno mu? Wolno! Jak na to reaguje otoczenie w angielskim mieście? Tak samo jak reaguje obecnie w Polsce! I dlatego jest to jeden z powodów dla którego uważam „Wszyscy mówią o Jamiem” za jeden z najważniejszych spektakli, jaki powstał w ostatnim czasie w naszym kraju! Mam w pełni świadomość, że Warszawa jest pod tym względem innym miastem niż reszta kraju (może poza kilkoma największymi aglomeracjami), ale i tak nie jest łatwo.

Fabułę i przesłanie „Wszyscy mówią o Jamiem, można omawiać, jak już wspomniałem, na kilku płaszczyznach, poziomach, z których każdy wart jest dysertacji naukowej.

Można wprost. Młody chłopak, pochodzący z rozbitej rodziny, chce zostać Drag Queen. Standardem jest, że otoczenie traktuje go jako geja, ze wszystkimi koszmarami z tym związanymi, jak np. totalna przemoc psychiczna, a i fizyczna też się zdarza. Znacie to? Bez względu na to, czy TAK, czy NIE, idźcie zobaczyć, jak przebiega taki proces i jakie skutki wywołuje w psychice młodego człowieka. 

Ale w fabułę wplecione są różne, bardziej szczegółowe wątki, z których każdy sam w sobie jest bardzo poważny, a ich suma powoduje, że spektakl jest tak przejmujący. Jak na decyzję bohatera zareagują koledzy w szkole? Jak koleżanki? Jak wychowawczyni? Jak rodzice innych uczniów? Jak najbliższa rodzina: Mama, Ojciec, tak zwana „przyszywana” ciocia? Kto będzie go potępiał, a gdzie znajdzie wsparcie i poparcie?

Uważam, że między innymi z powodu tych pytań spektakl „Wszyscy mówią o Jamiem” powinni zobaczyć wszyscy rodzice, a szerzej – opiekunowie dzieci i młodych ludzi wchodzących w życie.

W czasie oglądania spektaklu w Teatrze Syrena stało się dla mnie jasne, że  opowieść o chłopaku chcącym iść na bal w sukience jest tylko punktem wyjścia (co prawda, opartym na autentycznych wydarzeniach), do zastanowienia się nad odwieczną dyskusją: na ile młodzi ludzie mogą stanowić o sobie i realizować swoje marzenia w życiu, a na ile mają być posłuszni rodzicom, opiekunom, presji środowiska? Tak! Znam standardową odpowiedź: oni jeszcze nie znają życia; mają „mleko pod nosem”; „ryby i dzieci głosu nie mają!”; „jak dorosną, to zmądrzeją”, itp. I to jest prawdziwy problem, bo faktycznie wcale nie tak rzadkie są przypadki, gdy decyzja podjęta w czasie burzy hormonalnej i całkowicie normalnego buntu przeciw wszystkiemu, a szczególnie „starym” (rodzicom, nauczycielom, uznanym autorytetom), przynosi w całkiem nieodległej przyszłości fatalne skutki już trochę bardziej dorosłemu człowiekowi.

Wśród widzów prapremierowego przedstawienia „Wszyscy mówią o Jamiem” były  osoby o innym niż biały kolorze skóry,  osoby nieheteronormatywne, ale także przedstawiciele środowisk Drag Queen. Wiele z tych osób znam osobiście i z wieloma rozmawiałem po przedstawieniu. Wszystkie te osoby to Polacy, urodzeni i wychowani tu, w naszym kraju. Oprócz tak zwanej „inności”, drugą rzeczą która je różni, to PESEL. To jest druzgocąca konstatacja! Właściwie nic się nie zmienia na przestrzeni lat w podejściu do takich osób, bez względu na to jakie mamy uwarunkowania polityczne w Polsce. To kolejny argument typu „kropla drąży skałę” za tym, aby takie spektakle jak „Wszyscy mówią o Jamiem” powstawały i były szeroko rozpowszechniane.

Jak już wspomniałem, w przedstawieniu jest bardzo dużo wątków, z których każdy zasługuje na dużo dokładniejszą analizę niż recenzja teatralna. Na mnie największe wrażenie zrobiła znakomicie opisana i rewelacyjnie zagrana relacja głównego bohatera i jego Mamy, wspieranej przez „przyszywaną ciocię”, która w jednej ze scen przedstawia się jako „członek rodziny”.  

Po spektaklu, w rozmowie z oglądającymi to przedstawienie Drag Queen stwierdziliśmy, że Jamie New (tytułowy bohater) miał ogromne szczęście, iż w jego najbliższym otoczeniu były te dwie osoby. W realnym życiu (przypominam: tu, u nas, w Polsce) nie jest tak dobrze. Dominują raczej sytuacje i relacje takie jak w sztuce Jamie ma z ojcem. Nie będę pisał jakie, ale Państwo już się pewnie domyślają. A dużo bardziej drastyczne usłyszałem od moich rozmówców.

Początkowo przygnębiający, ale jakże prawdziwy jest wątek szkoły, zachowania kolegów i koleżanek klasowych. Można powiedzieć, że jest on standardowy. Jest główny bohater (Jamie) i jest jego klasowy prześladowca (Dean Paxton), oraz cała reszta będąca pod jego wpływem. Tylko jedna dziewczyna otwarcie trzyma stronę Jamiego, a znamiennym jest fakt, iż jest wyznawczynią innej religii (muzułmanką), i podobnie jak główny bohater spotyka się z ostracyzmem. I znowu mamy odniesienie jeden do jednego do tego, co dzieje się obecnie w Polsce (dzieci uchodźców z Ukrainy!). 

Te zarysowane przeze mnie wątki (oraz wiele innych) znajdują się w oryginalnym tekście, ale my mamy możliwość oglądania inscenizacji warszawskiej, z warszawską obsadą, i ona stanowi o sile tego spektaklu. Tradycyjnie w tego typu przedstawieniach obsada jest dublowana. Mnie urzekła ta, którą oglądałem na prapremierze.

Kuba Szyperski, jako bohater tytułowy Jamie New, jest fenomenalny! Prawdziwy w każdym calu, ruchu, geście, zdaniu i w każdej z licznych i z reguły niekomfortowych sytuacji, w których bierze udział. Wielka rola tego młodego, ale już doświadczonego aktora. Aktorstwo, wokal, taniec, najwyższej próby!

Jego Mamę [Margaret New] w spektaklu, który oglądałem, grała Katarzyna Walczak. To również wielka, dramatyczna rola. Jej kluczowa scena z synem, na zakończenie której śpiewa swój song,  wyciska łzy z oczu. Drag Queen, z którymi rozmawiałem po spektaklu przyznały, że pomimo tego, iż widziały inscenizacje w Londynie i Nowym Jorku, to w Warszawie, w tym momencie, tusz do rzęs rozmazał się. Mnie też dziwnym trafem spociły się oczy.

Postacią, która w warszawskiej inscenizacji wyrasta według mnie na trzecią główną bohaterkę, jest wielokrotnie wspominana wyżej „przyszywana ciocia” Ray. W tej roli wystąpiła Marta Burdynowicz. Moje wrażenia związane z jej kreacją są identyczne jak przy Jamiem i Margaret New – fenomenalna rola. Bardzo niebezpieczna, bo bardzo łatwo można było popaść w niej w przesadę, przeszarżować z akcentami komediowymi lub z „zagłaskiwaniem na śmierć” Jemiego albo w kiczowate współczucie. Burdynowicz trafia w punkt i każdym pojawieniem się na scenie skupia na sobie uwagę. Gratulacje! To ona właśnie cały czas emanuje niezachwianą pozytywną energią, dającą siłę zarówno Jamiemu, jak i jego Mamie.

Bardzo ciekawą jest postać wychowawczyni Miss Hedge, w którą wcieliła się Beatrycze Łukaszewska. W większości dzieł literackich, filmach i sztukach teatralnych, nauczycielki i nauczyciele są nie do końca postaciami jednoznacznymi. Tak jest i w tym przypadku. Oni muszą dbać o dyscyplinę, trzymać się reguł, regulaminów i prawa w ogóle. Ale przez tę biurokratyczną skorupę przebija się czasem człowiek ze swoimi sympatiami, antypatiami i emocjami. Tak jest i w tym przypadku. Łukaszewska wspaniale oddaje ten ledwo wyczuwalny dualizm, gdy co i raz pojawiają się u niej ludzkie odruchy.  

Wspomnianym wyżej antagonistą i prześladowcą Jamiego jest Dean Paxton, w którego wcielił się Jędrzej Czerwonogrodzki. W tym przypadku sprawa jest prosta. To jednoznacznie „czarny charakter”, który prawie do samego końca jest tym złym. Czerwonogrodzki bardzo dobrze radzi sobie z zagraniem tego niesympatycznego typa, w którego wciela się. 

Zupełnie inną charakterologicznie postacią jest Priti Pasha, grana przez Julię Kafar. Ona doskonale wie, co to znaczy być wykluczonym. Ona w szkole też nie ma łatwo i być może dlatego rozumie sytuację Jamiego i trzyma jego stronę. A może to nie jest jedyny powód? W każdym razie Priti jest jedyną osobą w szkole, która otwarcie wspiera Jamiego. Julia Kafar znakomicie wciela się w swoją bohaterkę, subtelnie podkreślającą swoją inność, ale do pewnej granicy. Bo po jej przekroczeniu potrafi przeistoczyć się w wojowniczkę ostro walczącą o siebie i Jamiego.

Spoza najbliższego kręgu bohatera, postacią która staje się dla niego ważną i wspiera go w realizacji marzeń, jest Hugo Battersby/ Loco Chanelle. W spektaklu premierowym, w tej podwójnej roli wystąpił Michał Konarski. Znakomity! Spokojny, wręcz patriarchalny jako Hugo i rewelacyjnie  dynamiczny jako Loco Chanelle. Kolejny brylant w tej kolii aktorskiej tego spektaklu.

Podobne zadanie aktorskie, chociaż krańcowo inną postać ma do zagrania Jeremiasz Gzyl. W przeciwieństwie do Hugo Battersby, grany przez niego ojciec [Wayne New] jest we władaniu ciemnej mocy. To jest ta postać, o której napisałem wyżej, że niestety jeszcze dosyć często występuje w życiu realnym i, co gorsza, w Polsce!  Trochę współczułem Gzylowi, że przypadła mu w udziale ta rola, chociaż równocześnie podziwiałem, jak znakomicie wcielił się w personifikację zła. Natomiast jego drugie wcielenie. - Dzida Turner – fantastyczne!

Podobnie jak Majka Virgin grana przez Twoją Starą [Piotr Buśko] Werę Le Chic [Łukasz Kamiński].

W szkolne koleżanki i kolegów Jammiego wcielili się: Dominika Sobol [Fatimah]; Dominika Łysakowska [Bex]; Angele Villanueva Jara [Vickey]; Liudmyla-Aisata Bolli [Becca]; Dawid Krasiński [Levi]; Patryk Maślach [Cy]; Michał Talar [Sayid]; Klaudia Duda [swing]; Bartosz Łyczek [swing].

W warszawskiej inscenizacji „Wszyscy mówią o Jamiem” występują również – i to istotna informacja – w różnych rolach: Edyta Krzemień [Margaret New (Mama)]; Małgorzata Majerska [Miss Hedge]; Stefan Andruszko [Dean Paxton / Mickey]; Mateusz Deskiewicz [Hugo Battersby / Loco Chanelle]; Krystian Embradora [Jamie New / Cy].

Ogromne brawa należą się całemu zespołowi twórców, na czele którego stała reżyserka Agnieszka Płoszajska, która wykonała fantastyczną robotę, nie tylko ogarniając całość pod względem organizacyjnym, ale głównie nadając taki właśnie charakter temu spektaklowi. A poruszała się po ciągle jeszcze w Polsce bardzo grząskim gruncie, gdzie każdy nieostrożny, czy zbyt gwałtowny ruch, może spowodować upadek. Całe szczęście nic takiego się nie wydarzyło i „Wszyscy mówią o Jamiem” jest wydarzeniem artystycznym zajmującym, w niezwykle delikatny, ale równocześnie stanowczy i absolutnie jednoznaczny sposób, negatywne stanowisko w kwestii wszelkiego rodzaju wykluczeń, mowy nienawiści i zachowań opresyjnych. W kontrze do tego twórcy (autorzy scenariusza, reżyserka) ukazują, można tak to nazwać, wzorzec zachowań pozytywnych (Mama, „ciotka” Ray i przyjaciółka Priti Pasha).

Ogromną siłą warszawskiej inscenizacji jest tłumaczenie (w tym tekstów piosenek) autorstwa Jacka Mikołajczyka. To są perełki językowe, absolutnie współczesne, ale fantastycznie oddające klimat zarówno szkolno-młodzieżowy, jak i środowisk, w których toczy się część akcji.

Układy choreograficzne przygotowane przez Michała Cyrana przynoszą widowni pełną satysfakcję. Scenografia (Anna Chadaj) jest pomysłowa, barwna i, co najważniejsze, funkcjonalna.

Emil Wysocki, odpowiedzialny za kostiumy, miał odpowiedzialne zadanie. Większość postaci ubrana jest „normalnie”, jednak jak już wspomniałem, występują również Drag Queen i tu Wysocki mógł wykazać się kreatywnością. I wykazał się! Czego najlepszym dowodem były brawa wybuchające przy pojawianiu się Majki VirginWery Le ChicDzidy TurnerLoco Chanelle czy Jamiego w różnych strojach.

Jak zawsze w Teatrze Syrena spektakl został wspaniale oświetlony przez  Katarzynę Łuszczyk. Natomiast kolosalną pracę przygotowania wokalnego całego zespołu wykonała Zuzanna Falkowska. Za oprawę muzyczną odpowiadał dyrygent i szef zespołu grającego na żywo, Tomasz Filipczak. Fantastyczny efekt będziecie Państwo mogli ocenić sami, gdy obejrzycie w Teatrze Syrena najnowszy spektakl „Wszyscy mówią o Jamiem”, w reżyserii Agnieszki Płoszajskiej.

Raz jeszcze gorąco polecam go nie tylko młodym ludziom, ale w równej mierze, a być może nawet jeszcze bardziej ich rodzicom, nauczycielom i opiekunom. Znajdą Państwo w nim rewelacyjną formę, ale nie tylko. Treść, przesłanie, nauka są w nim najważniejsze. Stanowią ogromny materiał do przemyśleń i przepracowania, bądź indywidualnego, bądź nawet w większym składzie. 

Ogromne gratulacje dla osób, które podjęły decyzję o wystawieniu tego spektaklu, doprowadziły do jego premiery i umieszczenia w repertuarze. Burzliwe brawa w trakcie i owacje na stojąco po zakończeniu przedstawienia, są chyba najlepszym dowodem na słuszność takiej decyzji.  

Źródło:

Materiał nadesłany

Sprawdź także