Logo
Recenzje

Okiem Obserwatora: Między nami dobrze jest

4.11.2025, 17:50 Wersja do druku

„Między nami dobrze jest” Doroty Masłowskiej w reż. Patryka Warchoła w Teatrze Współczesnym w Warszawie. Pisze Krzysztof Stopczyk.

fot. Ewa Borowska

Teatr Współczesny w Warszawie kontynuuje linię repertuarową zarysowaną już w ubiegłym sezonie. Coraz bardziej otwiera się na młodych i bardzo młodych twórców, a co za tym idzie, zdobywa coraz większe zainteresowanie widzów z młodzieżowymi PESELAMI. Doświadczyłem tego siedząc na widowni małej sceny Teatru Współczesnego (Baraku), na sztuce „Między nami dobrze jest”. Jej autorką jest Dorota Masłowska, która napisała ją na zamówienie TR Warszawa oraz Schaubühne am Lehniner Platz, Berlin i wydała drukiem w 2008 roku w oficynie Lampa i Iskra Boża. Na okładce lojalnie zaznaczone jest, że: „Tytuł zaczerpnięty został z utworu Tomasza Adamskiego”. Ponieważ sztuka powstała na zamówienie TR Warszawa, więc od razu w 2009 r. odbyła się w nim jej premiera. Nie mogę oprzeć się chęci przypomnienia, iż w Osowiałą Staruszkę wcieliła się Danuta Szaflarska, która grała ją jeszcze mając 101 lat! 

Lata lecą, rzeczywistość dookoła nas zmienia się i to zarówno w naszym kraju, jak i co gorsza w państwach sąsiednich. Teksty sprzed szesnastu lat brzmią teraz zupełnie inaczej. 

Teatr Współczesny jeszcze w ubiegłym sezonie ogłosił „Konkurs dla reżyserek i reżyserów na początku drogi zawodowej”. Zwycięzcą został  Patryk Warchoł, student Akademii Teatralnej im. Aleksandra Zelwerowicza w Warszawie. Zaproponował jury własną koncepcję na odczytanie tekstu Masłowskiej, uwzględniającą upływ szesnastu lat. Paradoks polega na tym, że oboje z autorką w chwili pracy nad tekstem „Między nami dobrze jest” byli w tym samym wieku. Zarówno ona pisząc ten tekst, jak i on reżyserując go według własnego scenariusza, byli w wieku 26 lat. No tak, ale jest jeszcze szesnaście lat różnicy między tymi wydarzeniami, a we współczesnym świecie to już nie jedna epoka, a kilka. Pokolenia autorki i reżysera to dwie różne bajki. 

I to widać zarówno na scenie, jak i na widowni.

Pomijam już takie detale, jak zamiana w tekście płonącego roweru na palącą się hulajnogę czy zmiana nazwy sieci supermarketów wymienianej cały czas w dialogach scenicznych. 

Na scenie bardzo dobrze sprawdza się pomysł Warchoła o uzupełnienie żywej akcji scenicznej filmami z tymi samymi aktorami, ubranymi tak samo jak na scenie i animacje  wyświetlane na ogromnych panelach telewizyjnych. Te wizualizacje wzmocnione są muzyką pokolenia reżysera. Spektakl zaczyna się filmem, a widz słyszy Polskie Tango”Taco Hemingway, Lanek (sł. Filip Tadeusz Szcześniak, muz. Kamil Łanka). Dopiero po tej rapowej sekwencji na scenie pojawia się Osowiała Staruszka (Elżbieta Kępińska) i zaczyna się spektakl. Multimedia są wykorzystywane przez cały czas i przyznam, że wspaniale wkomponowują się w całość. Świat wirtualny wręcz przenika się z tym realnym.

Na spektaklu, który ja oglądałem, ponad polowa widowni zapełniona była przez osoby młode lub w granicach wieku średniego. Czyli były to pokolenia, które urodziły się ze smartfonem w ręku, dla których social media są środowiskiem naturalnym. Z dużą ciekawością obserwowałem ich reakcje na to, co dzieje się na scenie. A działo się dużo i intensywnie. Różnica w reakcjach grup wiekowych była wyraźnie słyszalna i widoczna gołym okiem. Młodzi co i raz wybuchali głośnym śmiechem i komentowali między sobą różne sytuacje i frazy tekstu (całe szczęście, że po cichu). Dla starszych te wszystkie teksty były wtórne, bo już wiele lat temu czytali je i słyszeli, oglądając inscenizacje teatralne i filmowe, chociażby: Sławomira Mrożka, Ireneusza Iredyńskiego, Edwarda Redlińskiego, Jana Himilsbacha, Jerzego Pilcha czy Marka Koterskiego, i tak można wymieniać jeszcze długo. Każde pokolenie ma zarówno swoich kreatorów, awangardzistów, jak i epigonów. I jak wiadomo, każde pokolenie uważa, że odkrywa lub w najgorszym razie „odkrywa na nowo” zarówno różne tematy, problemy, jak i poszczególne dzieła.

Dla pokolenia Warchoła tekst Masłowskiej jest odkryciem. Jak sam przyznał w jednym z wywiadów, jej twórczość otworzyła mu oczy na polską rzeczywistość i popchnęła go w kierunku teatru. I bardzo dobrze, że tak się stało, bo może teatr polski zyskał bardzo uzdolnionego i rokującego duże nadzieje reżysera. Warchoł zderza tekst Masłowskiej z własnym pokoleniem – tym zanurzonym w popkulturze, przebodźcowanym social mediami, otumanionym chaosem informacyjnym. I według mnie z tego zderzenia powstał bardzo dobry spektakl. Tak, tak, ja wiem, że już ponad piętnaście lat temu, ta sama sztuka wystawiona przez Grzegorza Jarzynę była sensacją nie tylko w Warszawie, ale w całej Polsce. Ale oprócz tego, że niewątpliwie był to spektakl bardzo dobrze zrobiony i zagrany (w o wiele większej obsadzie, niż ten we Współczesnym), to wówczas działała jeszcze siła znakomitej akcji PRowej: drugie dzieło autorki pierwszej polskiej powieści dresiarskiej (to akurat o debiutanckiej powieści Doroty Masłowskiej „Wojna polsko-ruska pod flagą biało-czerwoną”). Brutalna, tzw. męska rzeczywistość, a opisywana przez młodą kobietę! Takim językiem?! Co za emocje! Co za sensacja! 

Debiutancka inscenizacja Patryka Warchoła może zaimponować swoją dojrzałością pracy reżyserskiej. Całość jest bardzo dobrze wymyślona i przeprowadzona z żelazną konsekwencją. Poszczególne postacie są jak wyjęte z prawdziwego świata. Wszystkie aktorki i jeden aktor czują swoje role i wspaniale się w nich odnajdują. 

Od samego początku, byłem pod wrażeniem dekoracji w tym spektaklu. Na tak małej powierzchni, jaką mają do dyspozycji artyści w Baraku, zmieścić tak rozbudowaną, tak intensywną, ale wspaniale rozplanowaną i przez to absolutnie nie przytłaczającą, a wprost przeciwnie, bardzo funkcjonalną scenografię, to jest imponujące! Ogromne słowa uznania dla Anny Kolaneckiej. Nic dziwnego, że cały zespół artystyczny czuje się w tej przestrzeni dobrze. 

W „Między nami dobrze jest” oglądamy pełen przekrój wiekowy występujących. Zgodnie z tekstem sztuki jest babcia (Osowiała StaruszkaElżbieta Kępińska), wnuczka (Mała Metalowa Dziewczynka – Natalia Stachyra), matka (Halina – Agnieszka Suchora), sąsiadka (Bożena  Joanna Jeżewska). Monika Kwiatkowska i Sebastian Świerszcz grają po kilka ról.

Między nami dobrze jest” może być podawane jako modelowy przykład wpływu pracy reżysera i zespołu aktorskiego na ostateczny efekt, czyli to co ogląda widz. Oczywiście, że tekst jest bazą, ale dalej jest jeszcze jego adaptacja, koncepcja reżysera i wykonanie aktorskie. To właśnie dzięki nim inscenizacja w Teatrze Współczesnym jest spektaklem bardzo dobrym. 

Elżbieta Kępińska prawie cały czas poruszająca się na wózku inwalidzkim, żyjąca we własnym świecie wspomnień i mówiąca cicho, jakby bez emocji, dzięki swemu aktorstwu przyciąga uwagę. Końcowa scena, w której wreszcie wstaje z wózka, rozgrywa się w konwencji onirycznej i leciutki, jak mgiełka taneczny krok babci, zapiera dech w piersiach i zwilża oczy.

Całkowitym przeciwieństwem Osowiałej Staruszki jest Mała Metalowa Dziewczynka Natalii Stachyry. Dwie koleżanki i sąsiadki, czyli Halina Agnieszki Suchory i Beata Joanny Jeżewskiej wspaniale się uzupełniają i sceny z ich udziałem wprowadzają elementy humorystyczne, ale cały czas podszyte udręczeniem codziennego życia. To nie są łatwe role. Aby osiągnąć pożądany przez reżysera efekt, artystki nie mogły pójść ani w stronę lekkiej satyry, ani w uderzyć w płaczliwe tony użalania się nad swoim losem. Obydwie panie znakomicie pokazują całą gamę emocji i nastrojów jakie spotykają ich bohaterki.

Monika Kwiatkowska wciela się w kilka postaci zarówno na scenie, jak i w wyświetlanych projekcjach kinowo telewizyjnych. Wspaniała gra i charakteryzacja powodują, że trudno ją rozpoznać w kolejnych wcieleniach. Jest to tylko powód do dumy dla Kwiatkowskiej. 

Identyczna sytuacja ma miejsce w przypadku jedynego w tym gronie męskiego rodzynka, czyli Sebastiana Świerszcza. W każdą z jego krańcowo różnych postaci wciela się tak znakomicie, że kilkakrotnie jego etiudy aktorskie i monologi kwitowane są w pełni zasłużonymi brawami.

Reasumując. W repertuarze Teatru Współczesnego pojawiła się kolejna sztuka teatralna warta obejrzenia i polecenia. Co niniejszym czynię. I niech nie zraża starszych widzów nazwisko autorki, uznawanej swego czasu za czołową skandalistkę. Nie ma się czego obawiać. Spektakl „Między nami dobrze jest” w reżyserii Patryka Warchoła wciąga widza i stwarza możliwość obejrzenia naprawdę bardzo dobrej gry aktorskiej całego zespołu. A sam tekst w dzisiejszych czasach daje ogromny materiał do przemyśleń dotyczących zarówno tematów bezpośrednio nas dotyczących (rodzinnych), jak i tych międzynarodowych (czyli także dotyczących nas). Przez to nie jest to spektakl łatwy, ale na pewno godny zobaczenia, również dzięki wspaniałej pracy wykonanej przez: Grzegorza Łabudę (choreografia, kostiumy), Nikodema Słomczyńskiego (muzyka) i Ewę Borowską (reżyseria świateł, video).

Źródło:

Materiał nadesłany

Sprawdź także