„Come from away” Irene Sankoff i Davida Heina w reż. Antoniusza Dietziusa w Scenie RELAX w Warszawie. Pisze Krzysztof Stopczyk.
Z dużą dozą sympatii obserwuję Scenę RELAX w Warszawie. Od momentu rozpoczęcia działalności scenicznej (rok 1970 otwarcie kina Relax; rok 2006 zamknięcie kina; rok 2020 inauguracja SCENY RELAX) błyskawicznie ponownie stała się ważnym punktem na kulturalnej mapie Warszawy, a w stosunkowo krótkim czasie wyrosła na ważnego gracza w dosyć specyficznej i bardzo trudnej artystycznie, i technicznie kategorii, jaką są spektakle muzyczne i musicale. W słynnym budynku RELAXU widziałem już kilka bardzo dobrych inscenizacji przedstawień właśnie tego gatunku. Jednak według mojej oceny, ostatnia polska prapremiera, wybija się zdecydowanie na pierwsze miejsce. Uważam tak z kilku powodów.
Po pierwsze: fabuła „Come from away” oparta jest na autentycznych wydarzeniach sprzed ćwierć wieku i to dosłownie, bo polska prapremiera w Relaxie odbyła się 11 września 2026 r., czyli dokładnie w dniu 25. rocznicy ataku na World Trade Center. A materiałem do napisania scenariusza były rozmowy i wywiady z pasażerami kilkudziesięciu transkontynentalnych samolotów przekierowanych i uziemnionych w małym, kanadyjskim miasteczku Gander (Nowa Fundlandia) i z jego mieszkańcami, których jak się okazało, była porównywalna ilość, w stosunku do tych niespodziewanych gości. Jest to jedna z piękniejszych opowieści o człowieku, szkoda tylko, że zaistniała w tak tragicznych okolicznościach.
Po drugie: fabuła sztuki stworzona przez kanadyjskie małżeństwo Irene Sankoff i Davida Heina napisana jest po mistrzowsku. Mówi w zaskakujący sposób o rzeczywistych wydarzeniach i odczuciach ludzi w nich uczestniczących. Autorzy przyjęli założenie, że w przedstawieniu bierze udział dwanaścioro artystów, którzy naprzemiennie wcielają się w wiele różnych osób, zarówno w mieszkańców Gander, jak i w pasażerów samolotów. Ten coctail przynosi piorunujące efekty, ale równocześnie zmusza widzów przez cały czas trwania spektaklu do zachowania maksymalnej uwagi, tak aby nie przeoczyć tych błyskawicznych przemian.
Po trzecie: warszawska inscenizacja „Come from away” to znakomity efekt pracy wszystkich osób zaangażowanych w jej powstanie.
Irene Sankoff i David Hein są autorami wspaniałego libretta, tekstów piosenek i muzyki, a ciekawostką jest fakt, że można je obecnie słuchać i oglądać w ponad 100 krajach na Apple TV+, i na całym świecie na deskach scenicznych, a w tych wszystkich krajach plakaty reklamujące przedstawienie są identyczne. W dodatku „Come from away” zdobył najważniejsze światowe nagrody i wyróżnienia dla spektakli muzycznych i musicali.
Mając taki materiał wyjściowy (znakomicie przełożony na język polski przez Daniela Wyszogrodzkiego), reżyser warszawskiej inscenizacji [Antoniusz Dietzius] miał bardzo wysoko zawieszoną poprzeczkę. A jak już kilka razy pisałem, spektakle muzyczne (w tym musicale) są jedną z trudniejszych form przedstawień scenicznych. W tym przypadku dochodziła jeszcze presja czasowa, ponieważ spektakl powstał w formule impresaryjnej, w rekordowym czasie 30 dni! Dietzius wykonał wspaniałą robotę, której efekt końcowy wywołał po zakończeniu prapremiery długotrwałą owację na stojąco. Oczywiście reżyser nie pracował sam, tylko ze swoim wypróbowanym zespołem, bez którego oglądany efekt nie byłby możliwy. Santiago Bello stworzył znakomite układy choreograficzne. Sebastian Dudzik czuwał nad przygotowaniem wokalnym, a efekty tego są naprawdę wspaniałe. Mateusz Dębski, jako szef zespołu muzycznego grającego perfekcyjnie na żywo, nie tyle uzupełniał, ile wzbogacał przedstawienie, a Dorota Sabak-Ciołkosz zaproponowała kostiumy idealnie pasujące do postaci i czasu cofniętego o ćwierć wieku.
Bardzo interesująca i pomysłowa jest niezmienna scenografia, która będąc surową, idealnie pasuje do sytuacji, w których toczy się akcja (wnętrze samolotu, wnętrze pubu, szkoły, ulica itd.). Podobnie jest z bardzo małą ilością rekwizytów, które spełniają wielorakie, ale istotne funkcje (np. krzesła). Scenografia i rekwizyty są pomysłem Antoniusza Dietziusa, Marka Matysiaka i Kuby Styperka. Znakomite oświetlenie całego spektaklu jest autorstwa Krzysztofa Gantnera i Michała Piskorskiego. W spektaklach muzycznych kluczową rolę odgrywa dźwięk i, tak jak muzyka na żywo, musi być dopracowany perfekcyjnie. Tego zadania podjął się Artur Jóźwik i wykonał je bezbłędnie.
Jest jeszcze czwarty powód, dla którego uważam musical „Come from away”, którego polską prapremierę widziałem na Scenie RELAX, za bardzo dobry i wart polecenia. Czwarty, ale podstawowy! To znakomita gra całego, dwunastoosobowego zespołu aktorskiego oglądanego i słuchanego przeze mnie w tym przedstawieniu. Podkreślam ten fakt dlatego, że wszystkie postacie są dublowane i w kolejnych przedstawieniach cała obsada jest zmienna, a co za tym idzie, również spektakl jest inny w stosunku do oglądanego przeze mnie, a w każdym razie może takim być.
W obsadzie, którą ja widziałem, trudno wyróżnić kogokolwiek, a na pewno nikt nie odstawał od reszty. W spektaklach muzycznych (musicalach) zawsze podziwiam wykonawców, bo muszą wykazać się nie tylko kunsztem aktorskim, ale także wokalnym i zdolnościami choreograficznymi. Czyli „trzy w jednym!”. Wystarczy, że jeden z tych elementów odstaje od pozostałych i cały efekt, cała praca, idą na marne. W przypadku „Come from away” cały oglądany przeze mnie zespół artystyczny zaprezentował profesjonalizm najwyższej próby, dzięki czemu miałem odczucie, że oglądam jeden, wspaniale funkcjonujący organizm. Ale podkreślam to raz jeszcze, że było to możliwe dzięki znakomitej grze wszystkich członków zespołu artystycznego.
Obsada spektaklu prapremierowego (w nawiasach nazwiska zmienników):
Beulah Ola Bieńkowska (Monika Mariotti)
Janice Kasia Kanabus (Karolina Piwosz)
Bonnie Sabina Karwala (Kasia Kwiatkowska)
Beverly Basia Melzer (Anna Sztejner)
Hannah Brygida Turowska (Anita Steciuk)
Diane Joanna Węgrzynowska (Anna Gigiel)
Nick Krzysztof Bartłomiejczyk (Wojciech Socha)
Bob Mateusz Feliński (Karol Osentowski)
Claude Przemysław Glapiński (Wojciech Dmochowski)
Kevin T. Paweł Mielewczyk (Juliusz Godzina)
Oz Albert Osik (Grzegorz Pierczyński)
Kevin J. Łukasz Talik (Jakub Piprowski)
Bardzo istotny w tym spektaklu jest fakt, że nie ma w nim jednego głównego, indywidualnego bohatera. Owszem, jest jeden – zbiorowy. To ludzie, których drogi dziwnym zrządzeniem losu, przecięły się na okres pięciu dni. Początkowo można by się wśród nich doszukać podziału na pasażerów samolotów i mieszkańców miasteczka. Ale autentyczne, prawdziwe życie tak zaaranżowało tę sytuację, że te dwie grupy szybko wymieszały się, przeniknęły i zaczęły stanowić jedność. Artyści występujący w „COME FROM AWAY”, w cudowny sposób pokazują tę błyskawiczną integrację. A jeszcze większym cudem jest fakt, że chociaż te więzi powstały tak szybko, to okazały się nieprawdopodobnie mocne i trwają już od 25 lat. Przez ćwierć wieku, co roku, kto tylko może z dawnych pasażerów, pojawia się w małym, kanadyjskim miasteczku Gander na Nowej Fundlandii, aby spotkać się z jego mieszkańcami. Szczególnie uroczyste spotkanie miało miejsce w tym roku, z okazji 25. rocznicy tych tragicznych wydarzeń, jakie miały miejsce w USA, ale równocześnie stworzyły możliwość pokazania, że ludzie są zdolni do wspaniałych zachowań, właśnie takich, jakie miały miejsce w Gander.
Spektakl wart jest polecenia nie tylko ze względu na bardzo wysoki poziom artystyczny, ale również na głęboko humanitarne przesłanie jakie niesie postawa mieszkańców małego kanadyjskiego miasteczka na Nowej Fundlandii.
Producentem i osobą, która wspaniale ogarniała (i ogarnęła) całość, jest Marek Matysiak (M!STAGE).