Logo
Recenzje

Okiem Obserwatora: Afterplay

16.09.2026, 12:30 Wersja do druku

„Afterplay” Briana Friela w reż. Bogdana Michalika w Teatrze Współczesnym w Warszawie. Pisze Krzysztof Stopczyk.

fot. Krzysztof Bieliński/mat. teatru

Zauważyli Państwo ciągle rosnącą popularność kontynuacji fabuły lub losów bohaterów dzieł literackich, a szczególnie produkcji filmowych? W zamierzchłych czasach nazywano to właśnie „kontynuacją”. Teraz w modzie jest używanie określenia „sequel”. Ależ to brzmi! Jak poważnie, a jak zagranicznie! Zgodnie z tym trendem na samym początku tego wieku (w 2002 roku), w Gate Theatre w Dublinie, miała swoją prapremierę sztuka „Afterplay”. Jej autorem jest  Brian Friel, nazywany „Irlandzkim Czechowem”, ponieważ nigdy nie ukrywał, że w swej twórczości wzorował się właśnie na nim. Tak właśnie jest w przypadku sztuki „Afterplay”, która jest fantazją na temat spotkania (po upływie wielu lat od czasów, w których toczą się akcje dzieł prymarnych) Soni z „Wujaszka Wani” i Andrieja z „Trzech sióstr”. Pomysł tyleż ambitny, co zaskakujący. I bardzo niebezpieczny, bo nawiązujący do dzieł powszechnie uznawanych za mistrzowskie i będących kanonami światowej literatury, oraz inscenizacji teatralnych. 

Teatr Współczesny po raz kolejny udowadnia, że pod dyrekcją duetu Wojciech Malajkat – Marcin Hycnar nie boi się niebezpiecznych wyzwań. Tym razem zaprezentował publiczności sztukę teatralną, w bardzo dobrym tłumaczeniu Anny Wołek, w najklasyczniejszej z możliwych postaci. Klasyka w każdym detalu!

Bogdan Michalik (reżyseria, opracowanie muzyczne, reżyseria światła) miał do dyspozycji Scenę w Baraku, co przekłada się na trochę ograniczone możliwości scenograficzne, ale Julia Skuratova jako autorka scenografii i kostiumów, wywiązała się z powierzonego jej zadania perfekcyjnie, proponując minimalistyczne dekoracje i klasyczne kostiumy z epoki. Jednak w tym surowym entourage'u jest jeden smaczek / perełka. Proponuję Państwu zwrócić uwagę na cały czas wyciemniony, prawie czarny tył sceny (tzw. horyzont). Więcej na ten temat nic nie napiszę, ale pomysł i jego wykonanie warte są zwrócenia uwagi i pochwały! 

Jak już wspomniałem, fabuła dotyczy dwójki bohaterów: Soni i Andrieja, którzy spotykają się przypadkowo w lokalu zdecydowanie nie pierwszej kategorii. 

Nie mogę Państwu zdradzić więcej szczegółów na temat tego spotkania, ale dla widzów może być ono interesujące tylko i wyłącznie pod warunkiem, że w oglądane postacie wcielą się znakomici artyści. Teatr Współczesny jest w tej luksusowej sytuacji, że w swoim zespole ma takie osoby. Monika Krzywkowska [Sonia] i Mariusz Jakus [Andriej] dają popis gry aktorskiej. 

Tu nie ma fajerwerków, szaleństwa ruchowego, stroboskopów, ekranów i monitorów z wszelkimi wizualizacjami i wideoklipami. Ba! Po raz pierwszy od długiego czasu nie zobaczyłem nawet dymów snujących się po scenie! Przy tradycyjnym stole z dawnych lat, siedzi dwójka bohaterów i rozmawia na tak zwane tematy życiowe. Opowiada o sobie, o swoich rodzinach, o domach, w których mieszkają, o pracy, o swoich znajomych.  Ot, zwykłe historie z życia wzięte. Nie ma żadnych kłótni. Ale dzięki temu, że opwiadającymi są Monika Krzywkowska i Mariusz Jakus, widownia siedzi jak zahipnotyzowana i stara się nie uronić ani jednego słowa. Reżyser [Bogdan Michalik] znakomicie operuje również ciszą. Ten element gry aktorskiej jest wykorzystywany nieczęsto, a jeżeli już, to zdarza się, że w zdecydowanym nadmiarze. A w „Afterplay” proporcje tekstów do ciszy są doskonale wyważone. I nie oznacza to wcale, że na scenie nic się nie dzieje. Krzywkowska i Jakus cały czas grają całymi sobą: mimiką twarzy, spojrzeniem, gestem głowy i gestykulacją rąk, a nawet chwilami zadumy. Znakomite aktorstwo i godni siebie artyści. Kolejnym plusem spektaklu jest zróżnicowanie zachowań Soni i Andrieja. Ona jest subtelna, elegancka i wyciszona. On niby grający na skrzypcach, ale „z gruba ciosany”, bardziej zmienny w nastrojach; od początkowo cichego, grzecznego „przepraszam, że żyję”, przez ożywionego własnymi opowieściami, aż po tragicznie przeżywającego swój los człowieka. Krzywkowska i Jakus znakomicie dopełniają się na scenie, tworząc wspólnie obraz bardzo skomplikowanych losów ludzkich. I chociaż nie raz publiczność śmieje się, słysząc różne teksty, to całość nie jest lekka. Bądź co bądź, są to postacie z Czechowa! Dlatego wspomniałem, że podjąć z sukcesem rękawicę rzuconą przez autora [Brian Friel], mogą tylko bardzo dobrzy artyści. Tacy jak Monika Krzywkowska i Mariusz Jakus.

Dlatego gorąco polecam Państwu przedstawienie „Afterplay” Briana Friela, w reżyserii Bogdana Michalika, ze znakomitymi rolami Moniki Krzywkowskiej jako Soni i Mariusza Jakusa jako Andrieja. Spektakl miał swoją prapremierę na Scenie w Baraku  w warszawskim Teatrze Współczesnym, ale jestem przekonany, że w niedługim czasie możliwość jego zobaczenia będą mieli również widzowie w innych miastach. Bo ta inscenizacja naprawdę zasługuje na pokazywanie jak najszerszej widowni.

Źródło:

Materiał nadesłany

Sprawdź także