„Norymberga" Wojciecha Tomczyka w reż. Waldemara Krzystka w TVP Kultura. Pisze Piotr Zaremba w tygodniku „Sieci".
TVP Kultura przypomniała „Norymbergę" Wojciecha Tomczyka. Ten Teatr Telewizji, wstrząsający w wymowie, pojawił się w 20-lecie premiery. Przypomnę: to kameralny zapis spotkania młodej dziennikarki ze starym pułkownikiem PRL-owskich wojskowych służb specjalnych. Ona szuka informacji, on oferuje jej opowieść o swoim życiu. W niej zaś ważną rolę odgrywa nieżyjący ojciec Hanki. Pułkownik chce być osądzony za swój udział w zbrodniach komunizmu.
Premiera tej sztuki odbyła się w kwietniu 2OO6r. na małej scenie warszawskiego Teatru Narodowego. Reżyserowała Agnieszka Glińska. Potem grano ją m.in. w Gorzowie i w Bielsku Białej, także w Estonii. Kilka miesięcy później Waldemar Krzystek, reżyser filmowy, mocno zanurzony w różnych wątkach polskiej historii, nakręcił Teatr Telewizji.
Spektakl składa się z rozmów, wspomnień, chwilami personalnych konfrontacji. Musi być więc opowiedziany perfekcyjnie. Sama realizacja jest niezwykle staranna. Ewa i Andrzej Przybylowie urządzili to mieszkanie z troską o najmniejsze detale. Podobnie jest z muzyką Zbigniewa Karneckiego, punktującą kolejne napięcia. Janusz Gajos czyni ze swoich relacji antyczny dramat. Każe nam z napięciem śledzić najmniejszy niuans jego gestu czy mimiki. Gęstość osobowości, ironia buzująca w głosie - to jego wkład w tę historię. Dominika Ostałowska, początkowo zimna, potem zapada się w siebie, coraz bardziej stężała od grozy. Ogląda się to z zapartym tchem. Ale w równiej mierze dzięki znakomitym dialogom Tomczyka. Niuansom gestów, ruchów, min postaci odpowiadają niuanse tekstu. Taka dramaturgia sprawdza się zwłaszcza przez dygresje. Tu jest ich pełno, najcelniejszych. Na końcu pojawia się Halina Łabonarska jako żona. Aktorka gra - zgodnie ze swoimi warunkami - świetlistą damę. I tylko chwilami odsłania coś odpychającego, groźnego, co w niej siedzi.
Dodajmy, że autor nie odsłania wszystkich tajemnic tekstu. Jedną z nich jest rola żony w wydarzeniach. Można dyskutować, czy wszystkie detale tej historii są potwierdzone realiami czasów. Czy oficerowie WSI zdobywali w grudniu 1981 r. stocznię gdańską? Wielu widzów skrzywi się na koncept, iż służby specjalne miały wielkie możliwości, by wpływać na życie innych po 1989 r. Nieprzypadkowo Tomczyk to wróg numer jeden „Gazety Wyborczej". Ile tu szczegółowej prawdy, a ile uogólniającej metafory? Zauważę, że chyba nigdy w III RP nikt tak otwarcie i precyzyjnie nie postawił w teatrze kwestii odpowiedzialności: PRL za nasze losy i konkretnych ludzi za PRL. Przed 20 laty można było to opowiedzieć z udziałem ludzi, powiedzmy, neutralnych. Gajos nie kojarzy się z antykomunizmem. Potem zajmowała się tym co najwyżej prawica, z coraz mniejszą skutecznością. Spór o PRL utonął we współczesnych polaryzacjach. Symbolem tego jest przywracanie uprzywilejowanych emerytur ludziom peerelowskich służb z woli rządu, na którego czele stoi dawny działacz opozycji Donald Tusk. Ta opowieść nie będzie więc podejmowana i rozwijana. Szkoda.