Logo
Magazyn

Maciej Englert o Januszu Michałowskim: kiedyś o kimś takim mówiło się prawy człowiek

12.06.2026, 18:43 Wersja do druku

Jest takie określenie, które dzisiaj już rzadko jest używane, ale to był dobry człowiek. Kiedyś o kimś takim mówiło się prawy człowiek. I dlatego mnie będzie go bardzo brakowało - powiedział PAP były dyrektor Teatru Współczesnego w Warszawie, reżyser Maciej Englert.

- Dołączył do zespołu Teatru Współczesnego w Warszawie w 1999 r. W XXI wieku wylądował bezpiecznie u nas i to był okres, w którym naprawdę dużo grał, dużo zrobił - wspominał ówczesny dyrektor stołecznej sceny, reżyser Maciej Englert. - Ja oczywiście poznałem Janusza wcześniej w Teatrze Polskim w Poznaniu - dodał.

- W sumie o Januszu Michałowskim bardzo trudno mówić. Jest takie określenie, które dzisiaj już rzadko jest używane, ale to był dobry człowiek. To była taka opoka przyzwoitości. I Janusz się nią kierował w życiu zawodowym, jak i również w życiu osobistym. Kiedyś o kimś takim mówiło się prawy człowiek. I dlatego mnie, nam, będzie go bardzo brakowało - ocenił Maciej Englert.

Podkreślił, że zmarły aktor realizował zasadę, że jak nie wiesz, jak się zachować, to się zachowaj przyzwoicie. - Bo mu towarzyszyło cały czas poczucie swojego honoru - zaznaczył.

- Opowiadał wspaniałe historie w ostatnich latach, gdy odbywaliśmy bardzo długie rozmowy telefoniczne. Choć właściwie były to opowieści dość smutne, bo opisujące jego stosunek do dzisiejszej rzeczywistości. Wynikający z pewnego rodzaju niepokoju ogólnego - mówił. - On jednocześnie wspaniale wspomniał i opowiadał o tych swoich ukochanych rodzinnych okolicach Suwałk. To znaczy o swoim domu rodzinnym - wspominał Maciej Englert.

- To były niezwykle historie, ponieważ on odwiedzał te strony. Jeździł do swojego wspaniałego, rodzinnego domku nad wodą. Oczywiście jego mamy już tam nie było, bo umarła dosyć dawno. Ale właśnie tam spotykał swoich znajomych. I też był lekko przerażony różnicami, powiedziałbym, pomiędzy sąsiadami, które tam występują. Więc też go to nie koiło do końca - wyjaśnił reżyser.

Były dyrektor Teatru Współczesnego zaznaczył, że Janusz Michałowski był przede wszystkim aktorem teatralnym. - Bo to teatr był dla niego niezwykle ważny, dużo ważniejszy niż kino, seriale. Dziś wyczytać można w jego biografii role w filmach albo serialach, które zapamiętano - powiedział. - Oczywiście widownia teatralna jest dużo mniejsza. I często nie pamięta się już tych ról, które grał w teatrze, a były to role, trudno powiedzieć, że wyłącznie pierwszoplanowe. Natomiast był fantastycznym ogniwem, czy umiejętnym odtwórcą drugoplanowych ról. Niezwykle ważnym członkiem zespołu. I te jego role przenosiły się na jakość przedstawienia - ocenił.

Maciej Englert przyznał, że pracował z Januszem Michałowskim wiele razy. - Niezwykle ceniłem sobie jego nie tylko umiejętność trafiania w konwencję i sens, ale taką uczciwość zawodową, a jednocześnie też koleżeńskość w pracy i niekonkurowanie z innymi aktorami, a nawet pomaganie młodym ludziom w ich kłopotach zawodowych czy życiowych - podkreślił reżyser. - To był miły człowiek. Bez żadnych kwasów, nienawiści - zaznaczył.

- Po śmierci żony Izabelli Cywińskiej bardzo się oddalił, bardzo też się posunął wiekowo. Trudno było się z nim kontaktować, bo ostatnio już nie odbierał telefonu - wspominał Englert. - Ta wiadomość spada na nas niespodziewanie, ponieważ wydawało się, że jego stan zdrowia był taki dość stabilny. Bardzo smutny dzień i bardzo wielka strata. Tym bardziej, że zaczyna wymieniać pewne pokolenie, które miało głębokie poczucie tradycji i przenosiło jakieś prawdziwe wartości. Pokolenie pełne autorytetu dbające o jakość życia moralnego i zawodowego - ocenił były dyrektor Teatru Współczesnego.

- Bardzo ciepły człowiek, ciepły i gotów do każdej formy współpracy, o każdej porze dnia i nocy. Bardzo trudno uznać, że mówimy już o nim w czasie przeszłym. Dlatego, że w sumie on trwa w pamięci Teatru Współczesnego, bo tam te duchy jakoś wciąż się zbierają. I Janusz razem z nimi gdzieś tam jest - powiedział Maciej Englert.

Janusz Michałowski urodził się 1 stycznia 1937 r. w Augustowie. Był absolwentem Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej w Warszawie, którą ukończył w 1960 r. Po studiach występował m.in. w teatrach w Koszalinie, Toruniu, Kaliszu i Poznaniu, by następnie związać się z warszawskimi scenami, w tym z Teatrem Ateneum (1991-1999) i od 1999 r. z Teatrem Współczesnym.

Choć pozostawał przede wszystkim aktorem teatralnym, szeroka publiczność znała go z wielu ról filmowych i serialowych. Popularność przyniosła mu przede wszystkim rola komisarza Karelickiego w „Vabanku”. W pamięci widzów zapisał się również jako profesor Wiktor Kuppelweisser w „Seksmisji”, Kazimierz Lulewicz w „Bożej podszewce” oraz doktor Jakub Blumental w serialu „Plebania”. Poruszającą rolę stworzył w „Lawie” w reż. Tadeusza Konwickiego, wcielając się w rolę księdza Piotra.

Za swoje kreacje otrzymał m.in. nagrodę Przewodniczącego Komitetu ds. Radia i Telewizji oraz został odznaczony Złotym Krzyżem Zasługi. Michałowski współpracował także z Teatrem Telewizji oraz Teatrem Polskiego Radia.

Janusz Michałowski, aktor teatralny i filmowy, zmarł w wieku 89 lat. Prywatnie był mężem Izabelli Cywińskiej (zmarła 23 grudnia 2023 r.), reżyserki wielu spektakli Teatru Telewizji.

Źródło:

PAP

Sprawdź także