Logo
Recenzje

Dydaktyka i zabawa

15.06.2026, 10:48 Wersja do druku

„Don Kichot" Cervantesa w adapt. Bartosza Cwalińskiego i reż. Jakuba Zalasy w Teatrze im. Adama Mickiewicza w Częstochowie. Pisze Piotr Zaremba w tygodniku „Sieci".

fot. mat. teatru

„Don Kichot" Bartosza Cwalińskiego i Jakuba Zalasy w częstochowskim Teatrze im. Adama Mickiewicza dzieje się nie w XVII w., ale zawsze, czyli nigdy. Za dużo w nim schematów współczesnej, „przetwórczej" dramaturgii choć robota teatralna bywa niezła.

To spektakl „według Miguela de Cervantesa” tylko z nazwy. Napisał to Bartosz Cwaliński, a choć schemat fabularny jest podobny jak w utworze z początku XVII w., wszystko musi być przetkane współczesnymi gadżetami i językiem. Niestety także mnożonymi wulgaryzmami. „K..." czy „p..." mają dowodzić, że autor ma kontakt ze współczesnością. Typowe.

Teatralny bloger już się ucieszył, że bohaterowie mówią językiem „Krytyki Politycznej". Na początku szalony Don Kichot podczas swojej inicjacji błędnego rycerza w karczmie nosi koszulkę z Che Guevarą. I bredzi coś o rewolucji. Kiedy odwożą go do domu, Pleban i Doktor wraz z Gospodynią w tajemnicy przed nim palą książki. Ale nie romanse rycerskie, jak u Cervantesa, tylko wielkie dzieła filozofii.

Mamy więc zbanalizowany wątek wolności zagrożonej przez cenzurę, koniecznie klerykalną. Zarazem w teatralnym programie Cwaliński wraz z reżyserem Zalasą tłumaczą, że idea błędnego rycerza musi być rewolucyjna. Naprawdę? Tyle że potem obaj gubią tę sztuczną myśl.

Wędrówki i bitwy Don Kichota są mieszaniną konceptów Cervantesa i współczesnych aluzji, ale rewolucyjność gdzieś wyparowuje. Mamy za to zaskakującą aluzję do „uśmiechniętej władzy". Natura opowieści jest chaotyczna. Wszystko się komplikuje. Na dokładkę mamy powracanie do motywu teatru w teatrze. W rezultacie raz po raz słyszymy, że to „tylko aktorzy".

Lewicowy początek odebrałem jako konwencjonalne mądrzenie się - autorzy chcą podobno mówić o „wykluczeniu". A potem ulegają urokowi teatralnej maszynerii. I to bywa atrakcyjne.

Mroczna opowieść o Marceli (Hanna Zbyryt), doprowadzającej mężczyzn do szaleństwa i śmierci. I zaraz poważny tekst o naturze wojny (w tle „Guernica" Pabla Picassa). W drugim akcie szalony pomysł: Książę i Księżna (sugestywni Robert Rutkowski i Marta Honzatko) torturują Don Kichota latynoską telenowelą.

A koń Rosynant (uroczo groteskowy Karol Czajkowski) recytujący po hiszpańsku? Na tle ascetycznej, umownej dekoracji Jakuba Kotyni słuchamy wiązanki klasycznych utworów z różnych epok, a także współczesnych songów (muzyka Jan Bąk). Stroje aktorów są od Sasa do Łasa.

Niestety ta inscenizacja ma inną skazę. Aby wzruszyć się śmiercią Don Kichota (a zwykle się wzruszamy), szaleńca czy nawet rewolucjonisty, powinniśmy się z nim wcześniej zżyć. Rozumiem, że Maciej Półtorak gra przeciętniaka z brzuszkiem, ma być trochę nijaki. Ale ta opowieść daje zbyt mało okazji, byśmy się do niego naprawdę zbliżyli. I nie z winy aktora, a koncepcji, układu tekstu. Dostajemy za mało empatii, sentymentu, poezji.

Przebojowa jest postać pragmatyka Sancho Pansy w wykonaniu Adama Hutyry. Zgodnie z intencjami Cwalińskiego i Zalasy on ma dominować. Ale bez zderzenia z wyraźniejszym Don Kichotem to trochę uderzenie w próżnię. Choć marudzenia Hutyry można słuchać w nieskończoność.

Innym wygranym jest tu Mariusz Urbaniec w pięciu rolach, równie wybitny jako demoniczny półtrup Grisostomo, jak i roześmiany po latynosku Cardenio z telenoweli. Iloma głosami mówi ten młody aktor, jakże swobodnie bierze wiraże najkomiczniejszych sekwencji! Wraz z Czajkowskim, Hanną Zbyryt i Iwoną Chołuj rozbawia nas do łez, aranżując brawurowo tandetny melodramat. Tylko czy do tego potrzebny był archetyp Don Kichota? On miejscami ledwie się przebijał. A chciałem zapłakać po drągalu z La Manchy. 

Źródło:

„Sieci” nr 25

Autor:

Piotr Zaremba

Data publikacji oryginału:

15.06.2026

Sprawdź także