EN
17.01.2022, 10:12 Wersja do druku

Nie zamrażajmy goździków

„Nic o nas bez nas” wg scenar. Davita Gabuni w reż. Daty Tavadze w Teatrze Polskim w Bydgoszczy. Pisze Anita Nowak.

fot. Giorgi Kolbaia/mat. teatru

Zrealizowany w koprodukcji Royal District Theatre w Tibilisi i bydgoskim Teatrem Polskim spektakl „Nic o nas bez nas” swoją prapremierę miał 21 grudnia 2021 w Gruzji. Premiera bydgoska odbyła się 8 stycznia 2022.

Inscenizacja narodziła się dzięki fascynacji reżysera Data Tawadze twórczością Krzysztofa Kieślowskiego, a zwłaszcza jego filmami krótkometrażowymi , opowiadającymi o ludziach ciężko pracujących fizycznie, wykorzystywanych przez innych; jak się potem w inscenizacji okazuje niezależnie od czasów i miejsca na ziemi.

Spektakl składa się z kilku części, inspirowanych poszczególnymi filmami Kieślowskiego. Sceniczne obrazy aż kipią od nawiązań do twórczości tego artysty, jego postrzegania człowieka i prezentowania jego doznań.

Bohaterowie Kieślowskiego  sprzed pół wieku w interpretacji autora scenariusza  Davita Gabuni, przystają do ich współczesnych odpowiedników tak w Gruzji, jak i w innych krajach. Dotyczy to też artystów, idealistów, marzycieli.
Mniej zaradni  są bezwzględnie wykorzystywani przez cwańszych, lepiej ustawionych i bezwzględnie wykorzystujących swoją pozycję.

Spektakl rozpoczyna się monotonnym  kołysaniem się bohaterów na krzesłach. Ten ruch oznacza tu walkę o zredukowanie napięcia, niepewności, tłumienie stresu. Ci ludzie mimo ciężaru życia, nie poddają się, wzajemnie się wspierając, nie tracą nadziei.

Jednym z istotnych znaków w tej sztuce jest mleko. Symbol uzdrowienia, oczyszczenia. Przez cały spektakl postaci piją duże ilości tego płynu, który ma dać im siłę do walki. Przechowują go w lodówce wraz z innymi symbolami mocy- biało czerwonymi goździkami i figurką Maryi, do których odwołują się w szczególnych momentach życia.

fot. Giorgi Kolbaia/mat. teatru

Poznajemy wplecioną w dramat autentyczną opowieść o gruzińskim górniku, który równolegle pracował w zespole technicznym teatru, chciał zostać aktorem, ale nie zdążył, bo zginął tragicznie pod ziemią.

Poznajemy też historię dziewczyny, która pod presją matki zgodziła się zostać tancerką, ale sukcesu nie odniosła i w wieku 35 lat zakończyła karierę.

Intryguje zbiorowa scena z nożycami, z których tylko jedne mają jeszcze co ciąć. Od guzika począwszy, starają się walczyć do ostatniego strzępka ubrania ofiary. Pozostałe strzygą już tylko powietrze. Z przyzwyczajenia albo w nadziei, że coś jeszcze im się między ostrza trafi?

Forma przedstawienia kojarzy się z offowymi spektaklami studenckimi z lat siedemdziesiątych, które wystawiane były w rozmaitych nieteatralnych przestrzeniach: fabrykach, salach gimnastycznych. Nic o nas bez nas prezentowane jest w auli I LO przy bydgoskim  Placu Wolności. Przestrzeń przybliża widza do aktora, niejako utożsamiając go z bohaterami sztuki.

Anna Maria Kaczmarska bardzo dobrze scenografię dopasowała do klasycystycznych murów dawnej szkoły jezuickiej, ale sięgnęła i po elementy współczesne, nadając całości bardziej uniwersalnego charakteru.

Aktorsko najciekawsze są monologi i sceny, w których na pierwszy plan wybija się Małgorzata Trofimiuk. Wiele nam mówią o sytuacji i losie kobiety. W jednej np. jej bohaterka jest pozostawianą w domu matką, wybierającej się na pochód pierwszomajowy rodziny.  Kiedy kobieta bardzo sugestywnie opowiada, jak przez kilka godzin sprząta, niczym mrówka, już i my na widowni czujemy się zmęczeni tym jej wysiłkiem, a po powrocie z parady i tak, nikt z rodziny jej wysiłku nie zauważa.

W innej znów scenie jest Trofimiuk żegnaną w związku z przejściem na emeryturę pracownicą, która dopiero teraz, po raz pierwszy, słyszy od zwierzchników kilka zdawkowych słów uznania.

Bardzo ciekawie są przez aktorkę eksponowane zawarte w tekście nuty komizmu. Trofimiuk w ten w nieco publicystyczny tekst i performatywną formę, wlewa sporo autentycznego teatru.

Ruchowo w tańcu z młodą baletnicą zachwyca Karol Franek Nowiński. Tak on, jak i Damian Kwiatkowski doskonale nawiązują też tak ważny w tym przedstawieniu wzrokowy kontakt z odbiorcą, który dzięki temu czuje się współuczestnikiem wydarzeń. Na premierze gros widowni nagrodziło artystów stojącymi brawami.

fot. Giorgi Kolbaia/mat. teatru

Źródło:

Materiał nadesłany

Autor:

Anita Nowak