Logo
Recenzje

Nasz teatr: Wymiecione spod dywanu

29.06.2026, 17:40 Wersja do druku

„Eks” Mariusa von Mayenburga w reż. Artura Tyszkiewicza w warszawskim Teatrze Ateneum. Pisze Marek Zajdler w portalu naszteatr.pl.

fot. Krzysztof Bieliński

Niemiecki dramaturg Marius von Mayenburg buduje swe sztuki na sile dialogu i niezwykle trafnie odbija rzeczywistość w teatralnym zwierciadle. W „Eks” przygląda się małżeńskim związkom czterdziesto-, pięćdziesięciolatków, którzy osiągnęli zadowalający status materialny i zawodowy, cieszą się wzrastającymi pociechami, lecz zdążyli zapomnieć, czemu właściwie nadal wspólnie pchają ten wózek. Wypaleni w uczuciach, wzajemnie ledwie tolerujący swoją obecność i nie potrafiący rozmawiać o niczym innym, jak o technikaliach codzienności, o ile można to nazwać rozmową.

Artur Tyszkiewicz ma reżyserską smykałkę do gęstych psychologicznie i utkanych ze słów tekstów. Zwłaszcza takich, które wodzą widza za nos, lawirując między zwykłą obyczajówką a komediodramatem, zmierzając nieuchronnie do ważkich pytań i zawisających w powietrzu odpowiedzi. Mając do dyspozycji wspaniałą trójkę aktorów Teatru Ateneum pokazuje także moje pokolenie. Czy dla refleksji, czy ku przestrodze, czy jako bolesne wspomnienie – pewnie każdy znajdzie tu odprysk własnych doświadczeń.   

Daniel właśnie wrócił z pracy. Jest późno, ale czasy, gdy rzucał wszystko w kąt i spieszył do domu dawno już minęły. Nudne projekty, goniące terminy, ciągły kierat – na wygodne życie trzeba zarobić. Zresztą w domu obiad i tak na niego nie czeka. Może co najwyżej dojeść resztki po dzieciach. O ile znajdzie lasagnę na balkonie. O nie, jego żona to nie wygodna utrzymanka, zajmująca się paznokciami czy ładnym pachnięciem. Wręcz przeciwnie. Sibylle jest lekarką, choć biorąc pod uwagę jej temperament i potrzebę stawiania na swoim, raczej lekarzem. Pochodząca z dobrego domu, niezależna i wykształcona kobieta, ogarnia domową codzienność i nie da sobie w kaszę dmuchać. Jest może nieco zawiedziona mężczyzną, za którego wyszła i tym, że częściej wzdycha, niż poszerza horyzonty, ale to jej życiowa układanka – nieidealne, ale własne status quo. Wieczorna rozmowa pochłoniętych swoimi sprawami małżonków to cudownie ironiczny koncert słyszenia i nie słuchania, znaczących chrząknięć i odruchowych potakiwań. Ów miejscami prześmieszny i przerażająco prawdziwy dialog bez konwersacji kończy się wraz z dźwiękiem telefonu. Przesłuchiwany na tę okoliczność Daniel „wije się jak zbity pies”, kluczy i lawiruje nie chcąc eskalować konfliktu, który wisi w powietrzu, ale to Sibylle ma w tym związku ostatnie zdanie. I w sumie nie ma nic przeciwko temu, żeby była dziewczyna Daniela spędziła u nich jedną noc. Nawet sama otworzy jej drzwi. Głównie po to, żeby powiedzieć: „sprawdzam”.   

A ma ku temu powody, bowiem porzucona przez Daniela ponad dziesięć lat wcześniej Franziska wciąż odbija im się czkawką przeszłości. Stanowi niezamknięty rozdział, który wraca właśnie jak bumerang żądając odpowiedzi na pytania o przyczyny rozstania. Trochę jej to zajęło, fakt. Ale Franziska nie jest zbyt lotna i długo zbiera myśli. Nie mogąc ułożyć sobie życia z nowym partnerem, postanawia spróbować odzyskać Daniela. Wyrwać go z dotychczasowego układu trochę płaczem, trochę kokieteryjnym seksapilem, a trochę nostalgicznymi wspomnieniami ubranymi w górnolotne frazy. Naiwnie wierząc w mężczyznę, którego już nie ma. Mężczyznę zmęczonego małżeństwem, uwiązanego łańcuchem w swoim życiu, a jednak oddanego rodzinie. Mężczynę zagubionego, słabego, który wiedziony na pokuszenie chciałby mieć ciastko i zjeść ciastko. Pośród tej obwąchującej zapachy wspomnień dwójki krąży drapieżnie Sibylle walcząc o męża jak lamparcica, wbijając ostre szpile ciętych ripost i obsikując teren niedwuznacznymi uwagami.    

Śmiech na widowni nie milknie, ale coraz częściej zdaje się nerwowo markować znane skądinąd przeżycia. A wkrótce gaśnie jak ucięty nożem, bo atmosfera gęstnieje, słychać jedynie płynące z głośników miarowe pulsowanie krwi, a temperatura uczuć skacze gwałtownie przypominając duchotę dzisiejszej aury. Spektakl skręca w stronę psychologicznej dramy, w której nie ma zwycięzców i przegranych. Choć to Sibylle rozdaje karty. Bezlitośnie obnażona prawda daje Franzisce tak długo oczekiwaną odpowiedź i brutalnie sprowadza na ziemię. Daniel zaś zostaje z własną definicją związku – koszem brudnej bielizny, który musi wreszcie przejrzeć, posegregować i zdecydować – wyprać, bądź wyrzucić.   Aktorskie trio fantastycznie buduje dialogowe relacje, z naturalnością poruszając się w błyskotliwej partyturze Mayenburga. Jednocześnie znaczącymi pauzami, zawieszeniami czy intonacją wypowiada słowa nieobecne w scenariuszu, a skrzętnie ukryte w intencjach. I choć zachwyt wzbudza aktorska praca całego zespołu, to sceniczne emocje pobudza zwłaszcza oszałamiająca rolą Olga Sarzyńska. Jej Sibylle to kobieta, od której uciekłbym po pięciu minutach rozmowy. Charakterna, piekielnie inteligentna, z wyraźnym poczuciem wyższości – to rzecz jasna nie powód jeszcze do ucieczki. Ale już łapanie za słówka, ciągłe docinki, silna potrzeba kontroli i nie zawsze pasywno-agresywne zachowania dają obraz wpółczesnej domowej terrorystki, której najlepiej nie wchodzić w drogę. Taką taktykę przyjmuje też Łukasz Simlat, którego wycofany, przedwcześnie zestarzały Daniel niby upomina się o swoje, ale dziwnie cichym głosem, byle nie obudzić małżeńskiego demona. Tyle że i on ma swe granice, których przekroczenie skutkuje decybelami awantury. „Jesteś żałosny”, „nie będę robił tego, co mi każesz”, „zmusiłeś mnie do tego” – ile tu pięknych zdań padających za fasadą wielu z pozoru udanych małżeństw. I choć z początku większość mężczyzn na sali empatyzuje z uciśnionym i za wszelką cenę unikającym konfliktu Danielem (skąd my to znamy…), to okazuje się, że i on ma swoje słabości, których bronić już nie sposób. Milena Suszyńska ma zadanie trudne, a jednak uwiarygadnia uczucia i psychikę kobiety nadającej na tych samych falach z chomikami i posiadającą „kompleksową świadomość złotej rybki”. Pojawienie się Franziski stanowi sprawdzian małżeńskiej relacji i choć współczujemy kobiecie perfidnego potraktowania w przeszłości, to nic nie usprawiedliwia jej obecnych niecnych zamiarów. Cała trójka myli tropy i ostatecznie nie pozwala w pełni opowiedzieć się po którejkolwiek ze stron. Może dlatego na finałowe pytanie będzie tyle odpowiedzi, ilu widzów opuści Scenę 61.   

Artur Tyszkiewicz przytrzymał na zakończenie sezonu asa w rękawie. Tekst Mayenburga z przenikliwością odtwarza schematy obecne w naszych domach, małżeństwa mijające się w dialogu, zwietrzałe w uczuciach i trwające w marazmie na łańcuchu troski o potomstwo. Dla złudnego bezpieczeństwa zamiatające problemy pod dywan z naiwną wiarą, że nie wyleją się stamtąd powodzią nagromadzonych latami wzajemnych pretensji, które zmyją wszystko na swej drodze. To też historia o gdybaniu. O spojrzeniu na swoje życie z perspektywy lat, ocenie własnych wyborów i szans, które przepadły. Czyż nie tak postępują wszyscy uwięzieni w okowach wypalonych, nieszczęśliwych związków? Mówiąc o kondycji współczesnych małżeństw „Eks” ukazuje naturę dzisiejszego sfrustrowanego człowieka, któremu nie starcza czasu lub chęci na dbanie o miłość. Zabieganego, zestresowanego pracą, przytłoczonego obowiązkami, nie potrafiącego już rozmawiać. W strachu przed konfrontacją wiecznie odwlekającego relacyjne sprawy na później, aż do momentu, gdy nie ma już żadnej relacji. Gdy łatwiej jest zniwelować teren i zacząć budować na nowo, niż remontować walący się gmach.    

Aktorzy mistrzowsko rozgrywają pełną napięć konwersację pokazując, że mimo wszystko warto stanąć w prawdzie. Że opłaca się zawczasu wymieść brudy spod dywanu, pozamykać jątrzące rany i odbudować uczucia. A przynajmniej podjąć próbę. Dopóki jeszcze mamy chęć.    A jeśli nic z tego co powyżej napisałem nie jest Waszym udziałem i podążacie życiową prostą bez zakrętów, pozostaje tylko pogratulować. Nadal jednak polecam zobaczyć „Eks” w Ateneum, bo to znakomicie zagrany i wyreżyserowany spektakl.

Tytuł oryginalny

Wymiecione spod dywanu

Źródło:

naszteatr.pl
Link do źródła

Autor:

Marek Zajdler

Sprawdź także