Musicalowy hedonizm z akademickim dystansem
Łódzka realizacja musicalu „Mamma Mia!” oparta na przebojach zespołu ABBA to przykład teatru muzycznego operującego rozpoznawalną formą i repertuarem, który w zamierzeniu ma nie tyle zaskakiwać, co oferować widzowi komfort znajomości. Narracyjnie opiera się na klasycznej, przewidywalnej strukturze musicalu rozrywkowego, wzbogaconej o wątki sentymentalne oraz motywy rodzinne. Fabuła koncentruje się na młodej kobiecie, Sophie, która przygotowując się do ślubu, marzy o tradycyjnej ceremonii z udziałem ojca — którego jednak nigdy nie poznała. Odczytując pamiętnik matki, wysyła zaproszenia trzem potencjalnym kandydatom. Ku jej zaskoczeniu — wszyscy przybywają.
Twórcy spektaklu zbudowali świat przedstawiony, który intensywnie eksploatuje konwencję eskapistyczną: malownicza grecka wyspa, letnia aura, estetyka wakacyjnego luzu oraz bezpiecznego hedonizmu. Na poziomie inscenizacji szczególnie wyróżniają się sceny zbiorowe — choreograficznie dopracowane, dynamiczne i precyzyjnie skomponowane przestrzennie. Wykorzystanie pełnej powierzchni sceny oraz zaangażowanie zespołu drugoplanowego i chóru znacząco podnoszą jakość spektaklu jako widowiska.
Warto zwrócić uwagę na aktorskie kreacje drugiego planu, w szczególności Filipa Bielińskiego, którego stylizowana, autoironiczna interpretacja postaci lowelasa wprowadza wyrazisty element komiczny. Jego obecność sceniczna — wzmacniana świadomie użytym kostiumem i fizycznością — budzi entuzjastyczne reakcje publiczności.
Jedną z najbardziej zapadających w pamięć scen jest choreografia męskiej części obsady do utworu Lay All Your Love On Me, wykonana w płetwach do nurkowania i z rekwizytami plażowymi. To przykład scenicznego żartu, który operuje pastiszem i przerysowaniem, ale nie traci przy tym kontaktu z estetyką musicalu. Równie silny efekt wywołuje dynamiczne wykonanie przez żeńską część zespołu utworu Gimme! Gimme! Gimme!, w którym energia, choreografia i kontekst erotyczny osiągają wyraźną kulminację.
Podbudowana energią i sceniczną pewnością drugiego planu, obsada pierwszoplanowa nie ma innego wyjścia — musi dorównać poziomem. I rzeczywiście dorównuje. W rolach potencjalnych ojców znakomicie odnajdują się: Klaudiusz Kaufmann, Jacek Lenartowicz (zaskakująco celny w swojej interpretacji) oraz Rafał Drozd — niezwykle opanowany scenicznie, obdarzony kapitalnym głosem, wnosi do spektaklu element wokalnej klasy.
Na uwagę zasługuje także silna obsada żeńska. Małgorzata Regent prezentuje solidny warsztat aktorski, zaś Karolina Trębacz w roli matki Sophie urzeka doskonałą formą wokalną. Jej postać — łącząca powagę właścicielki pensjonatu z hipisowskim luzem — jest precyzyjnie skonstruowana i dynamicznie prowadzona. Absolutnym objawieniem wieczoru okazuje się jednak Anna Andrzejewska jako jedna z przyjaciółek — jej fizyczna bliskość do pierwowzoru filmowego, imponująca skala głosu i ogromna sceniczna charyzma tworzą kreację, od której trudno oderwać wzrok. Wspólne wykonanie Dancing Queen w ich interpretacji staje się emocjonalnym i energetycznym punktem zwrotnym spektaklu — wyraźnie aktywizując publiczność zarówno wokalnie, jak i emocjonalnie.
Szczególne słowa uznania należą się Kamili Najduk, która w roli Sophie prezentuje niezwykłą dojrzałość aktorską i znakomite umiejętności wokalne. Obserwując jej rozwój — jeszcze niedawno na scenie Akademii Teatralnej czy w Sinatrze+ — tym bardziej cieszy fakt, że powierzono jej główną rolę i że w pełni wykorzystuje ten potencjał.
Warto również podkreślić wysoką jakość oprawy scenograficznej. Stylizowane, pełne detalu dekoracje nawiązujące do greckiej architektury, lekkość i funkcjonalność kostiumów, pomysłowe animacje rozpoczynające obie części spektaklu, a także wyrazista gra świateł — wszystko to razem buduje spójną, estetycznie przemyślaną przestrzeń sceniczną.
Nie sposób pominąć także widowni, która nie pozostaje bierna. Uwagę zwracają widzowie w koszulkach i chustach z logotypem spektaklu, śpiewający niemal każdą piosenkę. Jak się okazuje — teksty w przekładzie Daniela Wyszogrodzkiego są tożsame z tymi, które zapamiętano z warszawskiej inscenizacji Teatru Roma. To jednak nie zarzut, lecz raczej dowód na siłę tego tłumaczenia i jego kulturową rozpoznawalność. Dzięki temu doświadczenie spektaklu rozciąga się poza ramy teatru — umożliwiając odbiorcom dalsze obcowanie z jego muzyczną materią również po opuszczeniu widowni.
Łódzka Mamma Mia! to spektakl konsekwentnie zrealizowany w duchu musicalowego mainstreamu. Jego siłą jest nie tyle innowacyjność, co umiejętne operowanie formą rozrywkową — z dbałością o rytm, inscenizacyjną przejrzystość i komediowy potencjał sytuacji. To propozycja, która spełnia oczekiwania szerokiej publiczności, oferując doświadczenie wspólnoty, śmiechu i muzycznej nostalgii, a jednocześnie — dzięki świetnie zgranemu zespołowi wykonawców — nie pozostaje w sferze teatralnego banału.
Trudno oprzeć się wrażeniu, że łódzka Mamma Mia! to spektakl o potencjale repertuarowym na lata. Świetnie skomponowany, energiczny, obsadzony z dbałością o jakość aktorską i wokalną — może stać się jednym z filarów teatru muzycznego w regionie. Osobiście nie mam wątpliwości, że jeszcze nie raz powrócę na tę inscenizację — czego zresztą również Państwu szczerze życzę.