Logo
Recenzje

Między lękiem a odrodzeniem. Drugi dzień „XXII Międzynarodowego Festiwalu Tańca Zawirowania”

29.06.2026, 14:45 Wersja do druku

„Czekając na wiosnę” w chor. Elwiry Piorun z Teatru Tańca Zawirowania oraz „Moving Ashes” w chor. Maruxy Salas i Ericka Jimeneza z Larumbe Danza w Madrycie na 22. Międzynarodowym Festiwalu Tańca Zawirowania w Warszawie. Pisze Marlena Czarny.

fot. mat. organizatora

Drugi dzień „XXII Międzynarodowego Festiwalu Tańca Zawirowania” przyniósł niezwykle interesujące spotkanie dwóch odmiennych estetyk i sposobów opowiadania o człowieku. Z jednej strony publiczność zobaczyła osadzony w psychologicznym realizmie spektakl „Czekając na wiosnę” Teatru Tańca Zawirowania w choreografii Elwiry Piorun, z drugiej – poetycki, pełen symboli i metafor „Moving Ashes” hiszpańskiej grupy Larumbe Danza. Oba przedstawienia mówiły o przemianie, relacjach i poszukiwaniu siebie, ale czyniły to zupełnie innym językiem.

„Czekając na wiosnę” rozgrywało się w przestrzeni plenerowej, pozbawionej tradycyjnej sceny. Tancerki – Anna Banasik, Aleksandra Krajewska i Emilia Nowak – znalazły się niemal na wyciągnięcie ręki widzów. Naturalne światło, palące słońce oraz nieustanny szum miasta nie stanowiły tła dla spektaklu, lecz stawały się jego integralną częścią. Industrialna przestrzeń przywoływała skojarzenia z osiedlowym podwórkiem i młodymi kobietami stojącymi na progu nieznanego. Nie była to jednak opowieść o młodzieńczej beztrosce, lecz o emocjach, które towarzyszą każdemu człowiekowi: lęku przed zmianą, niepewności, potrzebie bliskości, walce o własną przestrzeń i akceptację.

Elwira Piorun przełożyła te stany psychiczne na niezwykle czytelny język ruchu. Trzy bohaterki budowały swoje sceniczne osobowości poprzez relacje – raz współpracując, innym razem rywalizując. Sprzeczały się, prowokowały, badały granice własnej niezależności. Jedna zdawała się kierować agresją, druga niepokornie odrzucała narzucane reguły, trzecia zaś spokojnie i konsekwentnie przejmowała kontrolę, jakby walczyła o coś większego niż chwilowe zwycięstwo.

W choreografii nie ma trwałych sojuszy. Duety przechodzą w trio, wspólnota rozpada się na indywidualne historie, by po chwili ponownie się odrodzić. Raz pojawia się potrzeba izolacji, wycofania i schronienia się w bezpiecznym kącie przestrzeni, innym razem nagła potrzeba kontaktu, chwytania drugiego ciała i szukania w nim oparcia. Ruch bywa sztywny, kontrolowany, niemal mechaniczny, by za moment eksplodować gwałtowną energią. Napięcie stale ściera się tu z rozluźnieniem, a samotność z potrzebą wspólnoty.

Tytułowa wiosna pozostaje pytaniem otwartym. Czy jest upragnioną zmianą, na którą bohaterki czekają? A może metaforą lęku przed przyszłością? Finał sugeruje, że odpowiedzi należy szukać w relacjach. Ostatnie obrazy spektaklu przynoszą ukojenie – bohaterki odnajdują siebie nawzajem, przytulają się, tworząc obraz siostrzanej więzi, silniejszej od konfliktów i niepewności. Dynamiczna, energetyczna muzyka skutecznie budowała dramaturgię tego procesu, raz podgrzewając emocje, innym razem pozwalając im wybrzmieć.

fot. mat. organizatora

Jeśli spektakl Teatru Zawirowania był opowieścią o człowieku zanurzonym w codzienności, to „Moving Ashes” grupy Larumbe Danza przeniósł widzów w przestrzeń metafory i poetyckiej refleksji. Choreografia Maruxy Salas i Ericka Jiméneza, wykonana przez Moisesa Gonzaleza i Susanę Rodriguez, stanowiła wyraźny kontrast wobec wcześniejszego przedstawienia. Tu nie było osiedlowej rzeczywistości ani psychologicznego konkretu. Były popioły – symbol nie końca, lecz tego, co pozostaje po zniszczeniu i może stać się początkiem nowego życia.

Spektakl rozpoczynał się hipnotyzującym obrazem. W punktowym świetle stała dziewczyna z twarzą ukrytą za włosami. U jej stóp leżało zwinięte ciało mężczyzny obejmującego jej nogi. Kompozycja przywoływała skojarzenia z klasyczną rzeźbą, być może nawet z „Pietą” Michała Anioła. Towarzyszyły jej dźwięki przypominające jednocześnie deszcz, wiatr, burzę i trzask dopalających się zgliszcz. Już od pierwszych minut wiadomo było, że twórców interesuje nie fabuła, lecz emocjonalny krajobraz po katastrofie.

Gonzalez i Rodriguez zachwycali techniką oraz niezwykłą świadomością ciała. Ich ruch przypominał chwilami unoszący się dym, innym razem opadający pył. Byli jak płynna rzeźba nieustannie zmieniająca kształt. W kolejnych sekwencjach można było dostrzec drogę od bezwładu, paraliżu i rezygnacji ku odzyskiwaniu kontroli nad własnym istnieniem. Ruch stopniowo zwalniał, stawał się bardziej precyzyjny, spokojny i świadomy.

Najbardziej poruszająca była jednak relacja pomiędzy bohaterami. Odnosiłam wrażenie, że kobieta nie tyle widzi partnera, ile go pamięta i odczuwa. Być może już go nie ma, a ona trwa pomiędzy żałobą a wspomnieniem. Jej twarz zdawała się zastygła w bólu, ciało szukało jego obecności, próbowało odtworzyć pamięć dotyku. On z kolei nieustannie zaznaczał swoją obecność, choć pozostawał bezradny wobec dzielącej ich granicy. Jakby istnieli równocześnie w dwóch różnych wymiarach – blisko siebie, a jednak niezdolni do prawdziwego spotkania.

Ogromną rolę odgrywała muzyka Johna Axioma. Nie była jedynie ilustracją ruchu, lecz pełnoprawnym uczestnikiem spektaklu. Budowała atmosferę niepokoju, smutku i rozpaczy, współtworząc surowy krajobraz po zniszczeniu. Dźwięki zdawały się osadzać bohaterów pośród ruin świata i własnych emocji.

Finał przyniósł powrót do obrazu otwierającego przedstawienie. Znów widzimy tę samą pozę, znów twarz kobiety pozostaje ukryta, znów rozbrzmiewają odgłosy przypominające deszcz lub tlące się zgliszcza. Tym razem jednak brzmią jak łzy. Spektakl nie oferuje ukojenia ani jednoznacznych odpowiedzi. Pozostawia widza z pytaniem o to, czy odrodzenie jest możliwe bez utraty części siebie.

Drugiego dnia festiwalu spotkały się więc dwa różne sposoby myślenia o tańcu. „Czekając na wiosnę” mówiło o człowieku poprzez kontekst emocji i relacji, pokazując niepewność, potrzebę bliskości oraz trud budowania własnej tożsamości. „Moving Ashes” prowadziło natomiast w stronę symbolu, pamięci i doświadczenia straty. Polski spektakl pytał o to, jak żyć wśród ludzi. Hiszpański – jak żyć po katastrofie. Razem stworzyły niezwykle spójny wieczór, którego wspólnym mianownikiem okazała się przemiana: nieunikniona, bolesna, ale konieczna, by móc ruszyć dalej.

Dzisiaj trzeci dzień festiwalu i ogromna ciekawość, co zaprezentuje włoski zespół Compagniazappalàdanza2 we współpracy z Ocram Dance Movement w spektaklu „Africa” w choreografii Claudia Scalii. Zapraszam serdecznie! 

Źródło:

Materiał nadesłany

Sprawdź także