„Król Lear” Williama Szekspira w reż. Silviu Purcărete z Teatru Narodowego im. Mariny Sorescu w Krajowej w Rumunii. Pokaz na 30. Festiwalu Szekspirowskim. Pisze Przemek Gulda na swoim koncie instagramowym.
Opowieść o zdradzie, szaleństwie i rozbitej rodzinie jest w wykonaniu rumuńskiego zespołu przede wszystkim studium entropii, upadku i rozpadu. Relacje między postaciami degenerują się coraz bardziej, a one same popadają w coraz głębsze zakamarki obłędu. Z formalnego i wizualnego punktu widzenia spektakl zaczyna się w rejonach mannowskich opowieści o końcu europejskiej cywilizacji, z paletą adekwatnych środków: balowych sukni, cygar i walizek. Ale ta inscenizacja bardzo szybko wkracza w rejony depresyjnej apokalipsy, wprost z teatru Becketta.
Autor jest konsultantem literackim w Teatrze Studio w Warszawie (przyp. red.)