Logo
Magazyn

Na wieki wieków amant!

16.06.2026, 08:12 Wersja do druku

Na wieki wieków amant! – powiedział o nim Andrzej Szczepkowski. 16 czerwca 2006 roku, cztery dni przed swoimi 89. urodzinami, zmarł Igor Śmiałowski, wszechstronny aktor i niezrównany gawędziarz, autor pierwszych zbiorów anegdot teatralnych, stanowiących oryginalny zapis historii polskiego teatru. Pisze Grzegorz Janikowski dla PAP-u.

fot. Edward Hartwig / wikicommons (CC BY-SA 4.0)

„Przeuroczy, czarujący kolega, wspaniały aktor, prawdziwy dżentelmen” – wspominał Śmiałowskiego Ignacy Gogolewski, a Jerzy Waldorff napisał, że „był dyżurnym arystokratą teatru w PRL”. Był dziedzicem w „Chłopach” (1972), księciem w serialowej „Lalce” (1977), hrabią w „Karierze Nikodema Dyzmy” (1980), królem Stanisławem Augustem Poniatowskim w „Janie Kilińskim” (1990).

Niezrównany gawędziarz i pierwszy w Polsce autor zbiorów anegdot teatralnych - „Igor Śmiałowski opowiada” i „Igraszki z Melpomeną” - żartem, niejako mimochodem, przypominał historię polskiego teatru. Napisał też tom wspomnień „Cała wstecz”.

„Urodził się na arystokratę. Teatr i film kupiły go więc ze smokingiem, z lakierkami, z cygarem i wytworną apaszką pod szyją. Pański strój i maniery leżały na nim jak własna skóra. Z planu na plan wypożyczano go więc jako »okaz hrabiego«. Wytwornie pokazał się w »Karierze Nikodema Dyzmy«, w »Lalce«, w »Chłopach«” – napisał Wiesław Kot we „Wprost”. „Minutowa scenka wystarczała mu, by uwieść widownię przedwojennym szykiem, tak odmiennym od wszystkiego, czym zalecali się do widza aktorzy wychowani w Polsce Ludowej” – dodał.

„Wybitny aktor reprezentujący najwyższą klasę – w teatrze i w życiu. Człowiek wrażliwy, dobry i szlachetny, pełen ciepła i uroku” – ocenił Witold Sadowy w „Gazecie Wyborczej”. „Miał w swoim życiu trzy wielkie, odwzajemnione miłości: teatr, który był jego przeznaczeniem, urokliwą żonę Danutę, którą nazywał Dasią i cudowną córkę Joannę, czyli Asię” - napisał.

Igor Śmiałowski (właściwie Smirnow) urodził się 20 czerwca 1917 r. w Moskwie. Dzieciństwo i młodość spędził w Wilnie. Ukończył Gimnazjum im. Joachima Lelewela. I choć jego ojciec był lekarzem - to młody Igor marzył o studiach malarskich. Po maturze wstąpił na Wydział Sztuk Pięknych Uniwersytetu im. S. Batorego w Wilnie. Porzucił go na rzecz Szkoły Podchorążych Rezerwy Artylerii Przeciwlotniczej w Trauguttowie k. Brześcia.

W 1938 r. otrzymał skierowanie do fabryki zbrojeniowej w Starachowicach. Podczas kampanii wrześniowej pełnił służbę zastępcy dowódcy plutonu 1. Baterii Motorowej Artylerii Przeciwlotniczej 1. Dywizji Piechoty Legionów.

Był absolwentem tajnego Studia Dramatycznego w Wilnie (1940). 2 października zadebiutował w kabarecie „Ksantypa” Janusza Minkiewicza. Występował w wileńskim „Studiu Literacko-Artystycznym” (1940-41) oraz Teatrze Komedii Muzycznej „Lutnia” (1944-45).

Często wspominał o swoim ówczesnym spotkaniu z Hanką Ordonówną. Jako nowy aktor w zespole przedstawiał się starszym kolegom. Gdy wszedł do garderoby Ordonki, ona akurat się przebierała i zobaczył ją w stroju Ewy. Wyjąkał „przepraszam” i umknął do bufetu. Po chwili pojawiła się tam pani Hanka. „Nagą już mnie kolega podziwiał, ubrana wyglądam chyba niegorzej?” – usłyszał.

Miał się również przyczynić do debiutu trzyletniej wówczas Mai Komorowskiej. „Dziewczynka z mamą, aktorką, przyszła na próbę do teatru. Grzecznie bawiła się za kulisami, w końcu zaczęła się nudzić. Zobaczył to pan Igor, nie namyślając się długo, wziął ją na ręce i wniósł na scenę. Maja, jak na przyszłą aktorkę przystało, zaczęła tańczyć, po czym elegancko ukłoniła się reżyserowi” – podało „Życie na Gorąco” (2006).

Z powodu służby w Armii Krajowej musiał w 1945 r. uciekać z Wilna do Białegostoku. „W końcu stycznia czterdziestego piątego roku przyjechaliśmy pierwszym transportem teatralnym z Wilna w dość dużym składzie i wtopiliśmy się w zespół, który tam istniał. Uroczy, czarujący ludzie” – wspominał Śmiałowski. Razem z nim przyjechali wówczas Jan Świderski, Józef Kondrat, Czesław Wołłejko, Hanka Bielicka i Zygmunt Kęstowicz. „Tam przez szereg miesięcy 1945 r. grał mnóstwo interesujących ról, wśród nich tytułową Jakuba w »Głupim Jakubie« Tadeusza Rittnera w reżyserii Michała Meliny” – wspominał Sadowy.

Zasłynął jednak przede wszystkim jako aktor filmowy i telewizyjny. W kinie zadebiutował w 1947 r. rolą gestapowca zabijającego niewidomego akordeonistę w pierwszym powojennym polskim filmie „Zakazane piosenki” Leonarda Buczkowskiego. Główną rolę – Andrzeja, partyzanta Armii Ludowej – zagrał trzy lata później w „Mieście nieujarzmionym” Jerzego Zarzyckiego.

Krytyk Jerzy Armata wspominał: „Obsadzano go głównie w rolach drugoplanowych i epizodycznych. Najczęściej grywał arystokratów, oficerów, artystów, czego najlepszymi przykładami role: Tytusa Wojciechowskiego, przyjaciela kompozytora, w »Młodości Chopina« (1951) Aleksandra Forda, dowódcy dywizjonu 306 w »Historii jednego myśliwca« (1958) Huberta Drapelli, (…) hrabiego Czyńskiego w »Znachorze«(1981) Jerzego Hoffmana, ambasadora w »Cudzoziemce«(1986) Ryszarda Bera”.

Zagrał w ponad 30 filmach fabularnych, m.in. współpracownika Canarisa gen. Erwina Lahousena w „Epilogu norymberskim”, ordynata Michorowskiego w „Trędowatej”, aktora w „Motylem jestem, czyli romansie 40-latka”, gubernatora Warszawy gen. Hansa von Beselera w „Polonia Restituta”, księdza Monkiewicza w „Dolinie Issy”. Kreował też postacie w kilku serialach filmowych - dyrektora Karskiego w „Doktor Ewie”, inżyniera Erwina Reila w „Stawce większej niż życie”, gościa u Woynarowskiego w „Nocach i dniach”, księcia w „Lalce”, hrabiego Roztockiego w „Karierze Nikodema Dyzmy”.

Nadawał ludzkie rysy postaciom negatywnym i okrutnym. „Wysokich oficerów SS grywał zwykle Igor Śmiałowski, który wcielał się także w role prawdziwych arystokratów, a to ze względu na swój dystyngowany sposób bycia i twarz zdradzającą pochodzenie ze społecznych wyżyn” – zauważył Coryllus w artykule „O wizerunku niemieckich oficerów i żołnierzy w filmach” („Salon24”, 2009). „Postacie grane przez Śmiałowskiego to przeważnie nieprzejednani fanatycy, którzy decydują o śmierci tysięcy ludzi, nie mrugnąwszy nawet okiem. (…) »niemieckie« kreacje Śmiałowskiego wzbudzają zachwyt kobiet, a nawet czasem sympatię mężczyzn” – dodał. Igor Śmiałowski zagrał w około 60 spektaklach Teatru TVP – poczynając od debiutu w „Groteskach” Juliana Tuwima w reżyserii Wandy Nadzinowej (14 grudnia 1957), a kończąc na ostatniej telewizyjnej roli – Rosławskiego w sztuce Juliusza Kadena-Bandrowskiego „Bigda idzie!” w inscenizacji Andrzeja Wajdy (29 listopada 1999).

Ponad 200 razy wystąpił w słuchowiskach Teatru Polskiego Radia. Po raz pierwszy 19 maja 1949 r. w „Ojcu debiutantki” w reżyserii Kazimierza Rudzkiego. Potem była rola w „Pamiętnikach” Jana Chryzostoma Paska w reżyserii Zbigniewa Kopalki (1952). W 1974 r. zagrał Literata w eksperymentalnym, kwadrofonicznym słuchowisku wg Mickiewiczowskich „Dziadów” (reż. Zdzisław Nardelli). Przygodę z Teatrem PR zakończył występem w „Powtórce z legend Warszawy” Zofii Orszulskiej w reżyserii Wojciecha Maciejewskiego.

Powojenny los zaprowadził Śmiałowskiego z Białegostoku do Krakowa. W grudniu 1945 r. był już aktorem Starego Teatru. „Grał Tony'ego Andersona w komedii Connersa »Roxy« w reżyserii Krystyny Zelwerowicz, Sherlocka Holmesa w »Jajku Kolumba« Stefana Flukowskiego w reżyserii Jana Koechera i wreszcie Franciszka Villona w »Królu włóczęgów« Frimla w reżyserii Janusza Warneckiego. Potem występował w Teatrze Śląskim w Katowicach (1946-47), Teatrze Syrena w Łodzi (1947-48) oraz na scenach warszawskich: Syreny (1948-50), Rozmaitości (1949), Narodowego (1950-71), Komedii (1971-76) i Polskiego (1976-87).

„Najwybitniejszą rolą teatralną Śmiałowskiego był car z »Kordiana«, w reżyserii Erwina Axera, wystawiony na deskach Teatru Narodowego (1956)” – wspominał Gogolewski. „Z Janem Kurnakowiczem w roli Konstantego to był duet nie do pobicia. To przedstawienie weszło do historii” - ocenił. Zdaniem Wiesława Kota Śmiałowski „uważał się za aktora XIX-wiecznego i w teatralnej Warszawie przełomu wieków czuł się najlepiej. W uszach do końca życia dzwoniła mu cisza, która zapadała, gdy na scenę wchodził Jan Kurnakowicz”, a „za wyraz największego uznania dla własnego aktorstwa uznawał dyskretny szmerek, który szedł po widowni, gdy on sam wychodził z kulisy. Widzowie poprawiali się na krzesłach – o, za chwilę wystąpi Śmiałowski”.

Śmiałowski notorycznie powtarzał: „Nie ma teatru bez dobrego aktora”. „I to w czasach, gdy na motocykle Hondy, kukły czy scenki z supermarketu ustawiały się kilometrowe kolejki. Ubolewał, że nasi najzdolniejsi: Kantor, Grotowski, Hanuszkiewicz, sprowadzali aktora do roli ruchomej dekoracji” – podkreślił Kot. Artysta stale upominał się o teatr gwiazd. „Ten z czasów, gdy cała Warszawa chodziła na Jaracza, Węgrzyna czy Leszczyńskiego” – dodał.

Sam wśród najważniejszych ról teatralnych wymieniał Villona w „Królu włóczęgów” (Stary Teatr, 1946), rolę tytułową w „Mazepie” (Teatr Rozmaitości, 1949), hrabiego Almavivę w „Weselu Figara” (Teatr Narodowy, 1954) oraz Cara w „Kordianie”. Wystąpił w ponad 80 inscenizacjach, m.in. u Krystyny Zelwerowicz, Edmunda Wiercińskiego, Kazimierza Rudzkiego, Bohdana Korzeniewskiego, Erwina Axera, Władysława Krasnowieckiego, Wilama Horzycy i Adama Hanuszkiewicza. W historycznej inscenizacji mickiewiczowskich „Dziadów” (1967) Kazimierza Dejmka w Teatrze Narodowym był Justynem Polem.

Aktor nie bał się wzruszeń. W 1994 r. powodem do łez była… Maryla Rodowicz. „Miało to miejsce podczas premiery sztuki »Królewna Śnieżka i krasnoludki« wystawionej przez warszawski Teatr Komedia. Popularny aktor siedział (…) i z zapartym tchem obserwował perypetie baśniowych bohaterów. A było na co popatrzeć, bowiem na scenie pojawiły się prawdziwe gwiazdy, m.in. J. Trzepiecińska (Królewna Śnieżka), Z. Wodecki (Królewicz) oraz K. Kolberger i M. Rodowicz. Ta ostatnia zaśpiewała tak wzruszającą balladę, że pan Igor dyskretnie ocierał łzy (…). Po spektaklu Igor Śmiałowski udał się za kulisy i podobno szukał garderoby pani Maryli” – donosiła „Antena”.

W połowie lat 90. Śmiałowski rozstał się z teatrem. Powiedział wtedy PAP: „Niektórzy aktorzy marzą o tym, by umrzeć na scenie. Ja nigdy takich marzeń nie miałem. Uważam, że zrezygnowałem w samą porę. Nagrałem się już dosyć”. Ze sceną pożegnał się jako Pułkownik Redfern w „Miłości i gniewie” Johna Osborne’a w reżyserii Krzysztofa Kolbergera w warszawskim Teatrze Północnym (23 listopada 1992).

Na ekranie po raz ostatni pojawił się w 2000 r. jako hrabia Alfred Bizanc w finałowym odcinku serialu „Dom” w reżyserii Marcina Łomnickiego.

W książce „Igor Śmiałowski opowiada” napisał: „Jak się uczysz tekstu? – zapytał kiedyś Wiesław Gołas Andrzeja Łapickiego. Zagadnięty znany był z łatwości uczenia się roli. Po prostu – odpowiedział Łapicki – kładę się na tapczanie, najpierw czytam fragment tekstu, potem zamykam oczy i powtarzam to, co przeczytałem. Ja mam właściwie podobną metodę – uśmiechnął się Gołas – kładę się na tapczanie, czytam fragment tekstu, po czym zamykam oczy… i natychmiast zasypiam”.

Igor Śmiałowski zmarł 16 czerwca 2006 r. Jego grób znajduje się na Cmentarzu Powązkowskim w Warszawie.

Źródło:

PAP

Sprawdź także