Logo
Recenzje

Lalka po przejściach, Warszawa po transformacji

8.07.2026, 08:51 Wersja do druku

„Lalka ’89. Kapitalistyczna komedia romantyczna” Michała Walczaka i Maxa Łubieńskiego w reż. Michała Walczaka w Teatrze Rampa w Warszawie. Pisze Wiesław Kowalski w Teatrze dla Wszystkich.

fot. Marek Zimakiewicz/mat. teatru

Ocena recenzenta/tki: (7/10) – dobry

Na „Lalkę ’89” szedłem przede wszystkim z ciekawością. Twórcy przez lata przyzwyczaili publiczność do widowisk pełnych dygresji, niespodziewanych zwrotów akcji, rozbudowanych numerów muzycznych i scenicznych fajerwerków, które często prowadziły spektakle daleko poza granicę dwóch, a nawet trzech godzin. Bywało, że przedstawienia miały kilka finałów i sprawiały wrażenie, jakby nie chciały się skończyć. Tym większym zaskoczeniem okazała się „Lalka ’89” – spektakl, który po raz pierwszy od dawna wydaje się świadomie zdyscyplinowany.

To jedna z jego największych zalet.

Przedstawienie od początku do końca zachowuje rytm. Kolejne sceny wynikają z siebie naturalnie, piosenki nie zatrzymują akcji, a humor nie jest dodatkiem, lecz integralną częścią opowieści. W efekcie ponad dwie godziny mijają zaskakująco szybko. Nie pamiętam chwili, w której spektakl wyraźnie traciłby kontakt z publicznością, co przy tak rozbudowanej formie samo w sobie jest osiągnięciem.

Twórcy wykorzystują motywy z „Lalki” Bolesława Prusa nie po to, by tworzyć klasyczną adaptację, ale by opowiedzieć własną historię o Warszawie, marzeniach i kolejnych pokoleniach próbujących odnaleźć się w czasach wielkich zmian społecznych, ekonomicznych i obyczajowych. Najciekawsze jest jednak to, że spektakl nie zamienia się ani w historyczną lekcję, ani w publicystyczny komentarz. Zamiast tego proponuje zabawę konwencją, mieszając realizm z fantazją i pozwalając, by obok siebie funkcjonowały postaci, epoki i wyobrażenia o mieście.

Ta swoboda mogłaby łatwo przerodzić się w chaos, ale twórcy utrzymują całość w ryzach dzięki konsekwentnie prowadzonej narracji. Nawet jeśli na scenie pojawiają się bardzo różne światy, widz nie ma poczucia zagubienia. Spektakl prowadzi go pewną ręką od jednej sceny do następnej, nie wymagając nieustannego rozszyfrowywania kolejnych aluzji.

Największym sprzymierzeńcem przedstawienia okazuje się humor. Nie jest to humor agresywny ani nastawiony na łatwą satyrę. Znacznie częściej działa dzięki absurdowi, zaskakującym skojarzeniom i sprawnie napisanym dialogom. Co ważne, żarty mają odpowiednie tempo. Pointy padają wtedy, kiedy powinny, a publiczność reaguje spontanicznie. Śmiech na widowni pojawiał się regularnie, ale twórcom równie skutecznie udawało się zatrzymać publiczność w chwilach bardziej lirycznych i refleksyjnych.

Ogromną rolę odgrywa muzyka. To właśnie ona nadaje przedstawieniu lekkość i energię. Utwory są różnorodne stylistycznie, ale przede wszystkim spełniają swoją podstawową funkcję – rozwijają opowieść. Nie ma tu wrażenia, że kolejne piosenki istnieją wyłącznie po to, by popisać się możliwościami wokalnymi wykonawców. Są częścią dramaturgii, a ich zwięzłość działa na korzyść całego spektaklu.

Zespół Rampy imponuje precyzją. W musicalach często można wybaczyć drobne niedoskonałości aktorskie, jeśli bronią się muzyką i choreografią. Tutaj nie trzeba niczego wybaczać. Aktorzy poruszają się po scenie z dużą swobodą, dobrze odnajdują się zarówno w scenach komediowych, jak i bardziej lirycznych, a przede wszystkim tworzą wiarygodny zespołowy organizm. Widać, że przedstawienie zostało starannie wypracowane i nie opiera się wyłącznie na indywidualnych popisach.

Na uwagę zasługuje również warstwa wizualna. Scenografia, kostiumy, światła i choreografia nie próbują dominować nad opowieścią, ale skutecznie budują jej klimat. Dzięki nim scena raz staje się miejscem niemal baśniowym, innym razem przypomina sen o Warszawie, której już nie ma. To właśnie ten wizualny wymiar sprawia, że przedstawienie zostaje w pamięci dłużej niż tylko na poziomie fabularnym.

Najbardziej przekonujące w „Lalce ’89” jest jednak coś innego. Spektakl nie sprawia wrażenia projektu stworzonego po to, by udowodnić jakąś tezę. Nie próbuje przekonywać widza do jednego sposobu odczytania historii ani narzucać interpretacyjnych drogowskazów. Pozostawia miejsce na własne skojarzenia i własną pamięć o Warszawie, literaturze czy czasie transformacji.

W teatrze coraz rzadziej spotyka się przedstawienia, które jednocześnie są ambitne, komunikatywne i po prostu atrakcyjne dla publiczności. „Lalka ’89” znajduje między tymi elementami zaskakująco właściwą równowagę. To spektakl dopracowany, pełen energii i zwyczajnie dobrze opowiedziany. Po wyjściu z teatru nie miałem poczucia uczestnictwa w kolejnym eksperymencie ani obowiązkowej lekcji historii. Miałem za to satysfakcję, że przez dwie godziny oglądałem widowisko, które wie, dokąd zmierza i nie rozprasza uwagi niepotrzebnymi dygresjami.

A w przypadku twórców, którzy nieraz lubili zapuszczać się w bardzo długie teatralne podróże, jest to komplement szczególnie znaczący.

Tytuł oryginalny

Lalka po przejściach, Warszawa po transformacji

Źródło:

Teatr dla Wszystkich

Link do źródła

Autor:

Wiesław Kowalski

Data publikacji oryginału:

08.06.2026

Sprawdź także