„Romeo i Julia” Williama Shakespeare'a w reż. Ingo Putza z Teatru im. Gerharta Hauptmanna w Żytawie (Zittau). Pisze Piotr Grosman w portal24.tv.
Choć aktorzy Teatru im. Gerharta Hauptmanna z Żytawy (Zittau) z pewnością woleliby grać inscenizację „Romeo i Julia” Williama Shakespeare’a w reżyserii Ingo Putza na własnej scenie przy ul. Theaterring 12, to jednak żadna konwencjonalna scena teatralna nie stworzyłaby im takich możliwości jak Ratusz, zbudowany w latach 1840–1845 przez mistrza budowlanego Carla Augusta Schramma, w stylu włoskiego neogotyku i neorenesansowych pałaców.
„Romeo i Julia” to wzruszająca romantyczna opowieść o miłości dwojga młodych ludzi ze zwaśnionych domów. Dramat Williama Shakespeare’a powstał w 1595. Przemoc opanowała ulice Werony. Waśń rodów Montekich i Kapuletów od tak dawna wprawia całe miasto w przerażenie, że nikt już nie pamięta jej przyczyny.
Romeo (Jonas Maria Lubisch), syn Montekich, jest zakochany w Rozalinie i by ją zobaczyć, mimo niebezpieczeństwa, wkrada się na maskaradę Kapuletów. Rozaliny nie spotyka – za to poznaje młodą nieznajomą. Oboje zostają rażeni miłością jak piorunem. Romeo jeszcze nie wie: nieznajoma to Julia (Danja Rishany Emmanuel), córka Kapuletów. I to, co mogłoby być największym szczęściem, nieuchronnie staje się największym nieszczęściem. Ponieważ Julia jest przyrzeczona hrabiemu Parysowi (Maria Weber), a gdy ich potajemna miłość do Romea wychodzi na jaw, rodzice jeszcze bardziej naciskają na planowany ślub. Aby temu zapobiec, Julia i Romeo potajemnie biorą ślub u franciszkanina Laurentego (David Thomas Pawlak), który ma nadzieję, że w ten sposób uda się zakończyć spór między rodzinami. Jednak gdy następnego dnia przyjaciel Romea, Merkucjo (Martha Pohla) ginie w walce z kuzynem Julii, Tybaltem (Marc Schützenhofer), Romeo traci panowanie nad sobą i przebija Tybalta. Zostaje mu ostatnia noc u boku Julii, zanim musi uciekać z Werony… Skazany na wygnanie, pada ofiarą podstępu Laurentego – sądzi, że Julia umarła, gdy ona jest tylko głęboko przez zakonnika uśpiona, by uniknąć ślubu z Parysem. Gwałtownik Romeo nie wie nic o wybiegu. Zabija Parysa, po czym sam połyka truciznę. Julia budzi się i widząc obok siebie naprawdę martwego męża, przeszywa się sztyletem.
Widowisko Teatru im. Hauptmanna z Żytawy rozpoczyna się i przez dłuższy czas rozwija w sposób fascynujący. Przedstawienie zawiera wiele ciekawych pomysłów i rozwiązań. Poszczególne sceny i aktorzy dostarczają niemałych satysfakcji, będąc czułymi instrumentami inscenizatora – nasycają dramat akcentami komediowymi, ironicznym: budują bogaty kontekst. Scena po scenie rzecz cała przebiega precyzyjnie. Widać, że reżyser Ingo Putz wszystko dogłębnie przemyślał, a aktorzy dokładnie wiedzą, co grają.
W rolę Romea, amanta i skorego do wybryków młodego, natchnionego kochanka, zapalczywego, pełnego temperamentu i chłopięcej buty, wcielił się Jonas Maria Lubisch. Subtelną i czarującą Julię odtwarzała niemiecko–tamilska aktorka Danja Rishany Emmanuel. Tło bohaterów jest zarysowane niezwykle interesująco, w czym zasługa Marty Pohli w roli elokwentnego Merkucja i Philippa Scholza w roli Benwolia. Znakomicie spisał się ponadto Marc Schützenhofer w roli Tybalta. Prawdziwą niespodziankę zgotował natomiast Ireneusz Rosiński jako Kapulet, głowa jednego z dwóch skłóconych rodów, z łagodnego starca przeistaczający się w despotę i tyrana, ściągającego w zaślepieniu nieszczęście na własny dom i rodzinę swego wroga. Każde wejście franciszkanina Laurentego, czyli świetnego Davida Thomasa Pawlaka, wywołuje śmiech. Udana jest też piastunka Amme w interpretacji Isabelli Szendzielorz, której udało się pogłębić charakterystykę tej postaci, oddać jej chytrość, przebiegłość i wyrafinowanie.