„Wieczne rodeo” w reż. Anny Karasińskiej we Wrocławskim Teatrze Pantomimy im. Henryka Tomaszewskiego. Pisze Małgorzata Matuszewska na blogu Miara kultury.
Eksplozja perfekcyjnego ruchu, mimiki, gestów, a także słów – co to są za fantastyczne zawody! „Wieczne rodeo” – ostatnia w jubileuszowym sezonie premiera Wrocławskiego Teatru Pantomimy zachwyca.
A jak się ją odbiera, ściśle zależy od osoby odbierającej. Akurat potrzebowałam chyba śmiechu i zabawy, więc się śmiałam. Myślę, że można było się wzruszyć, a nawet zapłakać. Anna Karasińska, autorka koncepcji i reżyserka, zaproponowała „wspólne przeżycie”. I taki to jest spektakl, nie mający treści, bazujący na formie (cudownej!).
Anna Karasińska w rozmowie z Mariuszem Turchanem, zamieszczonej w programie do przedstawienia, mówiła: „Zaczęliśmy od zauważenia pokrewieństwa pantomimy i melodramatu i doprowadziło nas to do pracy z samym przeżywaniem i sytuacją jego publicznego manifestowania”. Jest więc i płacz, i śmiech, i przeróżne miny, gesty, są recytacje discopolowych piosenek, są śpiewy.
A my przeżywamy to wszystko z nimi: aktorami z najwyższej półki.
Czym jest rodeo? Sportem, odzwierciedlającym styl życia na dawnym amerykańskim zachodzie. No i w tym rodeo – zawodach, w których sprawdzana jest nasza umiejętność wszystkiego, nasz refleks i zachowania w określonych sytuacjach – po prostu uczestniczymy, wiecznie. Chciałabym robić to z taką gracją, jak zespół Pantomimy i aktorzy występujący tu gościnnie. Aktorzy kłusują, biegną, wydają różne dźwięki. Tworzą czyste piękno. Żyją, a my razem z nimi.