Logo
Recenzje

#KurierTeatralny: I po celibacie

10.09.2026, 15:31 Wersja do druku

„Zakonnica w przebraniu” Alana Menkena w reż. Pawła Aignera w Teatrze Muzycznym im. Danuty Baduszkowej w Gdyni. Pisze Piotr Sobierski.

fot. Rzemieślnik Światła

Dwadzieścia lat po światowej i dekadę po polskiej premierze „Zakonnica w przebraniu” trafia na deski Teatru Muzycznego w Gdyni. Zdawałoby się, że największa scena musicalowa w kraju powinna sięgać przede wszystkim po prapremiery i broadwayowskie hity, ale inscenizacja Pawła Aignera uwypukliła kilka aspektów, które sprawiają, że ten radosny tytuł o siostrach zakonnych, choć nie jest już pierwszej świeżości, pojawia się na scenie we właściwym czasie.

Akcja musicalu, podobnie jak popularnego filmu, zbudowana jest wokół historii Deloris Van Cartier, podrzędnej gwiazdy piosenki, która marzy o wielkiej karierze, ale co wieczór występuje w szemranym, filadelfijskim klubie. Gdy przypadkowo staje się świadkiem morderstwa, ucieka przed swoim partnerem - gangsterem, i dzięki policji znajduje schronienie w zakonie Matki Bożej Królowej Aniołów. Tam, pod przykrywką habitu, jako Maria Klarencjusz, obejmuje prowadzenie chóru.

Siłą tej opowieści jest konfrontacja dwóch światów – wyzwolonej, pozbawionej dobrych manier i ograniczeń wielkomiejskiej ulicy oraz zanurzonych w modlitwie, stroniących od materialnych zbytków sióstr żyjących w zamkniętej wspólnocie. Szorstka z początku relacja Matki Przełożonej i Deloris staje się naturalnym łącznikiem pomiędzy tymi skrajnościami.

Matka Przełożona w kreacji Alicji Piotrowskiej jest zdecydowaną i władczą kobietą, która prowadzi swoje siostry twardą ręką. Jej postawa nie jest jednak pozbawiona wątpliwości. Wyznaje podczas modlitwy: „Boję się! Całe moje życie za chwilę legnie w gruzach”. Wie, że wraz z pojawieniem się Deloris zagrożony zostaje dotychczasowy porządek i codzienna rutyna.

Piotrowska tworzy wybitną, pierwszoplanową rolę, w której widoczne są dojrzałość i doświadczenie. Zachwyca aktorstwem, ale także wokalną formą. Każdy gest i każde wypowiedziane słowo trafiają w odpowiednim momencie, składając się na postać pełną emocji, wzruszenia, ale też sporej dawki humoru. Jej bohaterka, choć osłonięta płaszczem tradycji, gotowa jest nie tylko na ustępstwa, ale przede wszystkim na otwartość wobec „upadłego” bliźniego.

Komizm szczególnie mocno wkrada się w tę relację za sprawą Deloris, która niczym kolorowy ptak bierze pod opiekę niewinne siostry, otwierając je nie tylko na wokalną modlitwę, lecz przede wszystkim na artykułowanie własnych emocji. Karolina Trębacz, która po raz drugi wciela się w tę postać (wcześniej zagrała ją w Teatrze Muzycznym w Poznaniu) jest ozdobą spektaklu. To rola idealnie skrojona pod umiejętności aktorki, a jej potężny sopran, nie po raz pierwszy zresztą, trzęsie posadami Muzycznego w Gdyni. Tym razem zarówno wokalne atuty obsady, jak i pracę orkiestry pod batutą Dariusza Różankiewicza z niemałym powodzeniem próbuje osłabić zespół odpowiedzialny za realizację dźwięku i obsługę nowego sprzętu nagłaśniającego.

fot. Rzemieślnik Światła

Mimo przeciwności technicznych pozornie skupiony na modlitwie i ascezie zakon przypomina ładunek wybuchowy. Każda z jego członkiń ma silną osobowość, a mimo ostro zarysowanych charakterów tworzą zgraną wspólnotę. Dorota Kowalewska nadaje Marii Marcin z Tour odrobinę absurdalnego humoru, Ewa Walczak obdarza Marię Patryk pełnią koloru i ciepła, a Magdalena Smuk jako Maria Łazarz bawi swoim zdecydowaniem i ostrym językiem. Julia Duchniewicz świetnie zarysowuje przemianę nowicjuszki Marii Robert w kobietę budzącą się na nowo do życia. Pomimo różnic wszystkie siostry stają zjednoczone murem za klasztorem, swoimi potrzebami, ale przede wszystkim za uwielbianą Deloris.

Koloryt zakonu udanie odzwierciedla również warstwa wizualna spektaklu. Kostiumy Magdaleny Gajewskiej i dopracowane światło Bartosza Zalasa nadają scenografii Wojciecha Stefaniaka odpowiedni charakter. Kościelne wnętrza mają w sobie oczekiwaną tajemnicę i skupienie, a wraz z przemianą sióstr coraz śmielej otwierają się na kolor.

To, co Aignerowi udało się w klasztorze, nie do końca działa poza jego murami. Dowcip sytuacyjny momentami cierpi na niedopracowanie, czego przykładem jest scena w Dive Bar, a rozegranie kilku wątków wypada mało wiarygodnie z powodu błędów obsadowych. W szczególności relacja Eddiego (Szymon Reszka) z Deloris. Reżyser nie znalazł klucza ani do postaci młodego mężczyzny, ani do emocji, które powinny pojawić się między bohaterami. Z kolei ekipa gangsterów zdominowana została przez znakomitą kreację Artura Drobnika, który jako TJ przyćmiewa swoich scenicznych partnerów aktorskimi i wokalnymi umiejętnościami. Dojrzałość studenta II roku Akademii Teatralnej w Warszawie i konsekwencja, z jaką buduje tę postać, budzą ogromny podziw.

Gdy do kin trafił film z Whoopi Goldberg w roli głównej, z całą pewnością nikt nie przypuszczał, że w Polsce będziemy mówić o pustoszejących kościołach czy problemach ekonomicznych zakonów. I pomimo że akcja musicalu została przeniesiona w lata siedemdziesiąte ubiegłego wieku, problemy, z którymi zmaga się dzisiejszy Kościół katolicki w świecie Zachodu, z całą siłą wkraczają również na polski grunt. Dzisiaj ten pozornie drugoplanowy wątek musicalu brzmi więc mocniej niż jeszcze dziesięć lat temu, gdy w Poznaniu Jacek Mikołajczyk, autor bardzo dobrego tłumaczenia, reżyserował polską premierę tytułu.

Może właśnie dlatego „Zakonnica w przebraniu” wciąż powraca. Trudno ignorować jej najważniejszą wartość, a więc radość wspólnego śpiewania w rytmach disco i gospel, ale równie trudno przeoczyć fakt, że pod pozorem lekkiej, komediowej historii mówi o świecie, który zmienia się szybciej, niż jego mieszkańcy są gotowi zaakceptować.

Tytuł oryginalny

#KurierTeatralny: I po celibacie

Źródło:

#KurierTeatralny
Link do źródła

Sprawdź także