EN
26.09.2022, 10:19 Wersja do druku

Kosmiczna odyseja Ślązaków

„Węgla nie ma” Przemysława Pilarskiego w reż. Jacka Jabrzyka w Teatrze Śląskim w Katowicach. Pisze  Magdalena Mikrut-Majeranek w portalu Teatrologia.info.

fot. Przemysław Jendroska/mat. teatru

Kto nie słyszał o odwiecznym sporze Ślązaków i Zagłębiaków? Ten wzajemny antagonizm jest chyba jednym z najmocniej zakorzenionych w polskiej kulturze. A co by było, gdyby pewnego dnia Ślązacy zniknęli, a wraz z nimi cały węgiel? Brzmi absurdalnie? Pytanie to zadali artyści Teatru Śląskiego w Katowicach, przygotowując spektakl Węgla nie ma Przemysława Pilarskiego w reżyserii Jacka Jabrzyka.

Spektakl Węgla nie ma jest niczym historyczno-społeczno-obyczajowa mozaika ufundowana na popkulturowym podłożu uzupełnionym zaprawą utkaną z fantazyjnych rojeń. Przemyślenia o Śląsku i Zagłębiu oraz wzajemnych relacjach mieszkańców tych regionów zostały, klasycznie już, przedstawione w krzywym zwierciadle. Przemysław Pilarski, dramaturg, laureat Gdyńskiej Nagrody Dramaturgicznej i autor tragifarsy, łączy historyczne puzzle, dodając do nich elementy farsy, wodewilu, teatru absurdu i groteski mocno zakrapianej fantastyką. Są tu i tańce w opuszczonym barze, gigantyczne kluski śląskie i czyhające na życie Ślązaków orki, które przypominają niesporczaki.

Są też obrazy Teofila Ociepki, tajemnicze „Kuce”, cytaty ze Stawki większej niż życie i papieża Franciszka mówiącego o „szczekaniu NATO u bram Rosji”. Pojawia się także nawiązanie do instalacji La Nona Ora Maurizia Cattelana ukazującej Jana Pawła II przygniecionego meteorytem, który w wydaniu katowickim jest bryłą węgla (w roli Papieża-Polaka Tomasz Kocuj). Finalnie trudno jednoznacznie zidentyfikować gatunek, jaki reprezentuje spektakl. Jak przyznał Jacek Jabrzyk, reżyser przedstawienia, najnowsza propozycja Teatru Śląskiego to psychodeliczna komedia będąca fantazją detektywistyczną, stanowiąca zlepek cytatów z kultury, życia i wyobraźni. A może to jednak profetyczna tragifarsa?

Tekst stanowi plątaninę cytatów i aluzji. Gęsto tu od ukrytych sensów, historycznych nawiązań i intertekstualnych skojarzeń. Zanurzając się w świecie przedstawionym, wyruszamy w podróż po labiryncie utajonych znaczeń, a mitologiczną nicią Ariadny staje się historia Górnego Śląska i Zagłębia. Próbując wyłapać wszystkie aluzje można złapać zadyszkę, ale to intrygujące wyzwanie. Realizatorzy katowickiego przedstawienia po raz kolejny opowiadają ze sceny o śląskiej tożsamości, bowiem Węgla nie ma to spektakl o poszukiwaniu własnej przynależności. Najlepszą egzemplifikacją tego zagubienia jest bohater zwany Peter/Piotr/Pyjter (Marcin Gaweł). Imię można dopasować do społeczno-politycznej rzeczywistości.

Akcja spektaklu rozgrywa się w XXI wieku. Życie Zagłębiaków toczy się swoim torem w cieniu sporu o miano polskiego Detroit, walce o osiągnięcie neutralności klimatycznej w 2050 i problemu związanego z brakiem węgla. Przewodnikiem po wyimaginowanym świecie jest detektyw o symbolicznym imieniu. To Edward Twarz Zagłębia, który jest niczym Jake Gittes rodem z kryminału noir Romana Polańskiego Chinatown. W pierwszej scenie w monologu rozpoczynającym spektakl dokonuje swoistego rozliczenia z czasem transformacji. Otrzymawszy zadanie od stojącego nad grobem tajemniczego Kazimierza Juliusza (to nazwa ostatniej działającej kopalni węgla kamiennego znajdującej się na terenie Sosnowca w dzielnicy Kazimierz, obecnie już zlikwidowanej. W spektaklu mowa jest o tym, że „dawno temu upadł i do tej chwili leży”), który zaniepokojony jest zniknięciem Ślązaków, wyrusza wprost z Zagłębia na Śląsk w poszukiwaniu kłopotliwych sąsiadów. Jego podróż ma dwa wymiary: rzeczywisty i wyobrażony, bowiem wędruje też w głąb siebie. Dekonstruuje wzajemne relacje ze Ślązakami, zadając sobie egzystencjalne pytania kimże są Zagłębiacy bez sąsiadów zza Brynicy? Szybko odkrywa, że zostali zaatakowani przez orki i pod osłoną sztucznie wytworzonej mgły musieli salwować się ucieczką na podkładzie Spodka (hala widowiskowo-sportowa i jeden z symboli Katowic) na Księżyc. Dlaczego akurat tam? Zabrakło im bowiem paliwa na podróż na Marsa. Jednakże brak ten nie przeszkodził im w powrotnej podróży na Ziemię… Okazuje się, że odwieczna walka Ślązaków i Zagłębiaków jest bezsensowna. Gdy jednych zabrakło, to drudzy stracili rezon. Zagłębiacy, którzy budowali swoją tożsamość w opozycji do Ślązaków, nie mogą być nimi w pełni bez sąsiadów.

fot. Przemysław Jendroska/mat. teatru

Choć, jak zdradzają realizatorzy, pracę nad spektaklem rozpoczęto trzy lata temu, nie można się oprzeć wrażeniu, że jedną z inspiracji jest rosyjska agresja na Ukrainę. Echa trwającej od lutego wojny przebrzmiewają w spektaklu. W sztuce występują bowiem „orki”, a te – choć znane m.in. z tolkienowskiego Władcy pierścieni (tam jako Orkowie), występują także w realnym świecie. Ukraińcy nazywają tak rosyjskich żołnierzy. Z kolei w finale spektaklu wprowadzono przejmujący monolog Kateryny Vasiukovej, scenicznej milczącej Poli, która zyskuje głos dopiero na końcu. Tytuł sztuki także okazał się proroczy… choć miał być jedynie prowokacją. Jak mawiają bohaterowie Gry o tron „winter is coming”, a węgla nie ma… albo jest za 3,5 tysiąca złotych za tonę…

Profetyczna tragifarsa jest świetnie zagrana. Prym wiedzie tu Michał Majnicz, który wcielił się w nieco zagubionego zagłębiowskiego detektywa Edwarda. Pochodzący z Tarnowskich Gór aktor na co dzień występuje na scenach Narodowego Starego Teatru w Krakowie, gdzie stworzył ostatnio znakomitą rolę szlachcica Radoszewskiego w spektaklu Marzenia polskie / Les rêves polonais. W katowickim przedstawieniu także jest doskonały. Nieco naiwny, prostolinijny bohater odkrywa prawdę, wywiązując się koncertowo ze zlecenia. Wraz z rozwojem fabuły, prowadząc rozważania o skomplikowanej tożsamości mieszkańców miejscowości położonych nad brzegami Brynicy, przechodzi wewnętrzną metamorfozę. Znakomita jest także Mirosława Żak jako Bella i inspicjentka oraz Grażyna Bułka jako Oma, która kula gumiklyjzy (kluski śląskie), dodając sekretny składnik, dzięki któremu działają jak gumisiowe gumijagody. To też jedyny oręż, który jest w stanie pokonać żarłoczne orki. Ciekawą postać wykreowała Anna Kadulska. Jej Dorota, ubrana w bladoniebieski strój pielęgniarki sprzed dekad, jest oziębła i obdarzona została władczym charakterem. Zdecydowanie dominuje nad innymi, stanowiąc kontrast do ciepłej i otwartej Omy Grażyny Bułki.

Scenografia Anny Marii Karczmarskiej i Mikołaja Małka jest minimalistyczna. Oparto ją na systemie kurtyn utrzymanych w zimnych, pastelowo niebieskich barwach, które wyznaczają kolejne miejsca akcji. Kolorystyka implikuje oniryczną estetykę, w jakiej utrzymany jest spektakl. Scenografia została zredukowana do kilku rekwizytów. To m.in. olbrzymie gumiklyjzy, symbol śląskiej kuchni obok rolady i modrej kapusty. W jednej ze scen pojawiają się fantastyczne, różowe rośliny rodem z obrazów Ociepki, malarza-samouka, reprezentującego nurt prymitywizmu. Bohaterami jego dzieł często były pozaziemskie istoty zamieszkujące Saturn i Księżyc. Na uwagę zasługują także kostiumy Pauli Grocholskiej. W pamięci zapadają szczególnie białe mundury górników, które przypominają uniformy oficerów kosmicznej floty ze Star Treka. W bieli utrzymane są też kostiumy Omy i Petera/Piotra/Pyjtera, które kojarzą się z fartuchami piekarzy. Kontrastuje z nimi ubiór Edwarda. Jak na detektywa przystało ubrany jest na czarno.

Węgla nie ma to spójna, choć absurdalna historia z dobrze napisanym tekstem. Nie rości sobie pretensji do budowania nowego światopoglądu, nie poucza. Lekka farsa bawi i taki jest jej nadrzędny cel. To także śląska odpowiedź na zagłębiowski spektakl Nikaj w reżyserii Roberta Talarczyka, dyrektora Śląskiego, zaprezentowany w ubiegłym roku na scenie teatru w Sosnowcu. O ile w przedstawieniu Teatru Zagłębia pojawia się wątek podróży na Księżyc, który jest zaledwie mgliście sygnalizowany, o tyle w przedstawieniu Śląskiego pomysł ten materializuje się. Co więcej, w Nikaj podkreślono silny antagonizm śląsko-zagłębiowski. Z kolei w Węgla nie ma mamy do czynienia z pojednaniem mieszkańców dwóch stron Brynicy. Dodatkowo, na jednej scenie ponownie spotkali się aktorzy reprezentujący dwa teatry, bo jak mówią ze sceny: „Plan jest taki, żeby zwyciężyła miłość. Najbardziej odnawialne źródło energii”. Czy zwycięży?

fot. Przemysław Jendroska/mat. teatru

Tytuł oryginalny

KOSMICZNA ODYSEJA ŚLĄZAKÓW

Źródło:

Teatrologia.info

Link do źródła

Autor:

Magdalena Mikrut-Majeranek

Data publikacji oryginału:

22.09.2022