„Duma i uprzedzenie” w chor. Leo Mujica w Sofia Opera i Ballet. Pisze Benjamin Paschalski na swoim blogu.
Wielokrotnie, prezentując reminiscencje z moich podróży baletowych, ukazuję nieodkryte pole aktywności znajdujące się na Bałkanach. Zarówno niezwykle wiele ma do zaoferowania ich wschodnia jak i zachodnia część. Już kraje postjugosłowiańskie to istna kuźnia różnorodności, tygla ekspresji i pomysłowości. A co może zaistnieć gdy połączy się ową mieszankę dwóch stron świata regionu w jednym widowisku tanecznym? Może powstać niepowtarzalne doświadczenie artystyczne. I bez żadnej kurtuazji mogę powiedzieć i zagwarantować, że owa uczta ma miejsce w stolicy Bułgarii – Sofii. I niech każdy, kto obierze cel wakacyjnej przygody w Warnie czy Złotych Piaskach odwiedzi również to miasto bowiem może go spotkać niezwykle wartościowe spotkanie baletowe, takie którego próżno szukać w wielu zakątkach Europy.
Już kilkukrotnie pisałem o niezwykłym talencie choreograficznym Leo Mujica. Ten urodzony w Belgradzie pięćdziesięciolatek, pełen kreacyjnej pasji tworzenia, specjalizuje się w widowiskach narracyjnych. Równie ważna jest strona dramaturgiczna – jasny przekaz dla widza z techniczną perfekcją oraz wysoką klasą trudności wykonania. W ostatnich latach tak było w Annie Kareninie, kameralnej Carmen czy Hamlecie. Każdorazowo to nie banalne przedstawienia, ale przemyślane, zarówno w warstwie muzycznej jak i interpretacyjnej, produkcje pozostające na długo w pamięci odbiorców. Szczególnie ważne miejsce, w jego karierze, to Zagrzeb gdzie pierwsze wykonania miała spora liczba jego spektakli. Także, w ostatnich latach stała się istotna Sofia, będąca swoistym drugim domem dla twórcy baletowego. Stało się to za sprawą Marty Petkovej, świetnej tancerki i dyrektorki artystycznej zespołu bułgarskiego, która kieruje kompanią od sezonu 2022/23. Niezwykle szybko podniosła jakość wykonań i rangę kompanii, która składa się nie tylko z krajowego narybku, ale i tancerzy z całego świata. Owa konkurencja wewnętrzna podnosi jakość wykonania, służy rozwojowi i zadowoleniu publiczności. Wykorzystując ową szansę nowości, swojego kierownictwa, podjęła współpracę z Mujicem, który wprowadza własne, kolejne tytuły do repertuaru. Ciekawym jest czy pokusi się do przygotowania zupełnie nowego przedstawienia dla sofijskiego zespołu? Byłoby to ciekawe i ważne doświadczenie dla niego i gościnnej kompanii.
Nim to nastąpi, a należy mieć nadzieję, że tak się stanie, przypomina Mujic swoje produkcje sprzed lat. Ostatnia premiera to Duma i uprzedzenie pierwotnie zrealizowane dla sceny w Zagrzebiu w listopadzie 2020 roku. I niech nie będzie to zaskoczenie – to baletowa wersja powieściowego romansu Jane Austen z roku 1813. Dwadzieścia lat temu filmową wersją melodramatu ekscytowali się zwolennicy tego typu opowieści. Powstała szczególna moda na przypomnienie autorki także Rozważnej i romantycznej. Owe obyczajowe losy angielskiej klasy wyższej kusiły swoją oryginalnością, dowcipem, ale i czymś jeszcze – ukazaniem pozycji kobiety, która coraz mocniej zaznaczała swoją obecność we własnych wyborach przyszłości. To także świetny obrazek rodzajowy, charakterystyka typów ludzkich, zachowań i skrywanych tajemnic, których odkrycie całkowicie odmienia spostrzeganie bohaterów. Ów gąszcz postaci to nie lada wyzwanie narracyjne, aby odbiorca nie pogubił się w owej różnorodności. Już czytelnik może się nie odnaleźć, nie lepiej widz kinowy, a co dopiero odbiorca widowiska baletowego? W tym przypadku Leo Mujic z dramaturgiem Balintem Rauscherem wychodzą z owego zadania zwycięsko. Klarowność opowieści o losach rodziny Bennetów i pięciu córek na wydaniu posiada jasną i spójną logikę wywodu, konsekwencję inscenizacyjną i niebagatelny urok spójności ukazania dziejów głównych protagonistów oraz tła życia dziewiętnastowiecznej Anglii.
Owa wielopoziomowość jest możliwa dzięki niezwykle pogłębionej przestrzeni sceny. Akcja toczy się od proscenium – zamkniętego orkiestronu, a wieńczy na brzegu horyzontu. Scenograf Stefano Katunar nie buduje wielkich, masywnych dekoracji. To faktycznie symboliczne przestrzenie – jasno odwzorowujące różnorodne pola akcji. Przód sceny został wydzielony dla rodziny Bennetów, w którym króluje niezwykle rezolutna, bystra i sprawna matka (Maria Yordanova), a sekunduje jej mąż (Georgi Asparuhov). To nie dwie satrapy, wyposażone w pantomimiczne puste gesty, ale żywe postaci pełne tanecznego wigoru. Ich największym bólem głowy pozostaje dobrodziejstwo pięciu panien – bez posagu – na wydaniu. To trochę jak rzecz w Skrzypku na dachu, gdy Tewje boryka się z dobrodziejstwem kobiet pod jednym dachem. Ten świat to obraz bieli – niewinności, nawet można powiedzieć naiwności poszukiwania uczucia. Owe młode damy wyróżnia odmienny kolor kostiumu utrzymany w jednolitej stylistyce epoki. Stroje – dzieło Manueli Paladin Šabanovic – świetnie korespondują z czasem akcji, są doskonale uszyte, dopasowane i różnorodne. Faktycznie są one wyróżnikiem w ascezie dekorum, które posiada zaledwie muśnięcia, symbole dla kolejnych scen. Środkowy plan gry, na scenie obrotowej, jest przeznaczony dla formy obyczajowej: wizyt, spotkań, obiadów, spacerów. Mujic świetnie wykorzystuje obrotówkę dla budowania swoistego dialogu bez słów. Akcja nie tylko płynie dzięki ruchowi tancerzy, ale również obrotom przestrzeni. Ten efekt jest niezwykle udany, a precyzja wykonania zachwyca. I ostatnia, najgłębsza część sceny – to niczym angielski las, który nie jest tylko samotnią, ale nieustanną podróżą, galopem, wejściem w świat wewnętrzny tego co jeszcze przed progiem domostwa, pałacu czy gospody.
Tym co wyszczególnia taneczną opowieść wywiedzioną z książki Jane Austen to różnorodność. Owszem na planie pierwszym Mujic stawia losy miłości, w których jest wiele niedopowiedzenia i żarliwości, nadziei i goryczy, ale i wielkiego spełnienia. Jane Bennet (świetna Katerina Petrova) jest od pierwszego spotkania przeznaczona, co prawda z wyższej sfery, Charlesowi Bingleyowi (Tsetso Ivanov). Ich relacja narasta, kształtuje się dzięki baletowej perfekcji. Duety w ich wykonaniu wyglądają zjawiskowo, a bicie serca rośnie z każdą ich sceną. Ale osią historii jest los Elizabeth Bennet. W tej partii wielki talent, możliwości i niespożyte siły primabaleriny ukazuje Marta Petkova. I choć serce od początku mówi o wyborze Fitzwilliama Darsyego (Frederico Pinto), jako kandydata do ołtarza, to nim to nastąpi rzeczywistość napisze swój własny scenariusz różnorodnych kandydatów do ręki. Petkova i Pinto wygrywają świetną sceniczną prezencją, techniczną dojrzałością i charyzmą. Oboje wiedzą kogo tańczą i trzeba podkreślić, że strona aktorska jest niezwykle istotna w konstruowaniu owych postaci. Bowiem dzieje to nie tylko radości, ale głównie duma i uprzedzenie, zazdrość i zdrada. Wszystkiego nie da się oddać ruchem, a w tym pomaga jasne wyrażanie emocji i aktorska strona postaci. Na drodze Elizabeth stanie również dumny George Wickham (Nikola Hadjitanev), który ostatecznie zwiąże się z trzecią z sióstr – Lydią (Polina Ivanova), genialny dziwak, przypominający Alaina z Córki źle strzeżonej William Collins (Simeon Atanasov), a także Colonel Fitzwilliam (Takafumi Tamagawa), który najmniej okazale prezentuje się w owym korowodzie męskich partii. Te pojedyncze sekwencje, sceny budują całą historię, która jest niesłychanie żywa, nie nudzi, a wręcz intryguje jak potoczą się losy panien. Piątkę sióstr zamyka Kitty (Ami Inoue) oraz Mary (Vyara Ivancheva) – ta ostatnia również wyrazista, odmienna poświęcająca się książkom i lekturze, stroniąca od mężczyzn, żyjąca dla siebie i własnego wnętrza. Mujic świetnie odrysowuje owe charaktery dając szansę widzowi dla zrozumienia w pełni owej opowieści. Bohaterowie nie zlewają się w jedną magmę, są odmienni, ciekawi, interesujący, skonstruowani z niebanalnym pomysłem. To ukazuje wartość sztuki baletowej – aby zbudować dojrzałe widowisko taneczne należy wiedzieć co i jak się chce opowiedzieć. W Sofii niezwykle udanie spotkała się myśl choreograficzna z niezwykle sprawnym oraz skomponowanym zespołem baletowym.
Ów balet zrealizowany w technice neoklasycznej, naszpikowany zjawiskowymi, trudnymi krokami i podnoszeniami, gdzie twórca nie pozwala faktycznie odpocząć artystom ani przez chwilę, posiada jeszcze jednego bohatera – to zespół. Jemu przeznaczono niezwykle efektowne sekwencje grupowe. A tym co zapiera dech w piersiach jest jednoczesna obecność na scenie dwudziestu par (czterdziestu wykonawców), którzy prezentują angielskie tańce wiejskie, a także salonowe popisy. Tu miesza się żywiołowość z dostojnością. Kontrolowana spontaniczność z precyzją układu. Szybkość ustępuje miejsca powolności, ale wszystko w niesłychanie dobrym stylu i wysokiej jakości wykonania. Owe tło współgra z indywidualnymi historiami jest niesłychanie dobrze wkomponowane gdyż ukazuje różnorodność życia Anglii dawnej epoki. Rytm, ekspresja i precyzja ruchu to wyróżniki owej fiesty, która towarzyszy marzeniom i realizacji snu o miłości.
Mujic opowiada rzecz ważną jak trudno odnaleźć prawdziwą miłość w świecie konwenansu, etykiety i utartej obyczajowości. A może jeszcze mocniej jak trudno być kobietą w owym świecie, który niełatwo odmienić i zniwelować. Ważną postacią pozostaje Lady Catherine de Bourgh (Pamela Pandova-Baneva). Dojrzała niewiasta, która nieustannie chce rozdawać karty szczęścia i niweczy indywidualne wybory miłości. Ale zauważa, że świat dawnego schematu odchodzi w zapomnienie. Jej scena szału z finału przedstawienia ukazuje niemoc wobec indywidualnych wyboru Elizabeth i Darsyego, którzy wieńczą spektakl w pięknym pojednaniu miłości. Choreograf to także poeta scenicznych wzruszeń, gdy niezwykle subtelnie, zjawiskowo ukazuje relacje między wybrankami serca.
Tło muzyczne, niestety odtwarzane, stanowi wieloelementowa ścieżka dźwiękowa wykorzystująca utwory od czasów Henry Purcella do Edwarda Elgara i Ralpha Vaughana Williamsa. Są wręcz idealnie dopasowane i wkomponowane w świat owej opowieści. Kompozycje oddają nastrój, charakter, poszczególnych scen, a także indywidualny rys postaci. To także podróż przez listę przebojów brytyjskiej muzyki klasycznej. Idealne dopełnienie tańca. Zatem to przedstawienie kompletne, perfekcyjnie skonstruowane, przygotowane i wykonane.
Z wielkim uśmiechem i satysfakcją opuszczałem budynek opery sofijskiej. Miałem poczucie, że sztuka baletowa nadal żyje, oddycha, a taneczne narracje mają szansę na nowo ożywać choćby dzięki tak skomplikowanym i wielowątkowym powieściom jak rzecz Jane Austen. Kluczem zawsze pozostanie oryginalność opowieści, która nie nudzi odbiorców, wciąga i wręcz pochłania swoim niebagatelnym ciągiem zdarzeń pisanych indywidualną kreską baletową. Żywioł tanecznej opowieści zwycięża, a wszystko to zasługa świetnej sofijskiej kompanii i choreograficznego talentu Leo Mujica. Marzeniem moim pozostaje przybliżyć jego twórczość w naszym kraju, gdyż sądzę że warto. Zatem ciekawe kto pierwszy z szefów teatrów operowych odkryje bałkańskie gwiazdy baletu aby zaprezentować je w Polsce? Zapewniam, że wówczas zadowolenie widowni gwarantowane dzięki świetnej baletowej opowieści jak ma to obecnie miejsce w Bułgarii. Dziś należy rozkoszować się tym co oddalone od naszego państwa, ale wygrywa w moim rankingu dla najlepszego spektaklu baletowego sezonu! Brawo dla Sofii!