Logo
Magazyn

Granice roli

15.04.2026, 10:41 Wersja do druku

Pracując już nad rolą, prowadziłem dziennik życia Aleksandra Doby. Lubię wracać do dzieciństwa i dorastania bohatera, którym mam bywać. To mi bardzo pomaga, opowiada o potrzebach i pragnieniach. Rozmowa Patrycji Babickiej z aktorem, Pawłem Mandziewskim, o spektaklu „DOBA” Sztuki Nowej w reż. Dawida Żakowskiego.

fot. PatMic

Patrycja Babicka: Porozmawiajmy o tym, co ja już wiem, ponieważ niejednokrotnie pracowaliśmy razem, a co jest ciekawe. Chodzi o granice budowania roli. Jesteś aktorem, który kreuje swoje role z ogromną wnikliwością, co sprawia, że w procesie pracy nad spektaklem zaczynasz dosłownie żyć swoją postacią. Gdzie kończy się Paweł, a zaczyna rola? 

Paweł Mandziewski: Gdy myślę o granicach roli, wracam do pierwszego spektaklu Sztuki Nowej, w którym brałem udział. „Black SQR” (2018) w reż. Dawida Żakowskiego intensywnie poruszał kwestie bezpieczeństwa osób grających na scenie, bezpieczeństwa psychicznego i fizycznego. Pamiętam, że wtedy miałem z tym problem, tak jak z oddzieleniem w sobie tego, co „tu”, i tego co „tam”. Tym, co mnie od zawsze najbardziej w zawodzie aktora interesowało, jest właśnie ten moment przeistoczenia, oddania kontroli komuś, kogo sami stworzyliśmy, komuś lub czemuś „innemu”. Pracując nad „Black SQR” byłem tej fascynacji w pełni oddany, gotowy przekroczyć możliwe i „spłonąć”. Ten spektakl nauczył mnie więc na pewno tego, że nie warto się spalać, że kontrola musi być. Zawsze. To jednak nie zmieniło jednego: dalej szukam przemiany. Tylko teraz uważam, że jej cena nie jest absolutna.

PB: Mówisz o kontroli i o tym, że nie chcesz się już „spalać”, ale jednocześnie nadal szukasz przemiany. Dlatego zapytam o warsztat: z  jakich narzędzi korzystasz, by wejść w postać i jednocześnie korzystać z własnych zasobów? Czy masz wypracowaną technikę „wchodzenia” i „wychodzenia” z roli — coś, co porządkuje ten proces na poziomie ciała, głosu albo koncentracji?

PM: Pierwszy etap to research – zbieram najważniejsze fakty o postaci. W tym przypadku to  Aleksander Doba, jako podróżnik – kiedy i dlaczego zaczął pływać kajakiem, wszystkie podróże prowadzące do pierwszej oceanicznej wyprawy, rodzina – żona i synowie. Wywiady, rozmowy, prelekcje. Żeby zobaczyć, kim był. Poczuć jego energię. Do tego dołożyliście (ty jako dramaturżka tego spektaklu i Dawid Żakowski jako reżyser) „Odyseję” Homera i „Orbitę” Samanthy Harvey jako historie z dwóch różnych światów, badające podróżników - ich osamotnienie, przekraczanie siebie, determinację. Na końcu tego etapu mam gotowy życiorys postaci. 

PB: I co dalej? Opowiedz o swoim dzienniku. I o przekładzie dziennika na ruch.

PM: Pracując już nad rolą, prowadziłem dziennik życia Aleksandra Doby. Lubię wracać do dzieciństwa i dorastania bohatera, którym mam bywać. To mi bardzo pomaga, opowiada o potrzebach i pragnieniach. W takim spektaklu, jak „Doba”, to się rozpływa, nie ma jednej postaci, bardziej jest to współobecność i przenikanie się różnych bytów. Drugi etap to opracowanie mapy postaci, fizycznej i emocjonalnej - tu praca odbywa się dwutorowo: po pierwsze na próbach orientujemy się wokół działań fizycznych - szukamy praktyki ruchowej realizującej założenia wyciągnięte z badań. Pracujemy narzędziami performatyki. Interpretujemy stany emocjonalne i bardziej abstrakcyjne zjawiska — wiatr na otwartym morzu, latającą rybę. Jest też tekst z „Odysei”. Ostatecznie, gdy pracuję już sam nad postacią, korzystam z informacji pozyskanych dzięki researchowi, rozmowom i próbom z wami, fizyczności opracowanej na próbach, a także wprowadzam w życie swoją własną praktykę. 

PB: Jaka to praktyka?

PM: Dużo pracuję wyobrażeniowo. Wybieram wspomnienia postaci i pogłębiam je dzięki zmysłom (węch, słuch, dotyk, smak, obrazy). Przechodzę przez kluczowe wspomnienia, wypełniając je coraz większą ilością detali zmysłowych. Działają one jak przewodniki dla emocji, więc są później takimi "przełącznikami" pomiędzy światami. Szukam czynności, które postać robiła, lub które są jej bliskie. Poszedłem też popływać kajakiem, chociaż i tak za mało. Najchętniej zrobiłbym miesięcznego tripa, ale czas i środki nie pozwoliły. Czasami robię jakieś małe głupoty, jak na przykład nurkowałem w wannie i mówiłem tekst Odysei, jakby pożerał mnie ocean. A wychodzenie z roli? Koncentracja. To w ogóle najważniejszy element tej pracy. 

PB: Przez ocean płyniesz kajakiem sam, jak Aleksander Doba i jak Odyseusz. Tworząc ten spektakl, temu daliśmy największą uwagę - badaniu doświadczenia samotności, która nie jest efektem, tylko jest wyborem, sportem, filozofią, potrzebą, a potem – ciągłym stanem. Jak, korzystając z narzędzi, o których mówisz, budowałeś w postaci samotność?

PM: Sporo ciemności, takiej fizycznej. Ciszy. Tym, co mnie najbardziej złapało, była izolacja. To jest szczególna jakość „bycia samemu”, o który obecnie trudno, dopóki na przykład nie wypłynie się samotnie w ocean. Oczywiście miałem próby, więc nie mogłem po prostu zniknąć, ale starałem się wykreować sobie odpowiednie warunki. Mały ciemny pokój, medytacja - set & setting. Wierzę, że system nerwowy można wszystkiego nauczyć. Świetnym doświadczeniem jest też floating, polecam każdemu. Tam człowiek jest rzeczywiście przez chwilę „sam”. I można naprawdę głęboko zejść w siebie. 

PB: Wszystko, co opowiadasz, to proces budowania roli. To kolejny plan, który daliśmy twojej postaci. Plan aktora przygotowującego się do roli. Co łączy te wszystkie postacie – Odyseusza, Dobę i Aktora? 

PM: Podróż, przede wszystkim. Ale nie w takim oczywistym sensie przemieszczania się z punktu A do punktu B. Bardziej jako stan bycia w drodze – w nieustannym napięciu między tym, co znane, a tym, co dopiero się wydarzy. Odyseusz wraca do domu, Doba płynie przed siebie, a Aktor wchodzi w coś, czego do końca na początku nie kontroluje, ale musi ujarzmić. Każdy z nich ryzykuje utratę – orientacji, celu, siebie. I każdy z nich jest zdany na coś, co jest większe: na żywioł, na narrację, na widza. Myślę też, że łączy ich samotność, ale taka, która nie jest tylko brakiem innych ludzi. To jest samotność decyzji. Moment, w którym nie można się już cofnąć i nie ma kogo zapytać, co dalej. I wtedy dla mnie zaczyna się właściwa podróż.

PB: Jak wspominałam, jako postać (czy postacie) płyniesz sam, ale na scenie jest z tobą Mikołaj Wójcik. Jaka jest jego rola? 

PM: Mikołaj jest oceanem. Pochłania i oddaje, a dzięki muzyce, jaką zrobił i robi na żywo, spektakl jest naszym dialogiem. Ale to nie jest dialog partnerski w klasycznym sensie. Ocean nie odpowiada tak, jak człowiek - nie daje jasnych komunikatów, tylko stawia opór albo niesie. Zabiera i oddaje. I Mikołaj dokładnie tak działa: czasem mnie prowadzi, czasem zakłóca, czasem zupełnie znika, zostawiając mnie w ciszy. To jest relacja, która wymusza czujność. Nie da się jej „zagrać raz” i powtórzyć - ona się wydarza tu i teraz. Dzięki temu mam poczucie, że naprawdę jestem w drodze, a nie tylko odtwarzam jej zapis.

PB: Dziękuję za rozmowę.

***

Twórcy:

Reżyseria: Dawid Żakowski

Dramaturgia: Patrycja Babicka

Muzyka i wykonanie: Mikołaj Wójcik

Performer: Paweł Mandziewski

Reżyseria świateł: Tadeusz Perkowski

Produkcja: Iwa Ostrowska, Stowarzyszenie Sztuka Nowa

Pokazy spektaklu DOBA realizowane są w ramach projektu REPERTUAR SZTUKI NOWEJ 2026-2028 współfinansowane przez Miasto Stołeczne Warszawa w partnerstwie z Mazowiecki Instytut Kultury w Warszawie.

Spektakl bierze udział w Konkursie na Wystawienie Polskiej Sztuki Współczesnej organizowanym przez Instytut Teatralny im. Zbigniewa Raszewskiego.

Źródło:

Materiał nadesłany

Sprawdź także