„Zamknij oczy Nel. W pustyni i w puszczy – epilog” w reż. Piotra Domalewskiego w Narodowym Starym Teatrze w Krakowie. Pisze Katarzyna Bolec na blogu OnaRecenzuje.
Moja mama często opowiadała mi o koleżance z klasy która była pewna, że wygrała przesłuchanie do roli Nel w ekranizacji W pustyni w puszczy Ślesickiego. Po latach to wspomnienie uzmysłowiło mi jak dużą rolę w zbiorowej wyobraźni powojennych roczników pełnili bohaterowie prozy Sienkiewicza. Przygody Stasia i Nel, Oleńki i Kmicica rozpalały wyobraźnię młodych czytelników, a dla filmowców po obu stronach żelaznej kurtyny stały się idealnym materiałem na film. Proza Sienkiewicza adaptowana na potrzeby scenariuszy przechodziła rozmaite przeróbki w wyniku których kwestie Marka Winicjusza w Quo Vadis Mervyna LeRoya brzmią jak wyjęte z hollywoodzkiego melodramatu, a Pan Tarkowski w Pustyni i w puszczy Ślesickiego broni praw powstańców Mahdiego do walki narodowo wyzwoleńczej snując monologi o równości i braterstwie narodów. Przed laty, mało kto zwracał na to uwagę: w ekranizacjach prozy Sienkiewicza od rzetelności historycznej bardziej liczyła się atmosfera wielkiej przygody. Dla mnie W pustyni i w puszczy nigdy nie było filmem ważnym. Teraz myślę, że z powodu niejasnych dla dziecka kontekstów historyczno kulturowych bez których dokładne zrozumienie położenia Stasia i Nel nie jest takie proste. Warstwa dźwiękowa filmu Ślesickiego na którą składają się odgłosy burzy piaskowej, lokalne dialekty i niedokładnie nagrane postsynchrony działała na mnie zniechęcająco.
W spektaklu Zamknij oczy Nel. W pustyni i w puszczy – epilog Piotra Domalewskiego (Teatr Stary) dźwięk i obraz są głównymi środkami budującymi narrację. W momencie wchodzenia na widownię towarzyszy nam monotonny odgłos odkurzacza, którym jeden z aktorów sprząta podłogę.W późniejszych scenach ambientowa muzyka , miarowe uderzenia bębnów, a nawet melorecytacje utworów Maanamu, tworzą przestrzeń dźwięków obejmującą scenę i widownię. Domalewski, reżyser filmowy, jest prawdopodobnie świadomy, że emocje wywoływane przez dźwięk ( muzyka Wojciech Urbański) i obraz (reżyseria świateł Rafał Paradowski, scenografia i kostiumy Arek Ślesiński) zostają w widzach na dłużej niż świetnie skonstruowane dialogi. Przedstawienie Domalewskiego, luźno inspirowane powieścią Sienkiewicza, w swojej prostocie przypomina film z gatunku kina familijnego: po udarze matka trójki dorosłych dzieci (Dorota Pomykała) traci pamięć i wierzy, że jest Nel podróżującą przez Afrykę w poszukiwaniu ojca. W tej podróży towarzyszą jej dorosłe dzieci, które w jej pamięci stają się Kalim, Meą i Stasiem.
W spektaklu Teatru Starego sceny powolnego odchodzenia najbliższej osoby splatają się w ciepło gorzką opowieść o relacjach rodzinnych wystawionych na ciężką próbę. Postacie dorosłych dzieci zostały nakreślone w sposób uproszczony: najstarszy Gustaw (Radosław Krzyżowski), ojciec dwóch córek, jest wrażliwcem i nieudacznikiem, średnia córka-nauczycielka (Katarzyna Krzanowska) zadaniowcem , a najmłodszy syn (Filip Perkowski), agent nieruchomości ciągle szuka swojego miejsca w życiu. Różnice charakterów i wynikające z nich konflikty między bohaterami nie są jednak na tyle silnie zarysowane, aby przerodzić się w sceny pełne napięcia psychologicznego. Nie jest to zarzut w stronę scenariusza; pozornie przewidywalne zachowania przekładają się na urealnienie postaci. Gdy Gustaw powtarza:„..mówię banały, bo myślę banały” w swojej bezradnej szczerości przypomina zwykłego człowieka.W prawdziwym życiu, ludzie właśnie tacy są: zwyczajni, naiwni, ukształtowani w dzieciństwie przez relacje w rodzinie i popkulturę. W spektaklu najwięcej dzieje się pomiędzy słowami, na poziomie gestów, mimiki, pauz pomiędzy kolejnymi kwestiami. W pięknej wizualnie i dźwiękowo scenie, w której matka wyobraża sobie, że kąpie się w wodospadzie udało się uchwycić nie tylko radość starszej kobiety z prostych czynności, ale również oddanie córki dla której opieka paliatywna nad matką jest trudnym doświadczeniem.
Równolegle w spektaklu pojawia się wątek planów polskiej ekspansji kolonialnej. Sceny z obrad Ligii Morskiej i Kolonialnej są krytycznym komentarzem do utrwalonej w powieści Sienkiewicza postawy wyższości białego człowieka wobec mieszkańców Afryki. Jesteśmy świadkami groteskowych dyskusji członków Ligii na temat wyboru stroju przyszłego mieszkańca kolonii. Mimo tego, że spektakl nie podejmuje szerszej polemiki z kolonialnymi narracjami utrwalonymi w powieści, udało się w nim pokazać źródła fantazmatu dzielnego Polaka- kolonizatora uosobionego przez figurę Stasia Tarkowskiego. Fragmenty W pustyni i w puszczy, w których Staś snuje swoje fantazje o podbiciu Afryki są odczytywane na spotkaniach Ligii jako motto Aktu Założycielskiego. Dla matki polonistki wychowanej prawdopodobnie w kulcie Sienkiewicza, Staś Tarkowski jest wzorem idealnego mężczyzny. Kobieta przenosi te cechy na swojego syna konstruując własne wyobrażenie dzielnego mężczyzny potrafiącego wyjść cało z każdej opresji. A jej dorosły syn z pokolenia Millenialsów, od dziecka oglądający filmy o przygodach super bohaterów, musi się z tymi oczekiwaniami zmierzyć.
Kolejnym popularnym zabiegiem z kina familijnego wykorzystanym przez Domalewskiego jest wprowadzenie postaci mędrca doradzającego głównemu bohaterowi. Terapeutka (Dorota Segda) próbuje przekonać Stasia do akceptacji utraty pamięci przez matkę. Pojawienie się jej w finale przebranej za małą Nel, możemy odczytać jako sygnał do pożegnania z dzieciństwem, zostawienia za sobą dziecięcych traum i zaakceptowania niedoskonałej wersji dorosłego siebie. Ostatecznie, liczy się tylko wsparcie i bliskość którą możemy dać najbliższym bez względu na wszystko. Prawie jak w kinie familijnym, tylko bez happy endu.