„Syn, matka i ojciec siedzą przy stole i długo milczą” Ivora Martinicia w reż. Viktorii Dulak z Teatru Wybrzeże w Gdańsku na XXV Festiwalu Prapremier w Bydgoszczy. Pisze Anita Nowak.
Przytłaczająca ciężkim klimatem, jak już sugeruje sam tytuł „Syn, matka i ojciec siedzą przy stole i długo milczą”, sztuka chorwackiego autora Ivora Martinicia, w reżyserii Viktorii Dolak z Teatru Wybrzeże z Gdańska to familijna wiwisekcja przez blisko dwie godziny przeprowadzana na członkach pięcioosobowej rodziny w sytuacji bardzo realnego zagrożenia zbliżającymi się katastrofami, klimatyczną i jądrową.
Największą rolę odgrywa w sztuce afabularna postać marnotrawnego syna, dla ratowania którego rodzice skłonni byliby poświęcić życie dwojga pozostałych, bezproblemowych potomków, nie tylko nieprzysparzających żadnych kłopotów, ale wręcz wspierających rodzinę na wielu polach.
Najciekawiej wypada konfrontacja dwóch synów, tego obecnego na scenie człowieka sukcesu i tego będącego postacią widmową, którego obraz rysuje się tylko w dialogach członków rodziny.
Najciekawszą postacią objawia się w końcowych scenach syn przez lata postrzegany przez otoczenie jako silny, psychicznie zdystansowany emocjonalnie, pragmatyczny, z pozoru kierujący się wyłącznie chłodną logiką, który bez niczyjej pomocy ze wszystkim sobie radzi. W rzeczywistości okazuje się, że ta jego siła i pozorny dystans mają źródło w ogromnej miłości, jaką darzy rodzinę, której nie chce obarczać swoimi problemami, a zwłaszcza nieuleczalną chorobą. On też w końcu, aby w razie katastrofy nuklearnej ustąpić swoje miejsce w schronie, a rodzicom oszczędzić konieczności wybierania między nim a bratem, decyduje się na samobójstwo.
Wcielający się w rolę syna Kacper Sasin doskonale dawkuje środki, jego bohater niemal do końca tłamsi emocje, których widz też długo się nie domyśla, tak jak postaci sceniczne nie domyślają się prawdziwego wnętrza syna. Katarzyna Kaźmierczak i Grzegorz Gzyl jako rodzice znakomicie walczą o własną wizję przeszłości, celem kreowanych przez nich postaci jest usprawiedliwienie swojej decyzji o takim a nie innym wyborze ratowanego w razie kataklizmu dziecka.
Syn i córka (znakomita, zupełnie różna od też genialnej Gilety z toruńskiej „Księżniczki na opak wywróconej” Izabela Baran) swym odejściem z wyboru ułatwili rodzicom rozgrzeszenie się z podjętego przez nich już wcześniej wyboru. Aktorzy bardzo dobrze grają najpierw lęk towarzyszący niespodziewanej konfrontacji z pojawiającym się niespodziewanie synem, potem napięcie przed wyznaniem mu prawdy, następnie eksplozję zarzutów wobec niego, przerażenie w trakcie ataku jego choroby, wreszcie ulgę po jego samobójstwie.
To aktorsko fantastyczne przedstawienie, z ciekawą, podkreślającą przytłaczający klimat dramatu bohaterów, uniwersalną, w pewnej mierze symboliczną i funkcjonalną, scenografią Bartłomieja Kruka i równie dostosowaną do klimatu wydarzeń muzyką Bartosza Jędrasia. Reżyserce Viktorii Dulak udało się utrzymać spektakl w idealnym tempie.