W minioną sobotę, 17 października 2026 roku, po dwudziestu sześciu latach nieobecności, na scenę Teatru Wielkiego w Łodzi powróciła Coppélia Léo Delibesa w choreografii Juliena Guérina. To już czwarta inscenizacja baletu Coppélia w Teatrze Wielkim w Łodzi. Poprzednie miały swoje premiery w 1962, 1983 i 2000 roku, a choreografie do nich opracowywali kolejno Feliks Parnell, Teresa Kujawa oraz Laura i Ivan Alonso. Najnowsza inscenizacja dowodzi, że klasyczny balet komediowy wciąż potrafi cieszyć oko publiczności świeżością formy.
Co ciekawego pojawiło się w tej realizacji Coppélii? Francuski choreograf Julien Guérin porzucił tradycyjne, sielskie realia galicyjskiego miasteczka na rzecz pulsującego życiem XIX-wiecznego Paryża. Akcja spektaklu została osadzona w klimatycznej scenerii Montmartre’u i wokół bohemy rodem z Moulin Rouge. Doświadczenie zawodowe Guérina – absolwenta Konserwatorium Paryskiego (CNSMD) oraz wieloletniego tancerza renomowanych zespołów, takich jak English National Ballet, Opéra National de Bordeaux czy prestiżowy Les Ballets de Monte-Carlo – ujawniło się niemal w każdym fragmencie choreografii. Mistrzowsko pogodził rygor techniki klasycznej z narracyjną swobodą tańca współczesnego. W jego Coppélii układ ruchu na pointach zyskał żywiołowość, a precyzyjnie skonstruowane sceny zespołowe idealnie wsparły dramaturgię opowieści. Widoczna była niezwykła dbałość Guérina o detal, czego doskonałym przykładem są piękne tableau vivant. Choreograf w zapowiedziach podkreślał, że zależało mu na wyciągnięciu z tancerzy naturalnej aktorskiej swobody, co w konsekwencji przełożyło się na plastyczny, żywy rysunek postaci – zwłaszcza w pantomimicznych i charakterystycznych scenach w pracowni Coppeliusa. Najwyraźniej jego podejście do tworzywa tańca i pracy zespołowej dało tancerzom łódzkiego teatru nową energię i sceniczną świeżość.
Mocnym elementem inscenizacji była jej koncepcja wizualna. Roland Fontaine, doświadczony francuski scenograf słynie z kreowania głębokich iluzji przestrzennych w teatrze operowym i baletowym. Zredukowana architektura miejska sprawiła, że tancerze poruszali się w przestrzeni przypominającej gigantyczny, żywy domek dla lalek. Ta forma stylistyczna nieco mnie rozczarowała, kwestia gustu, ale była idealnie zaprojektowana na potrzeby wykonywanej choreografii, cechowała się logicznym planem, prostotą i dobrym smakiem. Ciekawym rozwiązaniem było wykorzystanie mapy z oznaczonymi miejscowościami jako horyzontu. Przy zmianie dnia na wieczór i noc stawała się niebem rozświetlonym mnóstwem gwiazd. Było to rozwiązanie bardzo atrakcyjne, które niemal natychmiast budowało nastrój intymności i tajemnicy.
Natomiast Charles de Vilmorin, odpowiedzialny za kostiumy, był według mnie prawdziwym objawieniem tej inscenizacji wśród realizatorów. Ten młody francuski projektant mody – absolwent École de la Chambre Syndicale de la Couture Parisienne, finalista LVMH Prize 2021 oraz były dyrektor kreatywny paryskiego domu mody Rochas – wniósł na łódzką scenę bezkompromisową estetykę haute couture. Autorski styl Charlesa de Vilmorina opiera się na ręcznie malowanych tkaninach, które stały się jego znakiem rozpoznawczym w świecie mody. Projektant słynie z tego, że traktuje materiał jak żywe płótno – osobiście nadaje tkaninom unikalne, malarskie wzory, wykorzystując wyraziste barwy, surrealistyczne motywy i ekspresyjne pociągnięcia pędzla. Przeniesienie tej autorskiej myśli twórczej, idei i doświadczenia w pracy z tkaniną na łódzką scenę w spektaklu Coppélia sprawiło, że kostiumy lalek i postaci zyskały ten niezwykły, trochę baśniowy, ale przede wszystkim plastyczny charakter, który idealnie korespondował z klimatem XIX-wiecznego Paryża. Te kostiumy były zwyczajnie piękne, równie dobrze mogłyby pojawić się na wybiegu pokazu mody.
Warto podkreślić fundamentalną zmianę jakościową w warstwie audialnej. Podczas gdy dwie poprzednie łódzkie realizacje Coppélii (w tym ta z 2000 roku w choreografii Laury i Ivana Alonso) posiłkowały się nagraniami odtwarzanymi z taśmy, tegoroczna premiera przywróciła dziełu Delibesa jego pełnoprawną, żywą orkiestrową duszę. Kierownictwo muzyczne objął argentyński maestro Luis Gorelik – dyrygent o międzynarodowej renomie, laureat prestiżowej Konex Award i pedagog wyższych uczelni muzycznych. Doświadczenie symfoniczne i operowe Gorelika nadało partyturze Delibesa niespotykaną lekkość, sprężystość oraz rytmiczną naprzemienność drapieżności i liryki. Pod jego batutą orkiestra Teatru Wielkiego w Łodzi zagrała sprawnie łącząc tradycyjne motywy ludowe (polski mazur i węgierski czardasz) z nowoczesnym tempem scenicznym. Słuchało się naprawdę doskonale.
W warstwie wykonawczej premierowy wieczór należał do Riho Okuno, która w partii Swanildy zaprezentowała świetne połączenie techniki klasycznej tańca z urzekającą vis comica. Wniosła na scenę mnóstwo dziewczęcego uroku – pod względem wyrazowym tańczona przez nią postać była po prostu autentyczna. Z dużą przyjemnością przyglądałam się doskonale wykonywanym pokazom solowym i duetom. Partnerujący artystce Joshua Legge jako Franz urzekł dużą swobodą, świetnie odnajdując się w roli. Odnosiłam wrażenie, że był w pełni na „swoim” miejscu. W trzecim akcie zachwycił publiczność spektakularnymi pokazami, które niewątpliwie wymagały sporej kondycji, umiejętności i doświadczenia tanecznego.
Z kolei Nazar Botsiy w roli Doktora Coppeliusa zbudował postać niejednoznaczną – mrocznego, a zarazem tragikomicznego demiurga, obsesyjnie pragnącego tchnąć życie w mechaniczną postać tytułowej Coppélii (Gabriela Ignaszak). Ten bardzo doświadczony tancerz zawsze doskonale sobie radzi z różnego typu zadaniami aktorskimi, buduje bardzo wyraziste charaktery i jest niezawodny w obsadzanych partiach. Nic dziwnego, że został nagrodzony przez publiczność głośnymi oklaskami. Świetnie zaprezentował się również Chase Vining. Miał pierwszorzędne, chociaż krótkie solo i naprawdę piękne podnoszenia w duetach, szczególnie w trzecim akcie. To świetny tancerz. Myślę też, że bardzo dobrze wystąpił Oleksii Balitskyi – dużo potrafi, taniec go nie męczy i chętnie obejrzałabym go jeszcze w jakimś spektaklu.
Z godną podziwu precyzją i scenicznym wdziękiem w rolach lalek zaprezentowały się: Kata Ban i Isotta Sellari (Lalki Bliźniacze), Angela Albonetti (Nakręcana Lalka – brawo!), Sakurako Onodera (Szmaciana Lalka) oraz Ilona Nesterenko (Lalka Meduza). Trochę słabiej - Dawid Kucharski (Ołowiany Żołnierzyk). Z lekkością i techniczną swobodą zatańczyła również Karolina Legge. Znakomicie zaprezentował się Dominik Senator, który ponadto - jak zwykle - wykazał się niezawodnym wyczuciem w partnerowaniu. Ogólnie rzecz biorąc, cały zespół baletowy wypadł bardzo dobrze – i choć nie uniknięto drobnych potknięć, nierówności czy spóźnień, z łatwością można je wybaczyć. Tancerze mieli do wykonania gęsto skomponowaną choreografię, a ze sceny nareszcie emanowała szczera radość tańca.
Polecam uwadze.