Dzięki wojnie, poniekąd, Ukraińcy uświadomili sobie, że są niepodległym narodem z wyjątkową kulturą – powiedziała PAP dyrygentka i szefowa Ukrainian Freedom Orchestra Keri-Lynn Wilson. Muzykę traktuję jak walkę na polu bitwy – dodała. Niedzielnym koncertem w TW-ON orkiestra rozpocznie swoje tournée.
Polska Agencja Prasowa: Czy trzeba było aż wybuchu wojny, aby świat poznał się na ukraińskiej muzyce?
Keri-Lynn Wilson: Moją odpowiedzią na wojnę jest udowodnienie, że Ukraina ma swoją samodzielną i niezależną historię, kulturę, ale także i wielu wybitnych twórców. Mit stworzony na potrzeby usprawiedliwienia ludobójstwa, traktujący Ukrainę jako niesuwerenny i podległy Rosji kraj, jest po prostu kłamstwem. Na szczęście jest to oczywiste dla demokratycznego świata.
A ukraińska kultura jest niezwykle żywa. Traktując ukraińskich kompozytorów na równi chociażby z Ludwigiem van Beethovenem czy Giuseppem Verdim, chcę pokazać światu, że są to dla ukraińskiej kultury ważni twórcy. W ogóle chcę zwiększyć widoczność tej kultury. Ukraińska muzyka jest bardzo dobra, a prawdą jest, że często tej świadomości nie mają nawet sami Ukraińcy.
Dla mnie widzialność ukraińskiej kultury jest ważna nie tylko z punktu widzenia przeszłości, ale także i przyszłości. Głównym pozytywnym – jeśli tak można powiedzieć – aspektem tej wojny jest to, że Ukraińcy uświadomili sobie, że są niepodległym narodem z własną i wyjątkową kulturą. Dlatego też wykonywanie muzyki ukraińskich kompozytorów traktuję jako walkę na polu bitwy. Myślę, że sama w sobie mam coś z wojownika, nigdy się nie wycofuję.
PAP: Ma pani także ukraińskie korzenie…
K-L.W.: To prawda. Moja babcia i prababcia były Ukrainkami. Od małego fascynował mnie kraj moich przodków. W domu kultywowano także ukraińskie tradycje, co szczególnie było widoczne podczas Świąt Wielkanocnych czy Bożego Narodzenia. Jako dziecko tańczyłam też ukraińskie tańce. Choć jednocześnie muszę przyznać, że ta fascynacja nie sprawiała, że w pełni byłam wciągnięta w tę kulturę.
A dziś stałam się ekspertką od ukraińskiej muzyki. Mam także kolekcję dwudziestu pięciu wyszywanek (tradycyjnej odzieży ukraińskiej – PAP). Jestem dumna z Ukraińców. Są wspaniałym i silnym narodem, który niezależnie od otaczających trudności stara się pielęgnować w sobie pozytywne postawy i co najważniejsze – nadzieję. Bo wciąż mają nadzieję, że wojna okaże się dla nich zwycięska.
PAP: Jest pani założycielką i dyrektorką muzyczną Ukrainian Freedom Orchestra – zespołu, który został utworzony w reakcji na rosyjską inwazję na Ukrainę. Czy dzisiaj, cztery lata po wybuchu wojny, zespół ma inne cele niż na początku?
K.-L.W.: Misja zespołu nigdy się nie zmieniła, wciąż jest taka sama. Stworzenie orkiestry było odpowiedzią na dramat, jakim był wybuch wojny. Ale ten dramat wciąż trwa. Może zatem wbrew pozorom nasze cele są nawet ważniejsze niż cztery lata temu, bo chcemy przypominać o wojnie, mówić o tragedii, jaką ze sobą niesie. Od 2022 roku byłam w Kijowie wielokrotnie. Na własne oczy widziałam terror wojny. Ostatni raz byłam w stolicy Ukrainy miesiąc temu i mam wrażenie, że jest coraz gorzej. To przypomina mi, że nie można się nigdy użalać, bo każda minuta życia jest na wagę złota.
Aby przyciągnąć publiczność, musimy robić to, co umiemy robić najlepiej. To sprawia, że jako muzycy, ale i ludzie, stajemy się coraz lepsi. Ważny jest zatem rozwój Ukrainian Freedom Orchestra, ponieważ celem bycia artystą jest stawanie się perfekcyjnym. W tym zespole jest jednak wielkość, siła, czuję ogromną energię, jaka płynie od muzyków.
PAP: Czy pani oraz muzycy orkiestry czują się jak żołnierze na wojnie?
K.-L.W.: Oczywiście! Próby zespołu trwają wiele godzin, często do wieczora. Myślę, że mają coś w sobie z wojskowego obozu szkoleniowego. Ale nikt nie narzeka, wszyscy wiedzą, jaka misja za nami stoi.
PAP: Koncertem 16 sierpnia w Teatrze Wielkim – Operze Narodowej Ukrainian Freedom Orchestra rozpocznie kolejne swoje tournée po Europie i Stanach Zjednoczonych. Co zatem zabrzmi podczas tegorocznej trasy koncertowej?
K.-L.W.: Publiczność usłyszy prapremierowe wykonanie utworu „Gloria” skomponowanego specjalnie dla orkiestry przez Bohdanę Frolyak. To współczesna ukraińska kompozytorka, której utwory można było usłyszeć m.in. podczas festiwalu BBC Proms i w Filharmonii Nowojorskiej. Poprosiłam ją, aby napisała utwór na orkiestrę, co uczyniła. Główny temat muzyczny jest oparty na żołnierskiej pieśni żałobnej „Słyszysz, bracie mój”.
„Gloria” jest wyjątkowa. Choć mam świadomość, że trudno jest opisywać muzykę, ten utwór oddaje smutek, strach, rozpacz, żałobę, w ogóle uczucia związane z wojną, ale także niesie nadzieję. Jest poświęcony walczącym żołnierzom oraz tym, którzy na wojnie stracili życie. Frolyak oddaje poprzez muzykę także własne emocje – jej syn walczy na froncie od czterech lat.
Podczas trasy koncertowej zabrzmią także pieśni z cyklu „Rückert-Lieder” Gustawa Mahlera. Ukrainian Freedom Orchestra to zespół moich marzeń, a Mahler jest moim ulubionym kompozytorem. Powiem górnolotnie, ale mogłabym nawet umrzeć, byle tylko zagrać z tymi muzykami Mahlera. Symfonie tego kompozytora są bardzo masywne także jeśli chodzi o liczebność zespołu. Zdecydowaliśmy się jednak na „Rückert-Lieder”, które są o życiu i śmierci, nadziei i odrodzeniu. Intymność i piękno, jakie dają, mogą być odpowiedzią na cały terror wojny. Przynoszą także spokój i ukojenie.
Ponadto są pięknym kontrastem dla VII Symfonii A-dur op. 92 Beethovena, która także zabrzmi podczas koncertu. To dzieło jest z kolei o oporze, walce dobra ze złem. To waleczny utwór, który ma w sobie niezwykłe pokłady energii, rytmiczności i ekspresji.
Ten repertuar jest ważny także dla muzyków. Poprzez muzykę mogą wyrazić nie tylko siebie, ale także wyrzucić z siebie całą tragedię wojny.
PAP: Czy zatem dzisiaj muzyka jest sprawą nie tylko artystyczną, ale także polityczną?
K.-L.W.: Tak, ale nie ma w tym nic nowego, bo sztuka zawsze miała w sobie aspekt polityczny. Beethoven pisał swoje utwory, a już szczególnie V Symfonię c-moll op. 67, jako wyraz swojego protestu. Picasso poprzez obraz „Guernica” także wyraził swoje stanowisko. To tylko przykłady, ale sztuka oddaje życie, ucisk społeczny, jest po prostu częścią historii.
PAP: Pierwszą premierą nadchodzącego sezonu w TW – ON będzie opera „Matki Chersonia” w reżyserii Barbary Wysockiej, z muzyką Maxima Kolomiietsa i librettem George'a Branta. Pani poprowadzi orkiestrę i chór.
K.-L.W.: Jestem taka szczęśliwa, że mogę tę operę przygotować z Polakami. Uwielbiam występować w Teatrze Wielkim – Operze Narodowej. W Polsce mieszka także wielu Ukraińców, a Polacy są dla nich niezwykli i hojni, niosą pomoc. Jesteśmy jak bracia i siostry, oba kraje są sobie bliskie.
PAP: Na czym polega specyfika tej opery, jeśli chodzi o ukazanie wojny?
K.-L.W.: Opera przypomina o jednym z najtragiczniejszych aspektów wojny w Ukrainie, czyli o porwaniach dzieci i próby wprowadzenia ich w rosyjskie społeczeństwo. Oczywiście opowiada także o walczących w obronie swojej ojczyzny żołnierzach.
Myślę, że może być dokumentem tego, co dzisiaj dzieje się w Ukrainie. Uważam, że dzisiaj sztuka powinna dokumentować otaczającą rzeczywistość. Muzyka może oddać emocje, a siła teatru jeszcze wzmacnia ten przekaz.
PAP: Białoruska pisarka i dziennikarka, laureatka literackiego Nagrody Nobla Swiatłana Aleksijewicz jest autorką m.in. reportażu „Wojna nie ma w sobie nic z kobiety”. Ale czy wojna w Ukrainie ma twarz umęczonych kobiet – Matek Chersonia?
K.-L.W.: Tak, ma twarz wielu matek. W czerwcu w Kijowie dyrygowałam fragmentami tej opery, w wersji ukraińskiej. Wśród publiczności były matki, których dzieci zostały porwane. Wiele z nich próbowało odnaleźć swoje dzieci, jednak bezskutecznie. Były także porwane, ale odnalezione dzieci.
Cała sala doświadczyła swego rodzaju katharsis. Matki poczuły się uzdrowione, ponieważ ich historia została publicznie opowiedziana i wypowiedziana. Była żałoba, ale i ukojenie. To, że ich historia wybrzmiała ze sceny, sprawiło, że poczuły się mniej samotne.
PAP: Sala koncertowa, koncert może być miejscem i czasem ukojenia?
K.-L.W.: Tak, muzyka ma w sobie prawdę, jej doświadczenie jest oczyszczające. Piękno muzyki sprawia, że można zacząć głęboko oddychać, leczy nas z bólu, oczyszcza z tego, co w nas złe. Taka jest siła muzyki. Myślę, że ani słowa, ani obraz nie są w stanie tego oddać.
Keri-Lynn Wilson jest założycielką i dyrektorką muzyczną Ukrainian Freedom Orchestra. W 2024 r. objęła stanowisko dyrektora muzycznego Kijowskiej Cameraty, a w sezonie 2024/25 artystka poprowadziła koncerty zespołu w kraju i za granicą. W trakcie swojej kariery międzynarodowej współpracowała jako dyrygentka muzyki operowej i symfonicznej z wieloma czołowymi teatrami operowymi i orkiestrami symfonicznymi na świecie, m.in. Operą Królewską w Londynie, Operą Paryską, Staatsoper i Deutsche Oper w Berlinie oraz Metropolitan Opera w Nowym Jorku. Wśród orkiestr, które prowadziła w ostatnich sezonach są New York Philharmonic, NHK Symphony, Orkiestra Symfoniczna Radia Bawarskiego w Monachium, Deutsches Symphonie-Orchester w Berlinie i Orkiestra im. Anotona Brucknera w Linzu. W Święto Niepodległości Ukrainy, 24 sierpnia 2024 r., prezydent Wołodymyr Zełenski uhonorował Keri-Lynn Wilson Orderem Księżnej Olgi w uznaniu jej zasług dla ukraińskiej kultury.