– Jestem zbudowany na podobnych zasadach — dodał aktor. „Lalka» w reżyserii Macieja Kawalskiego trafi do kin 30 września.
W nielicznych wywiadach, których Marek Kondrat udzielił w ciągu ostatnich lat, swoją decyzję o rezygnacji z aktorstwa nazywał „zrzuceniem kieratu" i „potrzebą dezercji". Podkreślał, że był już zmęczony graniem, bo przed kamerami występuje od 10. roku życia, kiedy zadebiutował w „Historii żółtej ciżemki", a rozpoznawalność, która towarzyszyła mu od dziecka, była dla niego udręką.
W czerwcu 2025 producent nowej ekranizacji „Lalki", Radosław Drabik ogłosił, że Marek Kondrat wraca na wielki ekran i zagra Ignacego Rzeckiego. Gdy Drabik po raz pierwszy złożył mu tę propozycję, Kondrat odmówił. – Pożegnałem się już 20 lat temu z taką powtarzalnością: dzwoni telefon, jakiś tytuł pada, budzą się wyobraźnie, potem mamy trzy miesiące czy pół roku akcji. Tak wyglądało właściwie całe moje życie i to mi się znudziło, krótko mówiąc. Kiedy podejmowałem decyzję, że rezygnuję z aktorstwa, pomyślałem sobie, że jestem właściwie w środku swojego życia i instynkt mi podpowiadał potrzebę uwolnienia się od tego (...). Ale ta propozycja ponawia się, wkraczały kolejne argumenty, znów kolejne itd. – tłumaczył PAP Life Marek Kondrat kilka miesięcy temu.
Aktor przyznał, że zaczął analizować, co się kryje za tą propozycją. „Lalka" zawsze była jego ulubioną powieścią, a w swoim aktorskim życiu nie miał okazji znaleźć się wśród jej bohaterów. Udało się to jego ojcu, Tadeuszowi Kondratowi, który w ekranizacji Wojciecha Hasa (1968 r.) zagrał Szlangbauma. Poza tym większość aktorów, którzy zagrali w tej adaptacji bądź dziewięć lat później w wersji serialowej w reżyserii Ryszarda Bera, bywała w jego rodzinnym domu albo on bywał gościem w ich domach.
– Kiedy to wszystko skleiło się razem, doszedłem do wniosku, że właściwie nie ma argumentów przeciw. A potem zaczynam sobie budować jakąś nową rzeczywistość. Bo aktor cały czas we mnie tkwi. On jest zakodowany. Więc wyobrażam sobie taki powrót do rzeczywistości, którą znam. Ale, jak się okazuje w praniu: nie do końca, bo technika zmieniła się do tego stopnia, że jest troszkę inaczej (...). Inaczej wygląda kompozycja, inaczej też wygląda czułość w stosunku do aktora i troska o niego. Nigdy nie znajdowałem się w tak komfortowych warunkach przez 60 lat pracy jak teraz. Traktowany jak starzec, którego trzeba usadzić, o którego trzeba zadbać itd., a poza tym – jak jakiś gwiazdor – powiedział Kondrat.
Ignacy Rzecki, który w powieści Bolesława Prusa jest postacią z dwóch światów: mijającego i obecnego, jest mu wyjątkowo bliski. Aktor, na kwietniowej konferencji prasowej wokół „Lalki", przyznał, że przed laty zdarzało mu się siadać przy stoliku Tadeusza Konwickiego w Czytelniku, który mówił: „Pan ma najgorzej, bo pan musi być między tymi światami, my już odchodzimy, a pan jeszcze należy do tego przyszłego".
– I od tego momentu tak się cały czas czuję. A „Lalka" mi to jeszcze bardziej uzmysłowiła. To perspektywa, która daje mi poczucie dotkliwej aktualności tej powieści – podkreślił w rozmowie z PAP Life. I dodał: - Sam jestem zbudowany na bardzo podobnych zasadach jak Rzecki, mimo że nie przeżyłem wojska w taki sposób jak mój bohater, w którym to wojsko buduje jego poczucie dyscypliny, poczucie lojalności i odwagi. W końcu Rzecki prowadzi sam instytucję w takim małym wymiarze, ale dba o jakość tego sklepu podczas nieobecności jego właściciela. Łączy go męska, prawdziwa przyjaźń ze Stanisławem Wokulskim. Z taką przyjaźnią mam do czynienia w swoim życiu, bowiem w najbliższym otoczeniu mam chłopaków, z którymi się wychowywałem na jednym muranowskim podwórku. Potem z nimi chodziłem po górach w trudnych warunkach. Poza tym wszyscy dorastaliśmy w biedzie tamtego czasu, która hartuje charaktery. I to jest jakość życia, którą niesłychanie cenię. Myślę o przyjaźni, o tym, o czym profesor Kołakowski w którymś ze swoich dzieł mówi, że jest jednym z warunków szczęścia w historii życia, które przeżywamy. To jest jeden z sensów fundamentalnych.
Kondrat zdradził także, że w nowej adaptacji „Lalki" Rzecki nie ma swojej narracyjnej roli, tak jak w powieści Prusa. Nie z jego perspektywy opowiadana jest historia.
Maciej Kawalski, reżyser i scenarzysta, zrezygnował z tego. - Zawsze traktowałem swój zawód jako pewien element całości, a nie narzucając swoją osobowość, żądając szczególnej uwagi dla siebie, więc nie zabiegałem o to, żeby to było coś większego. To, co dostałem, jest zupełnie wystarczające, żeby te uczucia, o których mówię, przekazać. Uczucia lojalności, silnego związku uczuciowego ze Stanisławem, który pozwala Rzeckiemu krytykować go w paru sprawach, które wydają mi się bardzo kontrowersyjne. Z miłością nietrafioną na czele – zaznaczył Kondrat.
Aktor podkreślił fantastyczną współpracę z Marcinem Dorocińskim, który gra Wokulskiego. Po raz pierwszy spotkali się przed laty na planie filmu Marka Koterskiego „Wszyscy jesteśmy Chrystusami", w którym Dorociński grał epizodyczną rolę. – Bardzo cenię drogę, którą przeszedł, i myślę, że w roli Wokulskiego jest absolutnie na swoim miejscu – podkreśla.
„Lalka" trafi do kin 30 września. Na ekranie, obok Kondrata i Dorocińskiego, zobaczymy Kamilę Urzędowską jako Izabelę Łęcką oraz Agatę Kuleszę, Krystynę Jandę, Maję Komorowską, Andrzeja Seweryna, Mateusza Damięckiego, Marię Dębską, Karolinę Gruszkę, Maję Ostaszewską, Borysa Szyca, Dawida Ogrodnika, Cezarego Żaka i Andrzeja Chyrę.