23.02.2021, 12:45 Wersja do druku

Kamil Studnicki: Tęsknię do ludzi

- Zacząłem tęsknić za tym, co wkrótce mogło zostać mi odebrane. A to wypełnia moje życie. Wybierając ten zawód mam wrażenie, że człowiek decyduje się na pewnego rodzaju lifestyle. To jest sposób na życie - z aktorem Kamilem Studnickim, w ramach warsztatów dziennikarskich "Młodzi kontra dramat vol. 2" organizowanych przez STUDIO teatrgalerię i portal dwutygodnik.com, rozmawiała Julia Bukowska.

fot. Sisi Cecylia

Julia Bukowska: Ostatni spektakl, który zagrałeś, to była „Matka Joanna od Aniołów”, 6 listopada, czyli ostatni piątek przed zamknięciem teatrów. Jak wyglądał ten wieczór?

Kamil Studnicki: Temu przedstawieniu od początku towarzyszył dziwny ciąg zdarzeń. Nasze próby rozpoczęły się w styczniu, a premiera była początkowo zaplanowana na marzec. Jednak z powodu pandemii zmuszeni byliśmy do przerwania pracy. Po prawie półrocznej przerwie wróciliśmy do teatru i znowu pojawił się problem – zaczęto odnotowywać najwyższe ilości zakażeń. Z każdym dniem padał nowy rekord, więc żyliśmy w strachu, że premiera znowu się nie odbędzie. Robiłem wszystko, co w mojej mocy, żeby pozbyć się towarzyszącego mi lęku. Bardzo trudno jest pracować ze świadomością, że w każdym momencie próby mogą zostać wstrzymane na czas bliżej nieokreślony. Taka sytuacja odbiera motywację do działania. Próby są elementem procesu twórczego. To jest czas, w którym trzeba się całkowicie oddać temu, co się tworzy. Uwierzyć, zatopić się i wypełniać świat, który proponuje reżyser. Trudniej jest to zrobić, kiedy takie funkcjonowanie jest przerywane. Na szczęście udało nam się zagrać premierę. To był wspaniały czas. Byłem bardzo szczęśliwy. A potem przyszedł zimny listopad, a z nim kolejne sploty zdarzeń. Zmarła nasza suflerka. Przyszliśmy na próbę wznowieniową i dowiedzieliśmy się, że nasza kochana Pani Jola, która towarzyszyła nam od początku na próbach, odeszła tego dnia przed świtem. A jeszcze miesiąc wcześniej żartowaliśmy wspólnie w kulisach. W dniu, kiedy Pani Jola pierwszy raz nie zapaliła swojego światełka na spektaklu, w teatrze wyczuwało się jej ducha. Zwłaszcza podczas grania naszego przedstawienia. Zupełnie jakby nas oglądała. Miałem wrażenie, że wszyscy gramy dla Pani Joli. Potem szóstego albo piątego listopada dowiedzieliśmy się o tym, że znowu zamykają teatry i znowu odebrana nam będzie możliwość grania. Nie wiadomo na jak długo. I mogę ci powiedzieć, co czułem w związku z tym wydarzeniem. Moja percepcja zmieniła się całkowicie. To tak jak zamkniesz oczy i możesz zauważyć, że twój słuch się wytęża. Inne zmysły się uaktywniają. Wtedy, kiedy zagraliśmy ten set spektakli, wydawało mi się, że widzę więcej, słyszę więcej. Czułem bardziej. Magia teatru działała na mnie inaczej niż kiedykolwiek. To było przepiękne, bo nagle spostrzegłem elementy, na które przestałem zwracać uwagę. Światło, kostiumy, charakteryzacja, ta scenografia, ta przestrzeń, w której się oddajemy widzowi; my jako postaci, ludzie nas oglądający. To było coś niesamowitego. Nagle poczułem, że widzę to wszystko na nowo. I znowu zrozumiałem jak ważne jest to dla mnie.

JB: Myślisz, że widzowie też to czuli? Oni nie wiedzieli o tym, co się wydarzyło. Czy ta aura była odczuwalna? 

KS: Wydaje mi się, że ludzie, którzy wtedy przychodzili na to przedstawienie do teatru, którzy przy tak wysokich zachorowaniach poświęcili swoje zdrowie po to, żeby nas oglądać, to była jakaś grupa teatromanów. To było dwadzieścia pięć osób każdego wieczora. Wydaje mi się, że ci ludzie czuli tę specyficzną aurę. Samo to, że widzi się na wpół pustą widownię, a widzowie noszą maski na twarzach, siedzą w odstępie tych dwóch metrów od siebie, to był jakiś przerażający widok. A jednocześnie było to wyjątkowe, bo mieliśmy wrażenie, że na widowni siedzą sami miłośnicy teatru. Energia była zupełnie inna.

JB: Jak ten czas wpłynął na wasze relacje w teatrze?

KS: W czasie pandemii wyczuwalna była duża empatia do drugiego człowieka. Wzajemna życzliwość. Łaknienie spotkania, kontaktu, rozmowy, bycia, spełniania się i to bez względu na rolę jaką się pełni w teatrze. Wszyscy jakoś tak empatycznie i otwarcie do siebie podchodzili. Miałem z tyłu głowy przeczucie, że za chwilę znowu może tego zabraknąć. Zacząłem tęsknić za tym, co wkrótce mogło zostać mi odebrane. A to wypełnia moje życie. Wybierając ten zawód mam wrażenie, że człowiek decyduje się na pewnego rodzaju lifestyle. To jest sposób na życie. 

JB: A ty byłeś w teatrze jako widz w trakcie pandemii?

KS: Byłem. Czułem niesamowitą radość, w związku z tym, że przychodzę do teatru. To jest jakieś takie odrodzenie sztuki. Mam wrażenie, że nastąpiła jakaś dekonstrukcja rzeczywistości i ta rzeczywistość konstruuje się powoli na nowo. Tak jest ze wszystkim - z teatrem tak samo. Widzę, że ludzie są bardziej chłonni. Ja byłem bardziej chłonny, czułem się jak pięcioletnie dziecko, które pierwszy raz przychodzi na plac zabaw albo wchodzi na karuzelę. I myślałem: wow! wow! wow! wow! światło! wow! cisza! wow! wszystko pachnie! jaki zapach!, chociaż trudno było poczuć zapach z pod tych masek, ale wiesz, po prostu wszystko tworzyło jakiś taki niesamowity świat i o tej wyjątkowości trochę się zapomniało. 

fot. Magda Hueckel

JB: Starasz się poprzez ten niesamowity świat uświadamiać, wpływać na widzów?

KS: Tak. Po pierwsze biorę udział w przedstawieniach, które dotyczą trudnych tematów. I bardzo to lubię. Gram w różnych gatunkach, podoba mi się to, że jest mi dana taka możliwość. Począwszy od musicalu, poprzez współczesny teatr albo ciekawą konwencję. I w każdym przypadku udało mi się spotkać wspaniałych twórców. Takich, którzy chcą rozwalać stereotypowe myślenie o rolach społecznych, o problemach w społeczeństwie. Chcą budzić umysły ludzi. Jest to dla mnie bardzo inspirujące również w życiu codziennym. Na pewno nigdy nie przeszedłem obojętnie wobec komentarza, który na przykład umniejsza rolę kobiet w społeczeństwie - nie podobają mi się takie komentarze. Również te rasistowskie, czy homofobiczne. Ja bardzo tego nie lubię. Jestem na to uczulony. Bardzo.

JB: Na koniec: twoja przyjemność teatralna sprzed pandemii, na którą czekasz? Coś czego nie było przez ten czas, ale czekasz niecierpliwie aż wróci?

KS: Jest ich bardzo wiele. Ja w ogóle czekam na to, żeby wrócić do normalności. Mam taki rytuał, że kiedy wchodzę do teatru to kupuję kawę przed przedstawieniem. To jest takie fajne, po prostu. Przychodzę do teatru, witam się ze wszystkimi, witam się z garderobianymi, z charakteryzatorkami, z aktorami, wchodzę w kostium. Ale jest taka jedna najważniejsza tęsknota … Tęsknię do ludzi. Do tych, którzy zapełniali fotele teatralne i do kolegów, z którymi pracuję. Tęsknię do tego, żeby widzieć twarze tych ludzi. Tęsknię do zapełnionej widowni.

***

W ramach cyklu "Młodzi kontra dramat vol. 2" zrealizowanego przy współpracy STUDIO teatrgalerii i portalu dwutygodnik.com, powstała publikacja "WRAŻLIWOŚĆ2020" dostępna poniżej.

Pliki do pobrania

Źródło:

Materiał nadesłany

Tematy w toku