EN
24.09.2021, 09:22 Wersja do druku

Jutro będzie koniec

"Gęstość zaludnienia" w reż. Krzysztofa Popiołka z Teatru Kana w Szczecinie na IX Festiwalu "Źródła Pamięci. Szajna - Grotowski - Kantor" w Rzeszowie. Pisze Katarzyna Bolec na blogu Ona recenzuje.

fot. Bartek Warzecha/mat. teatru

Filmu Threads (reż. Mick Jackson ) przedstawiającego losy społeczności brytyjskiego miasta po ataku nuklearnym próżno szukać w rankingach topowych filmów katastroficznych. Obraz z 1984 roku z wyraźnymi odwołaniami do kitchen sink realism – nurtu w brytyjskim kinie cechującego się naturalizmem w ukazywaniu codziennych problemów klasy robotniczej – ma jednak status kultowego. Na ekranie widzimy jak brak podstawowej opieki medycznej, żywności i wody doprowadza do całkowitego rozpadu więzi rodzinnych i społecznych. Tytuł produkcji (w dosłownym tłumaczeniu nici, osnowa) wymyka się jednoznacznej interpretacji –  może odnosić się do fragmentów-strzępków wspomnień sprzed wybuchu wojny atomowej, które nachodzą bohaterów w niekontrolowanych reminiscencjach albo do ubrań tkanych ze skrawków materiału przez dzieci ocalałe z katastrofy.

Skojarzenia z Threads nasuwają się same w przypadku spektaklu Gęstość Zaludnienia Teatru KANA (reż. Krzysztof Popiołek). Podobnie jak u Jacksona, bohaterowie wspomnianego przedstawienia – ofiary katastrofy – ze strzępków wspomnień próbują odtworzyć emocje towarzyszące im po wielkim wybuchu. W przedstawieniu mamy jednak do czynienia z konsekwencjami realnej, a nie post apokaliptycznej tragedii. Osnową Gęstości Zaludnienia są historie mieszkańców Czarnobyla zebrane w powieści Czarnobylska modlitwa. Kronika przyszłości. Swietłany Aleksijewicz. Tekst noblistki jest jednak tylko kanwą na której twórcy spektaklu próbują zbudować uniwersalną opowieść o życiu po katastrofie. Opowieść polifoniczną nacierającą ze wszystkich stron niczym projekcje tsunami wyświetlane w jednej z pierwszych scen spektaklu. Ta w założeniu uniwersalna historia ustępuje pod naporem tekstu białoruskiej pisarki. Przedstawienie dryfuje w stronę inscenizacji reportażu Aleksijewicz – jakby język autorki był zbyt charakterystyczny, aby można go było swobodnie cytować w ramach innego dzieła. Jak opowiedzieć o katastrofie ? – wydają się pytać twórcy spektaklu. A może słowo nie jest wystarczającym środkiem ekspresji, aby wyrazić ogrom cierpienia fizycznego i psychicznego ofiar wszelkich katastrof? Tytułowa gęstość być może odnosi się do spiętrzenia form werbalnego przekazu, które nie są adekwatne do rzeczywistości po katastrofie – dlatego muszą zostać wzmocnione przez pozostałe środki ekspresji teatralnej: gest, ruch, mimikę, taniec.

W przedstawieniu Teatru Kana możemy wyróżnić dwie części – w pierwszej statycznej, składającej się z monologu człowieka zastanawiającego się nad sensem życia w świecie po katastrofie, jeden z bohaterów wspomina pozornie błahe wydarzenia z dzieciństwa na równi z tymi dramatycznymi (wywózka całej rodziny do łagru). Jego urywana opowieść, stylizowana na niektóre kwestie męża z Szaleństwa we dwoje Ionesco, stanowi sama w sobie niepokojące świadectwo człowieka, który w sytuacji zagrożenia staje się całkowicie bezradny. Dwie części spektaklu – statyczna i dynamiczna oddzielone są od siebie tanecznym interwałem. Aktorzy wcielający się w ofiary czarnobylskiej katastrofy (Bibianna Chimiak, Karolina Sabat, Dariusz Mikuła, Piotr Starzyński) – fizyka, dziewczynę i lekarkę – opowiadają co robili tego feralnego dnia. A gdy już nie mogą mówić – zatracają się w histerycznym tańcu. Poszczególne kroki tego tańca przypominają ruchu wykonywane na bieżni – jakby ocaleńcy na przekór swoim doświadczeniom, próbowali podkreślić swoją witalność. Narracja werbalna w pewnym momencie staje się zbyt gęsta – prawie nie do zniesienia. Obrazy cierpienia ludzi i zwierząt (wstrząsający monolog ewakuacji miasta podczas której nie pozwolono zwierzętom domowym wejść do autobusów razem z ludźmi) tworzą warstwę od której nie sposób się uwolnić. Biały obłok wiszący u sufitu reprezentujący radioaktywną chmurę przypomina swoją strukturą niewinną watę cukrową – zostawiającą na wszystkim lepki film.

fot. Piotr Nykowski

Niemożność zwerbalizowania przeżyć jest świetnie pokazana w scenie, w której słowa młodej kobiety powtarzającej niczym mantrę, że jej narzeczony cierpi na chorobę popromienną zlewają się z krzykami innego bohatera. Scenografia spektaklu (Anna Wołoszczuk), składająca się z makiety prowizorycznego domu z akwarium z rybkami w środku, dodatkowo wzmacnia wrażenia kruchości ludzkiej egzystencji, którą w każdym momencie można zredukować do podstawowych potrzeb: karmienia i wydalania. Spektakl Teatru Kana pomimo swojej pesymistycznej wymowy, daje nadzieję na lepsze jutro. Ale to ” jutro” ma zależeć od nas samych. W finale słyszymy fragmenty sondy przeprowadzonej wśród dorosłych i dzieci na temat lęków dotyczących przyszłości. Jej uczestnicy mają podobne obawy jak bohaterowie Czarnobylskiej Modlitwy: strach przed utratą najbliższych, bombardowaniem, wojną, chorobą. Marzą jednak o „lepszym jutrze” i czują się za nie chociaż częściowo odpowiedzialni.Twórcy Gęstości Zaludnienia nie stawiają diagnozy na bolączki współczesnego świata, lecz rejestrują nastroje i emocje społeczne. W kontekście ostatnich wydarzeń w naszym kraju i na świecie(kryzys migracyjny i klimatyczny, łamanie podstawowych praw człowieka) przedstawienie Teatru Kana, zaprezentowane podczas Festiwalu Źródła Pamięci. Szajna – Grotowski – Kantor, nie tylko przypomina nam klasyczny reportaż Aleksijewicz, ale również uświadamia, że branie odpowiedzialności za swoje czyny, dbałość o środowisko i relacje z najbliższymi nie jest wyłącznie sloganem, ale realną pracą u podstaw.

Źródło:

onarecenzuje.wordpress.com
Link do źródła