I co ja mam powiedzieć? Wojtek Karolak, Wojtuś, kochany zając odszedł. Był jednym z moich kilku największych przyjaciół - napisał na Facebooku Jan Ptaszyn-Wróblewski. A lada dzień mieliśmy pojawić się na planie u Janusza Majewskiego by wspominać - dodał.
Inne aktualności
-
Warszawa. Spektakl „Stacja” – Otwarta Scena IT
18.04.2026 18:25
- Warszawa. Spotkanie wokół książki: „Teatr i niepełnosprawność. Antologia tekstów scenicznych i performatywnych” 18.04.2026 18:09
- Warszawa. Czytanie dramatu Jarosława Mikołajewskiego w pracowni na Ochocie 18.04.2026 13:25
-
Łódź. Premiera koncertu poświęconego pamięci Magdy Umer na Festiwalu OFF Północna
18.04.2026 11:19
-
Nowy RAPTULARZ: Między historią i mitem. Polityka historyczna w sztuce
18.04.2026 09:22
- Łódź. Polański, Starski i Edelman na prezentacji „Pianisty” w rekonstrukcji 4K 18.04.2026 09:18
-
Warszawa. Rave na Międzynarodowy Dzień Tańca
18.04.2026 09:12
-
Warszawa. Warsztaty „Zgoda na obraz. Granice fotografii w teatrze”
18.04.2026 09:00
- Warszawa. Wiesław Myśliwski spoczął na Powązkach Wojskowych 17.04.2026 17:32
- Warszawa. „Prawda” w reżyserii Wojciecha Malajkata już w kwietniu na scenie Małej Warszawy 17.04.2026 16:18
- Warszawa. Plenerowy projekt „Młodzi” – otwarty nabór uczestników 17.04.2026 16:10
- Warszawa. Warsztaty Variété 21 z Maciejem „Gąsiem” Gośniowskim 17.04.2026 16:06
- Gdańsk. „Metropolis. Refleksje z naszych czasów” – taneczna premiera w Operze Bałtyckiej 17.04.2026 14:26
- Gdańsk. Muzeum II Wojny Światowej zaprasza na monodram „Welewetka. Jak znikają Kaszuby” 17.04.2026 14:07
"Ja byłem już, jak to się mówi, kimś, kiedy zawitałem z sekstetem Komedy do Krakowa" - przypomniał Jan Ptaszyn-Wróblewski. "Tam, w Piwnicy pod Baranami grał na saksofonie słodziuteńko młody, potwornie elegancki rosły chłopak. To był Wojtek. Trąbiliśmy potem na dwa tenory i bardzo, bardzo się zaprzyjaźniliśmy. Odwalaliśmy różne joby jako studenci akademii muzycznej wraz z Guciem Dylągiem, po czym rektor wzywał nas do siebie. Mnie wypuszczał, Gucia opyskowywał, Wojtka zaś wylewał na bruk. Ale Wojtek swym urokiem zawsze umiał wszystkich przebłagać i wciągano go z powrotem na listę" - opisał.
"W końcu los nas zetknął w kwintecie Kurylewicza. Wojtka już jako pianistę. Pianistę, jakiego ze świecą szukać. Kiedy jechaliśmy do Francji Kuryl nie dostał paszportu i powstał Polish Jazz Quartet. Mówi się często, że mój, ale Wojtek był współliderem. Po kilku wspaniałych latach wyjechał do Szwecji. Zakochał się w Hammondach i musiał na nie zarobić. Ja zostałem bez stałej kapeli. Po kilku latach zacząłem mieć problemy z graniem: albo myśli wybiegały za daleko, albo palce przebierały za szybko. Było do bani i przestałem w ogóle grać sola" - wspominał Ptaszyn-Wróblewski.
"I nagle wrócił Wojtek. Spotkaliśmy się w radiowej trójce na nagraniu. Ja z czymś tam, On chyba z Michasiem Urbaniakiem. Ot tak sobie stanęliśmy, ot tak, że coś na rozgrzewkę zagramy. On nabił tempo, uderzył w klawiaturę, a mnie nagle wszystkie złe moce odpuściły i to na zawsze" - podkreślił legendarny muzyk jazzowy.
"Więc graliśmy razem w Mainstreamie. I to były jedne z najpiękniejszych czasów. Spłonął nam samochód w Holandii, płonęły organy Wojtka w Polsce. Wojtek mieszkał u mnie trzy miesiące, wiozłem go do ślubu z Marysią Czubaszek. Nic nie mogło zmącić jego spokoju. Potem różnymi ścieżkami chodziliśmy. Kiedy na siebie wpadaliśmy, to zawsze kończyło się na minutce rozmowy, która przeciągała się do niemal ranka następnego dnia, jak w Sulęczynie u Adasia Czerwińskiego, kiedy nocny chłód gnaty nam mroził, a my ogrzewaliśmy się od papierosów. Ewentualnie podśpiewywaliśmy sobie furę tematów, co kończyło się koncertem. Ostatni raz dwa lata temu w Piwnicy pod Baranami. No i okazało się, że życie zatoczyło koło. Grałem z Wojtkiem od Piwnicy do Piwnicy" - napisał Ptaszyn-Wróblewski.
"I więcej, na tym padole już nie będzie. No, ale kiedy się tam "u góry" zejdziemy.… Chyba, że On znów po jakieś Hammondy do innego raju na chwilkę. No, ale czas już nas gonić nie będzie. Przeto do widzenia Wojtusiu" - zakończył opublikowane na portalu społecznościowym wspomnienie o przyjacielu Jan Ptaszyn-Wróblewski.
O śmierci Wojciecha Karolaka poinformował w środę mediach społecznościowych dziennikarz muzyczny Hirek Wrona. Pianista, wirtuoz gry na organach Hammonda i kompozytor miał 82 lata.