EN
23.06.2021, 17:44 Wersja do druku

Uwaga na Rybalchenkę, ale i na Zamarę

Telewizyjna wersja konkursu „Młody tancerz roku" odwzorowana została z piosenkarskich programów wyłaniających najmłodsze talenty. Podobnie jak tam, jurorzy skompletowani z praktyków i tzw. autorytetów, oceniając poszczególnych uczestników, sprawiają wrażenie, że powinni ich wyłącznie chwalić, zachwycać się nimi i prawić im komplementy. Mają bowiem do czynienia z wyselekcjonowanymi już wcześniej młodymi artystami i wydaje się tylko wchodzić w grę skala pozytywów, bo albo nie mają już co krytykować, albo po prostu nie wypada. Jesteśmy więc świadkami afirmatywnych monologów oceniaczy, prześcigających się w chwaleniu i rozpieszczaniu speszonych, choć zadowolonych, przytakujących i dziękujących laureatów.

Tak też było w finale konkursu „Młody tancerz roku", kiedy to obie „panie - autorytety" ględziły niemiłosiernie (Iwona Pasińska - nowa dyrektorka PTT i Aleksandra Dziurosz z Instytutu Muzyki i Tańca), a sytuację ratowały tylko niektóre wypowiedzi Emila Wesołowskiego. Telewizyjną formułę tych konkursów należałoby zmienić i uatrakcyjnić, pomijając wypowiedzi początkujących tancerek, bo ludzie baletu mają więcej do zatańczenia niż do powiedzenia (chyba że we własnym gronie w teatralnej garderobie). Jak to uczynić - nie powiem, zwłaszcza że nikt mnie o to nie pyta.

Tegorocznym tancerzem roku został zjawiskowy Artem Rybalchenko, od wielu lat zadomowiony z rodziną w Polsce artysta ukraiński, absolwent gdańskiej Szkoły Baletowej, którą po Bronisławie Prądzyńskim kieruje - jak widać z sukcesami - Sławomir Gidel. Z tej samej szkoły dobrze zaprezentowała się w finale Anna Shmatchenko oraz ubiegłoroczna zwyciężczyni Julia Ciesielska.

Bytom reprezentowały Tamiła Dudnik i Julia Bielska, a Warszawę jedyna Barbara Postek. O finalistach z poznańskiej i łódzkiej szkoły ani widu, ani słychu. Udział w tej konkurencji jednego tylko tancerza płci męskiej sugeruje kryzys naboru polskich kandydatów do uprawiania sztuki tańca, a przewaga nazwisk cudzoziemskich świadczy o poważnych zaniedbaniach w poszukiwaniu rodzimych talentów, z których w przeszłości słynęliśmy w całej Europie. Artem Rybalchenko, artysta młody, ale już dorosły, sprawny, urodziwy i doskonale wyszkolony, zapewne już został zaangażowany do Polskiego Baletu Narodowego, albo nastąpi to wkrótce. Dyrektor Krzysztof Pastor lubi przecież cudzoziemców.

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Tytuł oryginalny

Uwaga na Rybalchenkę, ale i na Zamarę

Źródło:

Tygodnik Angora nr 26