Logo
Recenzje

Jak teatry niezależne opowiadają o katastrofie klimatycznej?

22.12.2025, 14:32 Wersja do druku

„Pieśni Żab – Głos z Bagna” w reż. Jakuba Palacza z Teatru ELOE w Krakowie, „Będzie coraz cieplej” w chor. Alicji Borkowskiej, Natalii Lis, Pavela Tavaresa i Łukasza Wójcickiego ze Strefy WolnoSłowej w Warszawie oraz „Mars” Mariusa von Mayenburga w reż. Jakuba Kowalika ze Sceny Supernova w Krakowie, w ramach programu OFF Polska. Pisze Magdalena Ożarowska.

fot. Zofia Kita

Kiedy myślę o teatrze offowym czy niezależnym, pierwsze, co przychodzi mi do głowy, to pieniądze. Podejrzewam, że nie jestem w tym odosobniona. 

Dużo mniejszy budżet produkcyjny w porównaniu z teatrami instytucjonalnymi, brak stałych dofinansowań, a przez to brak możliwości zatrudniania osób na etatach. Teatr offowy robi się po godzinach, po skończeniu pracy zarobkowej i ułożeniu dzieci do snu. Często trzeba tworzyć z niczego, korzystając z własnych zasobów grupy: zarówno materialnych, jak i intelektualnych. Ktoś przyniesie nienoszone ubrania czy nieużywane tekstylia, inna osoba podzieli się know-how, jak z tych skrawków uszyć dekorację, jeszcze kolejna osoba przymocuje tkaninę do ściany. Działając kolektywnie, inaczej myślimy o teatrze, performowaniu i relacji z publicznością. 

Wrzesień i październik minęły mi pod znakiem oglądania spektakli offowych. Widziałam przedstawienie muzyczne Teatru ELOE Pieśni Żab – Głos z Bagna, spektakl Mars wyprodukowany przez krakowską Scenę Supernovą oraz kolektywny projekt o klimacie Strefy WolnoSłowej Będzie coraz cieplej. Oprócz tego, że wszystkie wymienione łączy podobna tematyka – zwrot ku naturze i sugestia, by nieustannie namyślać się nad przyszłością – na pierwszy plan wysuwają się następujące elementy: wspólnotowość, partycypacja i projektowanie włączającego wydarzenia. 

Rzadko kiedy w teatrze instytucjonalnym (nie mówię o spektaklach dedykowanym młodym odbiorcom) obserwuję na widowni dzieci, nastolatków, młodych dorosłych czy osoby z niepełnosprawnościami. Mimo pięknych deklaracji o inkluzywności i otwartości, teatr publiczny pozostaje bardzo elitarnym medium. Wpływają na to ceny biletów (wahające się od kilkudziesięciu do kilkuset złotych), ale też dość skostniała i rygorystyczna forma doświadczania rzeczywistości scenicznej: siedzenie w ciemnym pomieszczeniu przez kilka godzin i utrudniona możliwość ucieczki. Nie próbuję przez to powiedzieć, że należy otworzyć drzwi, pozwolić publiczności korzystać z telefonów podczas spektakli i robić przerwy co piętnaście minut, bo każdy ma teraz problemy z deficytem uwagi. Jednak to, czego mi brakuje – to przyzwolenie na luz, które obserwowałam przez ostatnie dwa miesiące, uczestnicząc w produkcjach grup niezależnych. Biegające dzieci, wstawanie i zmienianie miejsca, uwzględnianie różnych odbiorców i odmiennych sposobów odbierania sztuki, próbowanie rozmaitych języków, komponowanie mozaikowego dzieła, w którym można uczestniczyć na dowolnym poziomie zaangażowania. Mam poczucie, że w teatrach publicznych jest zbyt wiele powagi i nadęcia, które nie zachęcają, a wręcz hamują publiczność w żywym reagowaniu. 

Żadna z produkcji, które obejrzałam, nie była klasycznym przedstawieniem dramatycznym. Pieśni Żab – Głos z Bagna przypominały koncert lub radiowe słuchowisko. Mars – projekt site-specific – sięgał po elementy teatru fizycznego. Będzie coraz cieplej określiłabym jako instalację performatywną. Wszystkie projekty cechowała interdyscyplinarność i poszukiwanie alternatywnych względem tradycyjnych i fabularnych metod opowiadania. Każda z grup zdecydowała się zwrócić ku bohaterom nie-ludzkim: bagnom, rzekom, zwierzętom. Naturze towarzyszyli ludzie – społeczności autochtoniczne, migranci czy obrońcy rzek walczący o ich podmiotowość. Artyści i artystki tworzyli ze świadomością, że znane sposoby opowiadania nie przystają do mnogości doświadczeń świata pozaludzkiego – potrzebujemy nowych języków, musimy spróbować porzucić ludzką optykę. Nie uda się to bez prób, sprawdzania i błądzenia.

Pieśni Żab – Głos z Bagna | Teatr ELOE   

Spektakl w reżyserii Jakuba Palacza opiera się na dość prostej strukturze dramaturgicznej, która początkowo czaruje, jednak z czasem przytłacza swoją monotonnością. Leśna przewodniczka snuje opowieść o dziewczynie, która wyjechała z dużego miasta i zakochała się w wiejskiej przyrodzie – bagnie i łące. Performerka wypowiada kilka linijek tekstu, po czym cały zespół aktorski wykonuje piosenkę. Kilka zdań. Utwór muzyczny. Kilka zdań. Utwór muzyczny. I tak do końca przedstawienia… Obrana przez realizatorów dramaturgia sprawdziłaby się w spektaklu dla młodego widza, jednak wydarzenie skierowano do szerszego grona odbiorców. 

Teatr ELOE wystąpił gościnnie na podwórzu krakowskiej Sceny Supernovej – niezamieszkanej, nieco upiornej, lecz klimatycznej kamienicy obrośniętej bluszczem. W głębi patio zbudowano niewielki drewniany podest, który okala rosnące w centralnym punkcie drzewo. Mimo że budynek znajduje się w centrum miasta tuż przy ruchliwej ulicy Józefa Dietla (która przed stu laty była korytem rzeki oddzielającym dzielnicę Kazimierz od Starego Miasta), nie dochodzą tu żadne dźwięki aglomeracyjne. Oprócz charakterystycznych dla Krakowa gołębi i rzadziej spotykanych w tkance miejskiej nietoperzy nie usłyszałam ani syreny, ani szumu samochodów. Miałam poczucie, że miasto ucisza się, by oddać głos i przestrzeń głównemu bohaterowi spektaklu – bagnu. Po lewej stronie podestu umiejscowiono zespół aktorsko-muzyczny, po prawej rozwieszono białe płótno, na którym w zapętleniu wyświetlany jest film przedstawiający torfowisko i rosnącą wokół niego bujną roślinność. 

W ostatnich latach klimatolodzy, biolożki i osoby aktywistyczne wykonały ogromną pracę na rzecz zwiększania świadomości społecznej. Coraz więcej mieszkańców buntuje się przeciwko tzw. betonozie oraz rewitalizacji centralnych punktów miejskich, polegającej na usuwaniu zieleni i ścinaniu drzew na rzecz wylewania betonu, co prowadzi do tworzenia miejsc przegrzanych, w których nie ma możliwości schronienia się przed słońcem czy deszczem (odsyłam do świetnej książki działacza miejskiego Jana Mencwela Betonoza. Jak się niszczy polskie miasta). Niski poziom wód w rzekach budzi niepokój, a katastrofa ekologiczna na Odrze (od 2022) uruchomiła rzesze ludzi, prowokując do tworzenia wspaniałych projektów, zarówno artystycznych, jak i społecznych. 

W Krakowie od 2012 roku cyklicznie organizowana jest Wodna Masa Krytyczna przez społeczność Składu Solnego. To właściwie jedyny dzień w roku, w którym mieszkanki i mieszkańcy wchodzą do rzeki. Przemierzają odcinek Wisły na własnoręcznie wybudowanych tratwach i łódkach, przyozdobionych kajakach oraz fikuśnych pontonach. Przeglądając fotografie, dostrzegam tratwy w kształcie: popielniczki, jednorożca, karuzeli, jamnika, łabędzia, stworzeń morskich we wszystkich kolorach tęczy – artystów ogranicza jedynie wyobraźnia. Inicjatorzy wydarzenia przypominają o fundamentalnych kwestiach: zmianach klimatycznych, globalnym ociepleniu oraz niekontrolowanej urbanizacji. Przez „regulowanie” przyrody tracimy dostęp do dóbr publicznych, które niegdyś stanowiły ważne przestrzenie wspólnototwórcze. Zanieczyszczenia nie pozwalają traktować rzek jako naturalnych kąpielisk – przed budową stopnia wodnego Dąbie przy Wawelu mieściła się ogromna, piaszczysta plaża. Prostowanie koryt rzecznych zaburza ich naturalny bieg i przyczynia się do usychania mniejszych akwenów (Mencwel przybliża to zjawisko w innej znakomitej lekturze wydanej przez Krytykę Polityczną Hydrozagadka. Kto zabiera polską wodę i jak ją odzyskać). Członkini Składu Solnego, Cecylia Malik, w 2017 roku założyła ekofeministyczny kolektyw Siostry Rzeki – ruch działający na rzecz upodmiotowienia rzek oraz odzyskiwania wód utraconych w wyniku rewitalizacji.

Rzeki zajmują silną pozycję w przestrzeni publicznej i sztukach wizualnych. Poza istotnymi czynnikami biologicznymi gromadzą wokół siebie społeczności, często stanowiąc centralne punkty miast i wsi. Inaczej jest z bagnami. Nie są to miejsca, nad którymi spędza się czas wolny. Pozostają ukryte i na pierwszy rzut oka nie wyglądają spektakularnie. Jeśli nie posiadają odpowiedniej infrastruktury ani nie są terenami chronionymi czy częściami parków narodowych/krajobrazowych, nie stanowią popularnych destynacji przyrodniczo-turystycznych. Torfowiska porównuje się do gąbek – magazynują wodę, ale przede wszystkim pochłaniają dwutlenek węgla z atmosfery. W cieplejszych miesiącach obniżają temperaturę w okolicy – różnica między temperaturą tuż przy torfowisku a miejscem oddalonym o kilkaset metrów potrafi sięgać nawet kilkunastu stopni Celsjusza. Mimo  kluczowych dla środowiska aspektów nie uruchamiają tak silnych afektów jak rzeki. Tym bardziej cieszy mnie, że twórcy postanowili uczynić bagno głównym tematem i bohaterem przedstawienia.

fot. Agata Kubis

Będzie coraz cieplej | Strefa WolnoSłowa

Strefa WolnoSłowa to jedno z najważniejszych miejsc offowych na teatralnej mapie Warszawy. Grupa złożona z aktywistek i animatorek kultury działa od 2012 roku, zapraszając do udziału w projektach artystyczno-społecznych osoby o różnym pochodzeniu kulturowym i religijnym, w różnym wieku i z odmiennym doświadczeniem. Tworzą spektakle, w których przyglądają się przede wszystkim procesom migracyjnym. Cykl działań pod tytułem Będzie coraz cieplej otwierał nowy rozdział w historii fundacji. Po dziesięciu latach współpracy Strefa pożegnała się z Teatrem Powszechnym i otrzymała od miasta nową przestrzeń. Jej siedziba mieści się przy ulicy Kaliskiej 8/10 w dzielnicy Ochota. 

Będzie coraz cieplej to rozbudowane wydarzenie teatralne składające się z pięciu działań performatywnych odbywających się dzień po dniu. Pierwszego dnia odbył się performans w audytorium Muzeum Sztuki Nowoczesnej, drugiego – spacer performatywny, trzeciego – wieczór poezji performatywnej, a czwartego – wspólne czytanie Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka. Cykl zamykała trzygodzinna instalacja. Wszystkie wydarzenia były bezpłatne i poruszały podobne zagadnienia, nie stanowiły jednak kontynuacji poprzednich, co pozwalało uczestniczyć w dowolnej liczbie części. Zdecydowałam się opisać jedynie pierwszy dzień. 

Na drewnianych ławach i podestach, w dużych odstępach, usadzono performerki i performerów, którzy w dłoniach trzymali emaliowane misy. W słuchawkach rozdanych publiczności przed rozpoczęciem przedstawienia początkowo było słychać dźwięki rwącej rzeki, a następnie nagrane wcześniej monologi w języku polskim i angielskim. Wielkie, życiodajne dla ludzi i nie-ludzi akweny: Rio Doce, Niger i Missisipi były przedmiotem namysłu zróżnicowanej pod względem wieku, płci i doświadczenia aktorskiego grupy. Każda z tych rzek została zdewastowana wskutek działalności człowieka. 

Na ścianie wyświetlane są obrazy rzek z nałożonym na nie różowym filtrem – jakby twórcy i twórczynie próbowali ukryć skalę zniszczenia i zanieczyszczenia. Widzimy rzeki brudne, wypełnione śmieciami i wyschnięte. Kadry szybko się zmieniają, a grupa w tym czasie wykonuje układ choreograficzny: performerki i performerzy przelewają wodę z miski do miski, wiją się między sobą, przybierają pozy imitujące ruch fal. Jedna z performerek zabrudza wodę czarną, niezidentyfikowaną substancją, która powoli zaczyna „infekować” inne misy. 

W warstwie tekstowej autorzy i autorki (koncepcja, dramaturgia, wideo, choreografia: Alicja Borkowska, Natalia Lis, Pavel Tavares, Łukasz Wójcicki) przywołują dwie społeczności autochtoniczne znane z walki o ochronę środowiska: Krenaków z Brazylii oraz Ogonów zamieszkujących deltę Nigru w południowej Nigerii. Krenakowie są związani z rzeką Rio Doce, którą traktują jak żywą istotę. Działalność kopalni doprowadziła do jej zanieczyszczenia i zmusiła lud do przemieszczenia się. Ogoni z kolei weszli w konflikt z  koncernem paliwowym Shell, oskarżając firmę o katastrofę ekologiczną spowodowaną masowym wydobywaniem ropy naftowej. 

Perfomerki i performerzy wspólnie przygotowują transparent. Czarnymi pisakami nanoszą napis „AND STILL I RISE” (tytuł książki afroamerykańskiej pisarki i poetki Mayi Angelou), składając hołd rzekom i tym, którzy stają w ich obronie.

17 września 2025 roku w Muzeum Sztuki Nowoczesnej działacze Ostatniego Pokolenia pokryli pomarańczowym sprayem pracę jednego z najbardziej uznanych współczesnych polskich fotografów, Rafała Milacha, przedstawiającą blokadę uliczną – zapraszając tym samym do okupacji Sejmu. Kilka dni później Milach dokleił do zaspray’owanego zdjęcia trzy fotografie z protestu aktywistów klimatycznych, do udziału w którym zachęcali poprzez akt „dewastacji”. Takie piękne postscriptum do akcji Ostatniego Pokolenia i piękny prolog do instalacji Strefy WolnoSłowej. 

fot. Paulina Madeja

Mars | Scena Supernova 

Mars to adaptacja sztuki niemieckiego dramatopisarza Mariusa von Mayenburga. W niedookreślonym czasie i miejscu (może jutro, może za dziesięć lat, może za kilkaset) w obliczu nadchodzącej katastrofy klimatycznej kilku bohaterów przechodzi wstępne eliminacje, by uzyskać miejsce w marsjańskiej kolonii. Bogaci wykupili połacie ziemi w Nowej Zelandii, gdzie wybudowali schrony. Mniej zamożni są skazani na niekończącą się tułaczkę bądź śmierć. W grupie znajdują się ojciec Achim z córką Joanną oraz bracia bliźniacy Edgar i Oskar. Przemierzają demoniczny las, który posiada właściwości magiczne – autor sztuki tak opisał go w didaskaliach: „Daleko z tyłu las mozolnie wydaje na świat trzy sylwetki. Potem je połyka, wypluwa znów nieco bliżej, połyka, wypluwa, połyka, wypluwa” . Podróż stanowi punkt wyjścia dla akcji scenicznej, dlatego też twórcy i twórczynie krakowskiego przedstawienia zdecydowali się na projekt site-specific. Publiczność śledzi postaci nie tylko na scenie, ale też na klatkach schodowych, w piwnicach, niewyremontowanych pomieszczeniach oraz – wspomnianym już wcześniej – patio obrośniętym bluszczem. 

Spektakl rozpoczyna się w foyer, do którego wkraczają aktorzy ubrani w kostiumy będące połączeniem odzieży outdoorowej z futurystycznymi elementami oraz maski (za kostiumy odpowiada Klaudia Hegab). Po krótkiej sekwencji zapraszają widownię do niewielkiej sali teatralnej. To tutaj poznajemy głównych bohaterów – oprócz wymienionych – także Yannicka (w tej roli reżyser przedstawienia, Jakub Kowalik), rekruta marsjańskiej kolonii. Yannick wydaje dość niekomunikatywne polecenia, charakteryzuje się raczej niską inteligencją emocjonalną, co sugeruje, że może nie być człowiekiem. Rodziny nieustannie się ze sobą kłócą – ojciec Achim (Krystian Gut) z córką Joanną (Paulina Dyl) o nieprzystawalność i niepoprawne odczytywanie zadań rekruta. Z kolei jeden z braci, Edgar (Antoni Rzucidło) planował samotną wyprawę, jednak jego brat Oskar (Aleksander Gałązka) niespodziewanie mu w tym przeszkodził. Oskar jest agresywny, prawdopodobnie choruje na schizofrenię (jego brat cały czas powtarza, by zażył haloperidol, stosowany właśnie w łagodzeniu objawów tego schorzenia). 

W ślad za aktorami opuszczamy scenę i wędrujemy do piwnicy, gdzie postaci spotykają przetrzymywane w niewoli małpy. To intrygujące zderzenie – zarówno na poziomie tekstu, jak i w kontekście metateatralnym: ścierania się klasycznego aktorstwa z performatywnym (nawet na stronie internetowej Sceny Supernovej rozróżniono obsadę od performerów-zwierząt). Osoby performerskie kradną show tym drugim – jak głosi powiedzenie: dorosły człowiek nigdy nie wygra z dzieckiem czy zwierzęciem na scenie. Całą uwagę pochłaniają osoby niezwiązane zawodowo z teatrem, które potrafią oczarować autentycznością i oryginalnością. Kyrillos Aleksandrov, Natalia Hrytsyna, Katsiatyna Khmialnitskaya oraz Magdalena Tryba porywają swoją dzikością i lekkością performerską. Ani na chwilę nie wychodzą z roli, biegają, wspinają się po rusztowaniu, zaczepiają i konfundują. Nawet siedząc, rzucają ciekawskie spojrzenia i drapią stopami twarz. Uruchamiają też w bohaterach wewnętrzne konflikty i rozterki. Decyzja obsadowa jednak uwiera – postaci humanoidalne grane są przez Polki i Polaków, a zwierzęta (z wyłączeniem jednej performerki) przez osoby pochodzenia niepolskiego. 

Mimo że tekst Mayenburga stanowi odpowiedź na katastrofę klimatyczną i niebywale głupi pomysł miliarderów, by kolonizować kolejną planetę, to skupia się na ludziach oraz na stanach emocjonalnych i psychofizycznych, jakie katastrofa potrafi wywołać. A szkoda, bo apokaliptycznych tekstów kultury jest nieskończenie wiele (choćby naprawdę świetny serial The Last of Us). Nie potrzebujemy katastrofy klimatycznej jako tła, by opowiadać o rozpadzie relacji międzyludzkich. Warto porzucić ludzką perspektywę i zastanowić się, co stanie się ze zwierzętami, które przeżyją Homo sapiens. W Marsie wyprodukowanym przez Scenę Supernovą to właśnie najciekawszy moment – porzucenie ludzkich dramatów i obserwacja zwierząt wydostających się spod ludzkiej dominacji.

Pieśni Żab – Głos z BagnaBędzie coraz cieplej oraz Mars połączyłam w jednym artykule na potrzeby programu OFF Polska, prowadzonego przez Instytut Teatralny im. Zbigniewa Raszewskiego. Wszystkie projekty stanowią odrębne, niezależne podmioty. Łączy je jedynie tematyka, odróżnia forma wykonania – niektórzy bazowali na tekście, inni na ruchu czy muzyce. Mam poczucie, że w ostatnich latach teatr instytucjonalny odwrócił się plecami do katastrofy klimatycznej – jest ona tak straszna i niewyobrażalna, że dyrektorzy i dyrektorki sięgają po otulające widza propozycje. Nie oznacza to jednak, że w teatralnym mainstreamie brakuje spektakli dotyczących zmian klimatycznych. Warto wspomnieć choćby schodzący właśnie z afisza Raj. Potop w reżyserii Grzegorza Jaremki (Teatr Studio), choreograficzny spektakl Agaty Siniarskiej You are safe (Nowy Teatr) oraz przedstawienia Macieja Podstawnego dla dzieci i młodzieży – Jadłonomia (również Teatr Studio) i Greta i ostatni wieloryb (Teatr im. Jerzego Szaniawskiego w Wałbrzychu). Na koniec listopada zaplanowano także premierę spektaklu dokumentalnego Greta w reżyserii Mateusza Atmana i Agnieszki Jakimiak w Teatrze Ochoty. Cieszę się, że teatry niezależne wykorzystują swoją trudną na wielu płaszczyznach pozycję i opowiadają o rzeczach niewygodnych.

***

Marius von Mayenburg, Mars

Reżyseria: Jakub Kowalik

Obsada: Paulina Dyl, Aleksander Gałązka, Krystian Gut, Jakub Kowalik, Antoni Rzucidło

Performerzy: Natalia Hrytsyna, Katsiatyna Khmialnitskaya, Magdalena Tryba, Kyrillos Aleksandrov

Asystent reżysera: Kyrillos Aleksandrov

Muzyka: Justyna Zawiślan, Wojciech Sochaczewski, Aleksander Minaiev

Scenografia: Paweł Łubkowski

Asystentka scenografa: Magdalena Dudek

Kostiumy: Klaudia Hegab

Asystent kostiumografki: Kacper Słodyczka

Ruch sceniczny: Martyna Dyląg

Immersja: Bartosz Bizański

Oprawa graficzna: Jakub Szachnowski

Tłumaczenie tekstu: Karolina Bikont

Światło: Piotr Werewka, Dariusz Nawrocki

Dźwięk i efekty specjalne: Maksymilian Czarnecki

Promocja: Paulina Madeja

Konsultacje wokalno-aktorskie: Piotr Piecha

Produkcja: Scena Supernova

***

Pieśni Żab – Głos z Bagna

Scenariusz: Ewa Langer

Reżyseria: Jakub Palacz

Występują: artyści z ELOE Theater of Noise (Ewa Langer, Jakub Palacz, Żaneta Seweryn, Małgorzata Grygierczyk, Aleksandra Zawiślak, Joanna Konieczko)

Produkcja: Stowarzyszenie Kobieca Transsmisja

***

Będzie coraz cieplej, Strefa WolnoSłowa

Koncepcja, dramaturgia, wideo, choreografia: Alicja Borkowska, Natalia Lis, Pavel Tavares, Łukasz Wójcicki

Muzyka: Mikołaj Poncyljusz

Dźwięk: Radek Łukaszewicz

Performerzy i performerki: Patricia Abuya, Emil Al-Kawaldeh, Alicja Borkowska, Dagogo Brown, Othman Fundi, Melaniia Konstantinova, Edyta Kozub, Natalia Lis, Svitlana Makedon, Thelma Njoroge, Mohammed Rezazadeh, Marek Śmietana, Pavel Tavares, Magdalena Walusiak, Luxuan Wang, Łukasz Wójcicki

Produkcja: Maciej Diduszko, Magdalena Duszyńska-Sasin

Tłumaczenie PJM: Agnieszka Bastrzyk, Weronika Dziewanowska-Węglewska, Alicja Famulska, Marlena Florczyk, Bernard Kinov, Katarzyna Özer, Kinga Perkuszewska, Emilia Szuchniewicz, Weronika Szymańska-Gątarek

Komunikacja: Weronika Chinowska

Źródło:

Materiał własny

Wątki tematyczne

Sprawdź także