EN
23.09.2022, 17:34 Wersja do druku

Ideowa propaganda zamiast sztuki

fot. Stanisław Loba / mat. promocyjne TVP

„Komedianci, czyli Konrad nie żyje” Bronisława Wildsteina w reż. Andrzeja Mastalerza w Teatrze Telewizji. Pisze Krzysztof Krzak w Teatrze dla Wszystkich.

Obecna władza (nie tylko ona zresztą, ale ta jakby wyjątkowo) nie lubi artystów. Bo to towarzystwo – w większości – niepokorne, niespolegliwe, krnąbrne. Cóż więc z takimi czynić? Nie dać dotacji lub przyznane odebrać, odwołać dyrektora, zakazać oglądania produkcji niepokornych… Albo ośmieszyć, wszak satyra od wieków najcelniejszą bronią jest. A że obecnej władzy nie brakuje oddanych akolitów, to zawsze można któregoś z nich zaprząc do tego zadania. Na przykład Bronisława Wildsteina, kiedyś dziennikarza, dziś raczej propagandzisty w telewizji rządowej, który w ubiegłym roku wydał dzieło „Lew i komedianci”, w którym zawarł m.in. dwa dramaty, z których jeden, „Komedianci, czyli Konrad nie żyje”, pokazała 20 września 2022 roku TVP Kultura.

Dlaczego TVP Kultura? Ano pewnie dlatego, że to kanał niszowy, dla bardziej otrzaskanego widza. A przecież Wildstein ambitnym dramaturgiem (i prozaikiem) jest, więc głoszona przezeń propaganda ubrana w pseudointelektualny bełkot z odwołaniem do tekstów tych najznamienitszych dramaturgów (Racine, Sofokles, Eurypides, Molier) nie przemówiłaby zapewne do „masowego” odbiorcy telewizyjnej Jedynki. Przeszacowano jednak w TVP Kultura walory sztuki Bronisława Wildsteina, gdyż tępy publicystyczno–propagandowy przekaz jego utworu obraża inteligencję odbiorcy tego kanału.

Artystów w tym przedstawieniu reprezentują aktorzy, bowiem wydaje się, że konwencja „teatru w teatrze” jest wciąż nośna i pojemna. Choć autor sztuki słowami jednego z bohaterów już na początku wyznaje, że ostrze jego satyry skierowane jest także w innych „nowych błaznów”, czyli dziennikarzy i naukowców. Akcja toczy się w jednym z teatrów, w którym aktorzy doprowadzają sfingowanymi zarzutami o molestowaniu jednej z aktorek do usunięcia dotychczasowego dyrektora (owego tytułowego Konrada granego przez Piotra Seweryńskiego). Jego miejsce samozwańczo zajmuje niejaki Kaliban (większość postaci u Wildsteina nosi imiona bohaterów sztuk Szekspira), który w interpretacji Andrzeja Mastalerza wyrasta na autokratę, narzucającego członkom rady artystycznej teatru swój tok rozumowania, obiecując im pracę z wybitnym reżyserem, mającym za sobą realizacje w teatrach europejskich, a poza ich plecami załatwiającym sobie z owym Lakim Blusem główne role w „Fauście na scenie świata”. Cały ten zabieg kompozycyjny ma na celu pokazanie ciemnej strony środowiska artystycznego: intryganctwo, donosicielstwo, przekupność, bezmyślne (tak przynajmniej wynika z tekstu) angażowanie się w sprawy obrony uchodźców czy osób LGBT+. Ośmieszane są również sposoby pracy w teatrze poprzez pokazanie prób jako bezładnej bieganiny rozwrzeszczanych aktorów. Dostaje się także autorom nowatorskich trendów w teatrze. Szczytem ich śmieszności ma być na przykład granie ról kobiecych przez mężczyzn, improwizowanie na scenie czy też wystawienie „Wesela” bez tekstu, co wydaje się Wildsteinowi szczególnie zabawne, gdyż pojawia się ono kilkukrotnie w wypowiedziach aktorów.

„Komedianci, czyli Konrad nie żyje” to sztuka z kluczem. Kaliban w swym wyglądzie i wywodach na temat współczesnego teatru przypomina Jana Klatę; jeden z Młodych Aktorów nosi się jak działacz społeczny Jan Śpiewak; przytaczane są słynne słowa Kazimierza Dejmka o tym, że aktor jest od grania, a… wiadomo co do czego. Knujący razem z aktorami dziennikarz wypowiada słowa: „Nam nie jest wszystko jedno” z kampanii reklamowej „Gazety Wyborczej”, nielubianej przez rządzących na równi z niepokornymi artystami. Najbardziej obrzydliwe jednak w tekście Wildsteina są kpiny z zabójstwa prezydenta miasta (wiadomo, że chodzi o Pawła Adamowicza; podobnie „żartobliwie” potraktowane są próby samobójcze dyrektora Konrada). Szkoda, że adaptator nie usunął tych kwestii ze spektaklu. Był nim Andrzej Mastalerz, skądinąd niezły aktor, który wypłynął zwłaszcza na fali „dobrej zmiany” w Telewizji Polskiej, gdzie często pracuje, przez którą jest nagradzany, a w tym przypadku dostał również szansę debiutu reżyserskiego. Odnoszę wrażenie, że Mastalerz zatracił czujność w zachłanności korzystania z ofert podsuwanych mu przez upolitycznioną, by nie powiedzieć: upartyjnioną TVP. Do współpracy reżyser Mastalerz zaprosił aktorów znanych szeroko ze swych licznych wypowiedzi o przywiązaniu do wartości chrześcijańskich (Marcin Kwaśny, Dariusz Kowalski) i aktorów teatrów w Łodzi (m.in. Mariusz Ostrowski, Agnieszka Skrzypczak, Krzysztof Wach), gdzie spektakl był nagrywany. Mam nadzieję, że aktorzy tej klasy, co Janusz R. Nowicki i Łukasz Lewandowski wzięli udział w tym tendencyjnym tworze z powodów ekonomicznych, a nie ideologicznych.

Źródło:

Teatr dla Wszystkich

Link do źródła