„Kobieta Guma” Marcina Szczygielskiego w reż. Macieja Wojtyszki z Teatru Gudejko w Teatrze Studio w Warszawie. Pisze Wiesław Kowalski.
„Kobieta Guma” Marcina Szczygielskiego w reżyserii Macieja Wojtyszki to przede wszystkim przedstawienie Ewy Kasprzyk. Aktorka potrafi nadać swojej bohaterce energię i charakter, których nie zawsze dostarcza jej tekst. Problem w tym, że nawet tak wyrazista osobowość sceniczna nie jest w stanie całkowicie przykryć dramaturgicznych niedostatków komedii.
Marcin Szczygielski lubi bohaterów wyrazistych, konflikty
łatwe do rozpoznania i sytuacje, w których obyczajowa obserwacja szybko
zamienia się w komediową pointę. Widziałem „Berka” i jego kontynuację, więc
wiem, czego można się spodziewać po jego dramaturgii. Nie jest to pisarstwo,
które szczególnie zaskakuje konstrukcją czy pogłębieniem psychologicznym, ale
potrafi dostarczyć aktorom materiału do stworzenia atrakcyjnych scenicznych
postaci. Tym razem jednak, oglądając „Kobietę Gumę”, miałem poczucie, że autor
nie wykorzystał nawet tych możliwości, które sam sobie stworzył.
Nina, grana przez Ewę Kasprzyk, po utracie małżeństwa,
pieniędzy i domu trafia do luksusowego mieszkania, w którym ma chwilowo
zamieszkać pod nieobecność właścicieli. Zamiast mozolnie odbudowywać swoje
życie, wpada na pomysł, by przyjąć cudzą tożsamość. Zaczyna się komedia
pomyłek, przebieranek i kolejnych prób dopasowania się do sytuacji. Koncept
jest czytelny, a nawet obiecujący. Można w nim dostrzec temat współczesnej
potrzeby nieustannego odgrywania ról, ale można też po prostu zbudować sprawną
farsę. Szczygielski nie decyduje się jednak konsekwentnie na żadną z tych dróg.
Pierwsza część spektaklu sprawia wrażenie zbyt długiego
przygotowania do właściwej historii. Kolejne sceny nie tworzą wyraźnie
rozwijającej się intrygi, a pojawiające się postaci nie zawsze wnoszą do niej
coś istotnego. Zamiast komediowej precyzji dostajemy dialogi i sytuacje,
których funkcja nie zawsze jest oczywista. Humor bywa przewidywalny, a
bohaterowie zbyt często stają się pretekstem do kolejnych wejść i wymiany zdań.
Trudno oprzeć się wrażeniu, że materiał potrzebowałby znacznie staranniejszej
selekcji i dramaturgicznego uporządkowania.
Tym bardziej zastanawia mnie decyzja Macieja Wojtyszki, by
zająć się właśnie tym tekstem. To przecież reżyser i dramaturg, który ma na
koncie wiele ciekawych realizacji oraz własnych sztuk. Można było oczekiwać, że
znajdzie w komedii Szczygielskiego coś więcej niż sprawnie poprowadzoną
opowieść o kobiecie zmieniającej tożsamość. Tymczasem inscenizacja nie
rozwiązuje podstawowych problemów tekstu. Nie nadaje też poszczególnym epizodom
takiego rytmu, który pozwoliłby zbudować bardziej przekonującą całość.
Dopiero w dalszym przebiegu przedstawienia poszczególne
wątki zaczynają się ze sobą łączyć, a komediowe nieporozumienia zyskują
wyraźniejszy sens. Nie oznacza to jednak, że dramaturgia staje się
przekonująca. Wciąż łatwo przewidzieć kierunek, w którym zmierza opowieść, a
rozwiązania sytuacyjne nie mają siły, by naprawdę zaskoczyć. Intryga okazuje
się sprawniejsza, ale nie na tyle, by zmienić ogólną ocenę spektaklu.
Ciężar przedstawienia spoczywa właściwie na Ewie Kasprzyk.
Aktorka doskonale zna ten rodzaj komediowego teatru i potrafi zbudować postać,
która nie znika nawet wtedy, gdy tekst zaczyna ją ograniczać. Jej Nina ma
temperament, nerwowość i umiejętność błyskawicznego reagowania na sytuację.
Kasprzyk potrafi sprzedać pointę, nadać znaczenie pozornie banalnej wymianie
zdań i utrzymać uwagę widza w scenach, które dramaturgicznie niewiele wnoszą.
Niestety, zupełnie nieudany jest występ Adama Stanisa, który
w oglądanej przeze mnie obsadzie grał Pawła. Jego obecność nie wnosi do
przedstawienia potrzebnej energii ani przekonującego partnerstwa scenicznego.
Postać pozostaje zewnętrzna, a krzykliwy sposób jej prowadzenia nie pozwala
uwierzyć w relacje, które spektakl próbuje zbudować. W komedii opartej na nieoczekiwanych
spotkaniach i pomyłkach brak aktorskiej swobody szczególnie mocno obnaża
słabości tekstu.
Jan Jankowski w roli Jana radzi sobie bardzo dobrze. To
aktor z dużym doświadczeniem w repertuarze komediowym. Jego obecność nie
zmienia jednak zasadniczego problemu przedstawienia: „Kobieta Guma” potrzebuje
przede wszystkim lepiej skonstruowanej dramaturgii, a nie kolejnych aktorskich
nazwisk.
Wojtyszko nie znalazł w tekście Szczygielskiego niczego, co
nadawałoby tej realizacji szczególny charakter. „Kobieta Guma” próbuje
opowiadać o kryzysie, tożsamości i potrzebie bliskości, ale zbyt często
poprzestaje na łatwych rozwiązaniach i przewidywalnych sytuacjach. Ewa Kasprzyk
sprawia, że nie jest to wieczór całkowicie stracony, choć trudno uznać jej
występ za wystarczający powód do obrony całego spektaklu.
Z Teatru Studio wyszedłem z przekonaniem, że spotkanie
Szczygielskiego z Wojtyszką nie przyniosło rezultatu na miarę możliwości
reżysera. Elastyczność tytułowej bohaterki okazuje się znacznie większa niż
elastyczność samej dramaturgii.