Logo
Recenzje

Elastyczność zamiast dramaturgii

5.11.2026, 12:11 Wersja do druku

„Kobieta Guma” Marcina Szczygielskiego w reż. Macieja Wojtyszki z Teatru Gudejko w Teatrze Studio w Warszawie. Pisze Wiesław Kowalski.

„Kobieta Guma” Marcina Szczygielskiego w reżyserii Macieja Wojtyszki to przede wszystkim przedstawienie Ewy Kasprzyk. Aktorka potrafi nadać swojej bohaterce energię i charakter, których nie zawsze dostarcza jej tekst. Problem w tym, że nawet tak wyrazista osobowość sceniczna nie jest w stanie całkowicie przykryć dramaturgicznych niedostatków komedii.

Marcin Szczygielski lubi bohaterów wyrazistych, konflikty łatwe do rozpoznania i sytuacje, w których obyczajowa obserwacja szybko zamienia się w komediową pointę. Widziałem „Berka” i jego kontynuację, więc wiem, czego można się spodziewać po jego dramaturgii. Nie jest to pisarstwo, które szczególnie zaskakuje konstrukcją czy pogłębieniem psychologicznym, ale potrafi dostarczyć aktorom materiału do stworzenia atrakcyjnych scenicznych postaci. Tym razem jednak, oglądając „Kobietę Gumę”, miałem poczucie, że autor nie wykorzystał nawet tych możliwości, które sam sobie stworzył.

Nina, grana przez Ewę Kasprzyk, po utracie małżeństwa, pieniędzy i domu trafia do luksusowego mieszkania, w którym ma chwilowo zamieszkać pod nieobecność właścicieli. Zamiast mozolnie odbudowywać swoje życie, wpada na pomysł, by przyjąć cudzą tożsamość. Zaczyna się komedia pomyłek, przebieranek i kolejnych prób dopasowania się do sytuacji. Koncept jest czytelny, a nawet obiecujący. Można w nim dostrzec temat współczesnej potrzeby nieustannego odgrywania ról, ale można też po prostu zbudować sprawną farsę. Szczygielski nie decyduje się jednak konsekwentnie na żadną z tych dróg.

Pierwsza część spektaklu sprawia wrażenie zbyt długiego przygotowania do właściwej historii. Kolejne sceny nie tworzą wyraźnie rozwijającej się intrygi, a pojawiające się postaci nie zawsze wnoszą do niej coś istotnego. Zamiast komediowej precyzji dostajemy dialogi i sytuacje, których funkcja nie zawsze jest oczywista. Humor bywa przewidywalny, a bohaterowie zbyt często stają się pretekstem do kolejnych wejść i wymiany zdań. Trudno oprzeć się wrażeniu, że materiał potrzebowałby znacznie staranniejszej selekcji i dramaturgicznego uporządkowania.

Tym bardziej zastanawia mnie decyzja Macieja Wojtyszki, by zająć się właśnie tym tekstem. To przecież reżyser i dramaturg, który ma na koncie wiele ciekawych realizacji oraz własnych sztuk. Można było oczekiwać, że znajdzie w komedii Szczygielskiego coś więcej niż sprawnie poprowadzoną opowieść o kobiecie zmieniającej tożsamość. Tymczasem inscenizacja nie rozwiązuje podstawowych problemów tekstu. Nie nadaje też poszczególnym epizodom takiego rytmu, który pozwoliłby zbudować bardziej przekonującą całość.

Dopiero w dalszym przebiegu przedstawienia poszczególne wątki zaczynają się ze sobą łączyć, a komediowe nieporozumienia zyskują wyraźniejszy sens. Nie oznacza to jednak, że dramaturgia staje się przekonująca. Wciąż łatwo przewidzieć kierunek, w którym zmierza opowieść, a rozwiązania sytuacyjne nie mają siły, by naprawdę zaskoczyć. Intryga okazuje się sprawniejsza, ale nie na tyle, by zmienić ogólną ocenę spektaklu.

Ciężar przedstawienia spoczywa właściwie na Ewie Kasprzyk. Aktorka doskonale zna ten rodzaj komediowego teatru i potrafi zbudować postać, która nie znika nawet wtedy, gdy tekst zaczyna ją ograniczać. Jej Nina ma temperament, nerwowość i umiejętność błyskawicznego reagowania na sytuację. Kasprzyk potrafi sprzedać pointę, nadać znaczenie pozornie banalnej wymianie zdań i utrzymać uwagę widza w scenach, które dramaturgicznie niewiele wnoszą.

Niestety, zupełnie nieudany jest występ Adama Stanisa, który w oglądanej przeze mnie obsadzie grał Pawła. Jego obecność nie wnosi do przedstawienia potrzebnej energii ani przekonującego partnerstwa scenicznego. Postać pozostaje zewnętrzna, a krzykliwy sposób jej prowadzenia nie pozwala uwierzyć w relacje, które spektakl próbuje zbudować. W komedii opartej na nieoczekiwanych spotkaniach i pomyłkach brak aktorskiej swobody szczególnie mocno obnaża słabości tekstu.

Jan Jankowski w roli Jana radzi sobie bardzo dobrze. To aktor z dużym doświadczeniem w repertuarze komediowym. Jego obecność nie zmienia jednak zasadniczego problemu przedstawienia: „Kobieta Guma” potrzebuje przede wszystkim lepiej skonstruowanej dramaturgii, a nie kolejnych aktorskich nazwisk.

Wojtyszko nie znalazł w tekście Szczygielskiego niczego, co nadawałoby tej realizacji szczególny charakter. „Kobieta Guma” próbuje opowiadać o kryzysie, tożsamości i potrzebie bliskości, ale zbyt często poprzestaje na łatwych rozwiązaniach i przewidywalnych sytuacjach. Ewa Kasprzyk sprawia, że nie jest to wieczór całkowicie stracony, choć trudno uznać jej występ za wystarczający powód do obrony całego spektaklu.

Z Teatru Studio wyszedłem z przekonaniem, że spotkanie Szczygielskiego z Wojtyszką nie przyniosło rezultatu na miarę możliwości reżysera. Elastyczność tytułowej bohaterki okazuje się znacznie większa niż elastyczność samej dramaturgii.

 

Źródło:

Materiał nadesłany

Sprawdź także