06.04.2021, 11:02 Wersja do druku

Dzienniczek Nowych Epifanii 2021 cz. 6

12. Festiwal Nowe Epifanie w Warszawie, online. Pisze Jagoda Hernik Spalińska w portalu Teatrologia.info.

fot. mat. teatru

25 marca 2021

Król Duch – odczytanie Juliusza Słowackiego. Reżyseria: Marek Idzikowski. Muzyka: Adam Milewski. Występują: Michał Murawski, Sebastian Grygo, Kornelia Trawkowska

Domowe czytanie, przypadkowy kąt w mieszkaniu, trochę ściany, trochę drzwi, ostentacyjnie codzienne stroje, na pierwszym planie bosa stopa Michała Murawskiego w przyklapniętym kapciu, Sebastian Grygo w skarpetkach, Kornelia Trawkowska boso. Kąt filmowania niedbały, Sebastiana Grygo zasłania ustawiony mikrofon. Czytają też domowo, dla siebie, czasem coś powtarzają bo nie wyszło, popatrują na siebie nawzajem. Po kilku minutach w tle pojawia się muzyka, po jakimś czasie widzimy grającego ją na żywo Adama Milewskiego. Coś jest w tym bardzo naturalnego, grupa aktorów robi próbę albo po prostu czerpie przyjemność ze wspólnego czytania Słowackiego. Równocześnie włącza się, jakby mimochodem, sam Słowacki, samo dzieło, wytwarza się niezauważalnie energia w trójkącie autor-aktor-widz.

Z czasem aktorzy ulegają rytmowi tekstu, szukają dla niego formy, melorecytują, rapują, dopowiadają sobie nawzajem, wstają, zaczynają się ruszać jakby prowadzeni rytmem tekstu i muzyki w tle. Równocześnie nie odrywają już wzroku od wymiętych po próbach kartkach z poematem, już nie szukają miedzy sobą kontaktu wzrokowego, już nie muszą, już tworzą organiczną całość. Kamera nie trzyma dobrej ostrości, jakby nawet nie miała zamiaru nadążać za przemieszczającymi się aktorami. Nadal mamy uczucie obserwowania próby, przypadkowość przestrzeni podkreślają zawieszone na kinkiecie okulary przeciwsłoneczne z jednym brakującym „okiem”, tylko bardzo uważny odbiorca zauważy na ścianach wiszące jakby mimochodem trzy różne maski. A równocześnie to ta z prób, gdy dochodzi do aktu twórczego, gdy teatr się już staje.

Tekst jest bardzo dobrze opracowany, dzięki skrótom nastawionym na akcję przypomina trochę Beniowskiego. Zespołowi Teatru Rzeczy pomagał w adaptacji Michał Łuczewski.
Wszystko to jest całkowicie bezpretensjonalne, aktorzy po prostu wchodzą w rytm poematu, zaczynają stanowić jakby jedno z tym, co czytają, bez zadęcia, bez pozy. To było piękne. Dziękuję twórcom z całego serca za to niezwykłe przedstawienie.

jhs.

27 marca 2021

Oddech – czytanie performatywne. Na podstawie książki Oddech. Decyzja Thomasa Bernharda w przekładzie Sławy Lisieckiej. Reżyseria i scenografia: Franciszek Szumiński; dramaturgia: Franciszek Szumiński, Jan Romanowski; asystentka scenografa: Julia Basista. Występują: Jan Romanowski, Jędrzej Bigosiński, Małgorzata Walenda, Marcin Urbanke, Dominika Bednarczyk, Marcin Kalisz. Producent: Teatr Łaźnia Nowa

Jest to również czytanie, i chociaż zupełnie inaczej niż Król Duch wymyślone, to efekt jest również bardzo satysfakcjonujący. Aktorzy, chyba w systemie zoom, w każdym razie tak to wygląda, czytają adaptację Oddechu Bernharda.

Ekran podzielony jest na kilka okien – w każdym aktor-postać. Liczba ekranów się zmienia, w zależności od sceny. Wszyscy aktorzy są ujednoliceni kolorystycznie, filmowani na biało-czarno, każdy siedzi, pokazany w tym samym formacie, jakby do pasa. Czytają opowieść o młodym Bernhardzie, który w wieku 18 lat doznał dwóch traum: po pierwsze stracił ukochanego dziadka, po drugie zdiagnozowano u niego poważną chorobę płuc. W historii bierze udział sam Bernhard (Jan Romanowski), jego matka (Dominika Bednarczyk), siostra (Małgorzata Walenda), lekarz (Marcin Kalisz) i pacjenci ze szpitala (Marcin Urbanke, Jędrzej Bigosiński) w którym leży młody Thomas.

Mimo że aktorzy po prostu siedzą i mówią, każdy w swoim okienku, to widzimy jak nawiązują się między nimi relacje – między Thomasem a jego siostrą, miedzy rodzeństwem a matką – a przed naszymi oczami migają obrazy: długiej drogi, którą matka szła (dla oszczędności) co tydzień, by odwiedzić Thomasa w szpitalu, sale szpitalne, ośrodek, do którego przeniesiono Thomasa na drugi okres kuracji, okolice sanatorium. Tak się zasłuchałam w tę historię, że nie zrobiłam w trakcie ani jednej notatki. Dlatego napiszę tylko, że te dwa ostatnie czytania Nowych Epifanii 2021 były zrobione po prostu wspaniale, mimo że każde inaczej, jednak każde znalazło swoją idealną formę dla tekstu.

jhs.

PS. Gdy myślę teraz o spektaklu Teatru Rzeczy Apokalipsa odwołana, który opisywaliśmy w zeszłym tygodniu (Dzienniczek 5), to rozumiem dlaczego nie wyszedł tak, jak by mógł, chociaż aktorzy, tekst, reżyser i muzyka – każde samo w sobie było dobre. To przede wszystkim wina przestrzeni i ustawienia kamery. Aktorów po prostu nie było widać i – jak wspomniała Marzena Kuraś w swoim opisie – nie było ich słychać. Inna realizacja techniczna tego spektaklu z pewnością by wydobyła jego walory.

jhs.

Tytuł oryginalny

DZIENNICZEK NOWYCH EPIFANII 2021. cz. 6

Źródło:

Teatrologia.info

Link do źródła

Autor:

Jagoda Hernik Spalińska

Data:

01.04.2021