12.07.2021, 19:36 Wersja do druku

Dybuk – Sędzia Prawdy

"Dybuk" / fot. Magda Hueckel / mat. Teatru Żydowskiego

W dramacie Szymona An–skiego kilkakrotnie odnajdziemy objaśnienie tytułu tych refleksji. Zadanie to zostało powierzone Meszułachowi, określonemu przez Michała Friedmana, tłumacza Dybuka, jako „posłaniec boży” - pisze Anna Kuligowska-Korzeniewska w "Scenie".

Pretekstem do tych rozważań i do publikowanych w tej „Scenie” prac studentów wiedzy o teatrze warszawskiej AT, jest data 9 grudnia 2020, czyli stulecie prapremiery Dybuka Szymona An–skiego w wykonaniu Trupy Wileńskiej, która odbyła się w warszawskim Teatrze Elizeum przy ulicy Karowej 18, a której niebywałego sukcesu nikt nie oczekiwał. Bo trudno było przewidzieć, że Dybuk, tak surowo osądzony przez literatów i artystów żydowskich, stanie się najbardziej rozpoznawalnym znakiem teatru jidyszowego i również (choć nie bez oporów) hebrajs­kiego.

*

W dramacie Szymona An–skiego kilkakrotnie odnajdziemy objaśnienie tytułu tych refleksji. Zadanie to zostało powierzone Meszułachowi, określonemu przez Michała Friedmana, tłumacza Dybuka, jako „posłaniec boży”. Kiedy Lea zaprasza na swój ślub pochowanych we wspólnej mogile zamordowanych przed laty kochanków, Meszułach, który pełni rolę antycznego chóru, wyjaśnia:

Dusze zmarłych wracają na ziemię, ale nie jako duchy bez ciała. Są takie dusze, które nim osiągną oczyszczenie, muszą przejść przez kilka ciał. Lea coraz wyraźniej słucha. Grzeszne dusze w swojej wędrówce wstępują często w ciała zwierząt, ptaków, ryb, a nawet roślin. Same nie mogą się oczyścić. Muszą czekać, aż zjawi się mąż sprawiedliwy – prawdziwy cadyk, który je wyzwoli i oczyści. I są również takie dusze, które wstępują w nowo narodzone ciało i same poprzez własne czyny oczyszczają się.

Po czym dodaje, na prośbę drżącej Lei, co zapowiada jej los:

I są również błędne dusze, które, nie mogąc znaleźć odpoczynku, wstępują w obce, żywe ciało jako dybuk i w ten sposób osiągają swoje oczyszczenie.

Kiedy w dramacie pojawia się dybuk? Dzieje się to, gdy Lea zrywa ślubną chustę i z okrzykiem „Święci oblubieńcy, ochrońcie mnie! Ratujcie mnie!”, podbiega do mogiły Chanana. Wówczas Meszułach stwierdza: „W oblubienicę wstąpił dybuk”.

Do Meszułacha należy również ostatnie słowo dramatu, kiedy Lea – umierając – „zlewa się” z postacią kochanka: „Niech będzie pochwalony Sędzia Prawdy”[1]. To on, „Sędzia Prawdy” sprawił, że zwyciężyła miłość, „miłość poza grób”, jak często określa się „legendę dramatyczną” An–skiego noszącą tytuł Dybuk. Między dwoma światami. I porównuje się go – nie bez powodu – do słynnej tragedii Williama Shakespeare’a Romeo i Julia.

Dzisiaj ten „Sędzia Prawdy” łączy także żywych i umarłych, a ściślej zgładzonych podczas ostatniej wojny. Idzie oczywiście o Dybuka interpretowanego w „cieniu Zagłady”, zwłaszcza o najgłośniejsze w naszym wieku dwie inscenizacje: Krzysztofa Warlikowskiego (Teatr Rozmaitości, Warszawa, prem. 6 października 2003) oraz Mai Kleczewskiej (Teatr Żydowski im. Estery Rachel i Idy Kamińskich, Warszawa, prem. 17 kwietnia 2015). Warlikowski dodał w finale opowiadanie Hanny Krall Dybuk, którego bohater, mieszkający w Nowym Jorku, jest opętany przez ducha przyrodniego brata zamordowanego w getcie warszawskim. Kleczewska, wraz z autorem opracowania dramaturgicznego, Łukaszem Chotkowskim, umieścili akcję na scenie przy placu Grzybowskim, którą wypełniły fotografie warszawskiego Muranowa z obrazami getta oraz korowody umarłych i ocalałych z Holokaustu[2]. Zmultiplikowane postaci Lei w tej inscenizacji pozwalają także – z perspektywy feministycznej – stwierdzić, że dopiero głos kobiet, w które wstąpił dybuk, stał się słyszalny[3].

W stulecie prapremiery Dybuka spotkali się w Instytucie Teatralnym im. Zbigniewa Raszewskiego polscy realizatorzy dramatu An–skiego: Małgorzata Sporek–Czyżewska, Wojciech Szroeder, Piotr Tomaszuk, Paweł Passini, Aneta Adamska, Gołda Tencer, Łukasz Chotkowski, Anna Smolar, Łukasz Kos. Zostali zaproszeni przez prof. Annę Kuligowską-Korzeniewską i dr Jarosława Cymermana do debaty „Dybuk dzisiaj czytany”. Dzisiaj, czyli na chwilę przed początkiem trzeciego dziesięciolecia XXI wieku. Pytania podsunęli studenci Wiedzy o Teatrze Akademii Teatralnej im. Aleksandra Zelwerowicza, autorzy prac „Mój Dybuk” drukowanych w tym numerze. Oto co chcieli wiedzieć. Kim (czym) jest dybuk i pod jaką postacią występuje („widomie”? – jak Anioły w Mickiewiczowskich Dziadach)? Co właś­ciwie oznacza tytuł dramatu? Jaki rodzaj energii uruchamia? Czy można odczytywać dramat w sposób areligijny, rezygnując z jego chasydzkiej proweniencji? A przede wszystkim, czy miał rację taki racjonalista jak Karol Irzykowski, który już w roku 1925, czyli po pierwszych polskojęzycznych – bardzo zresztą przez siebie chwalonych – wystawieniach Dybuka (przez Andrzeja Marka – Marka Arnsztejna) ironicznie stwierdził: dramat „natrafił na moment posuchy uczuć intelektualnych i dał wielu snobom – nie tylko żydowskim – surogat wiary religijnej. (…) Dziś buddyzm, jutro coś murzyńskiego, potem coś z najcenniejszych zaułków żydowskich; dziś Pastorałki [Leona Schillera], jutro Pasterka wśród wilków [Henri’ego Ghéona], pojutrze Dybuk, lub inne jakieś misterium”[4].

Owo „pojutrze” prowadziło nas do współczesnego odczytywania Dybuka, które dało tak jednoznaczną interpretację Krzysztofa Warlikowskiego: „Dybuk to są nowe Dziady. Holokaust i związana z nim literatura otworzyły nowe drogi duchowości. […] Groby Żydów w Polsce powodują, że te istnienia gdzieś wciąż u nas są, że nasza ziemia jest zaludniona dybukami”[5].

Te „istnienia” zaludniają także dzieła prozatorskie. W powieści Noc żywych Żydów (2012) – jak napisał Igor Ostachowicz

Zła nie da się przysypać gruzami i ziemią, cierpienie trzeba uszanować i rozliczyć, krew, jeśli się jej w porę nie zmyje i pozwoli obojętnie wsiąknąć w ziemię, zmieszana z gliną, wylezie kiedyś hordą golemów powolnych jak czołgi, a połamane kości i sponiewierane ciała obleką się w te resztki szmat, których im nie ukradziono, sklecą się siłą podbiologii w dwunożne zmory znające tylko ból i będą się tym bólem dzielić, biegając pochylone od drzwi do drzwi naszych spokojnych mieszkań.

Właśnie tak wyglądali – jak „horda golemów” – tytułowi „żywi Żydzi” w adaptacji powieści Ostachowicza, zagranej w Teatrze Dramatycznym m. st. Warszawy w roku 2014. Rzeczywiście, byli poubierani „w resztki szmat”, gdy się wydostali z piwnicznych kanałów w bloku z lat sześćdziesiątych na Muranowie, postawionym na gruzach warszawskiego getta, a potem straszyli w galerii handlowej Arkadia[6].

Bohater Dybuka z ulicy Piotrkowskiej (2018), również goj, Szymon Kosiba, nie pokazuje „trupom” z getta łódzkich atrakcji, np. centrum handlowego Manufaktura przy ulicy Ogrodowej w dawnej fabryce Izraela Kalmanowicza Poznańskiego. Otrzymuje inne zadanie. Dwa żywe dybuki, które – zgodnie ze swoją istotą przylgnęły do niego – domagają się, aby pochował na żydowskim cmentarzu ich bliskich. Sąsiad, Leon Szpigiel, ma „wielki rodzinny kirkut” na ścianie swojego mieszkania przy ulicy Piotrkowskiej. Wypełnia go parę fotografii oraz oprawione w ramki „karteluszki z zapisanymi na nich imionami, nazwiskami i datami moich bliskich, bo reszta jest mi nieznana!” Ale rodzeństwo, okrutnie zabijane przez niemieckiego żandarma, pojawia się Leonowi każdej nocy. Marzy więc, aby uwolnić się od tego koszmaru i zapewnić bliskim wieczny spokój.

Drugi „dybuk”, Szulcman, postanowił pochować szczątki zamężnej siostry i jej trójki dzieci, spoczywających w fundamentach kamienicy na Bałutach. Ta skomplikowana misja, wymagająca udziału miejscowych łobuziaków, powiodła się, ale Szymon Kosiba nie odzyskał już spokoju. Wciąż prześladują go demony przeszłości[7].

To znów odezwał się „Sędzia Prawdy”. I tak wciąż się odzywa w realizacjach Dybuków i w pamięci ich widzów.

Towarzyszące szkicowi Prof. dr hab. Anny Kuligowskiej-Korzeniewskiej teksty są pracami studentów Wydziału Wiedzy o Teatrze AT (III rok licencjatu) – uczestników, prowadzonych przez nią, zajęć fakultatywnych poświęconych Dybukowi.


[1] Szymon An-ski, Dybuk. Między dwoma światami. Przekład: Michał Friedman. W stulecie premiery Dybuka w wykonaniu Trupy Wileńskiej w warszawskim Teatrze Elizeum (9 grudnia 1920). Wstęp i redakcja naukowa: prof. dr hab. Anna Kuligowska-Korzeniewska. Agencja Dramatu i Teatru ADiT, Warszawa 2020, s. 77, 2–83, 112–113.

[2] Anna Kuligowska–Korzeniewska, Dybuk – „żydowskie Dziady”, tamże, s. 36–37

[3] Zob. Małgorzata Semil, Chcieć widzieć i słyszeć, „Dialog” 2009 nr 2.

[4] Karol Irzykowski, Sprawozdanie teatralne, „Robotnik” 1925 nr 151–152.

W tym miejscu – paralela. Zapamiętałam wyznanie Jakuba Rotbauma, który obejrzał w latach trzydziestych w Rosji awangardowy teatr Wsiewołoda Meyerholda i Szloma Michoelsa, zaś po powrocie do Polski, jako reżyser Trupy Wileńskiej, a także pod koniec życia (zmarł w roku 1994) dosłownie sfromułował: „dosyć tych kapot, tych pejsów, tych jarmułek”. Marzył bowiem o nowoczesnym teatrze, wyzwolonym z żydowskiego getta.

[5] „Dybuk”, czyli „Dziady”. Z Krzysztofem Warlikowskim rozmawiał Piotr Gruszczyński, „Tygodnik Powszechny” 2003 nr 38. Zob. Anna Kuligowska–Korzeniewska, „Dybuk” – żydowskie Dziady”. W stulecie prapremiery „Dybuka” Szymona An–skiego (1920–2020), w: Szymon An–ski, Dybuk. Między dwoma światami. Legenda dramatyczna w 4 aktach. Agencja Dramatu i Teatru ADiT, Warszawa 2020, s. 11–43.

[6] Igor Ostachowicz, Noc żywych Żydów, Grupa Wydawnicza Foksal Sp. z o.o., Warszawa 2012.

[7] .Szymon Koprowski, Dybuk z ulicy Piotrkowskiej. Oficyna Wydawnicza ATUT – Wrocławskie Wydawnictwo Oświatowe, Wrocław 2018.

Tytuł oryginalny

Dybuk – Sędzia Prawdy

Źródło:

Scena nr 1-2 (105/106) 2021