19.07.2021, 09:31 Wersja do druku

Diagnoza świata

"Powarkiwania drogi mlecznej" Bonna Parka w reż. Adama Orzechowskiego w Teatrze Wybrzeże w Gdańsku. Pisze Edward Jakiel w portalu Teatrologia.pl.

fot. Dominik Werner / mat. teatru

W niezmiennie pandemicznym okresie na deskach gdańskiego Wybrzeżaka miała miejsce premiera inscenizacji dramatu współczesnego autora, tworzącego w Niemczech, a o koreańskich korzeniach Bonna Parka: Powarkiwania drogi mlecznej.

O trzydziestoparoletnim autorze dramatu ze strony internetowej Agencji Dramatu i Teatru dowiadujemy się m.in., że „w 2011 został wyróżniony za innowacyjność na festiwalu Heidelberger Stückemarkt za sztukę Die Leiden des Jungen Super Mario in 2D (Cierpienia młodego Super Mario w 2D), a już w 2014 zdobył nagrodę im. Else Lasker Schüler za Smutek i melancholię. Prapremiera miała miejsce w Bonn w czerwcu 2015, niedługo później została zrealizowana jako słuchowisko radiowe. Tekst Wir trauern um Bonn Park (Nosimy żałobę po Bonnie Parku) zdobył nagrodę młodzieżowego jury na festiwalu w Essen, a w 2017 zgarnął główną nagrodę Berliner Theatertreffen za Powarkiwania drogi mlecznej (Das Knurren der Milchstraße). Jak widać, dramatopisarstwo Parka jest cenione w Niemczech.

Powarkiwania to dramat przeciętny, pozbawiony intelektualnego pogłębienia, symbolicznej optyki, przenikliwości i subtelności ujęcia tematu. To sztuka prosta, nieskomplikowana, chociaż mająca swoje momenty niemalże lirycznej refleksji. W perspektywie tego dramatu Parka świat, a konkretnie ludzie go tworzący, są (posługuję się określeniami, jakie padają ze sceny) „do dupy”, a każdy kolejny dzień jest coraz bardziej „chujowy”. Bezradność wobec stworzonej przez siebie rzeczywistości, niemożność naprawienia tego, co źle urządzone – to zasadnicze przesłanie Powarkiwań. Wszystkie te tematy wyrażone są w spójnej, ale niestety eklektycznie posklejanej poetyce dramatu – dziecięce trio sięgające wzorca antycznego chóru, realizm i naturalizm, postaci zaś wzięte z pierwszych stron gazet. Park, jako „świata obywatel”, wyraża jednakże w tym dramacie bolesną prawdę o naszym współczesnym świecie. A co mówi? Nic nowego: świat jest źle urządzony, a próby jego naprawienia nawet przez tych, którzy „coś mogą”, są nieporadne i skazane na niepowodzenie, skrajnie indywidualistyczne (postać prezydenta USA Trumpa) albo szalone i destrukcyjne (postać dyktatora z Północnej Korei Kim Dzong Una).

Mając świadomość takiego stanu rzeczy, bohaterowie dramatu Parka usiłują bezskutecznie, w osobliwy sposób „świat naprawiać” (postacie Kima i Trumpa) albo zachowują się irracjonalnie, popadając w autodestrukcję (narkomania), lub wreszcie uciekając w świat płatnej rozrywki dla niepiśmiennych, albo w stwarzanie iluzji politycznego ładu. Wszystkie te rozwiązania są zgubne, czego dowodzi ostatnia scena, w której padają stwierdzenia o pozamienianiu głów – jedyny chyba metaforycznie udany element dramatu.

Przedstawienie kończy próba włączenia publiczności w działania teatralne. Postać grając Parka (wcielonego w ciało jedenastoletniej dziewczynki) moderuje działania publiczności, zachęcając – mówiąc na skróty – do radykalnie ewangelicznej postawy miłości bliźniego, nawet w sytuacji, gdy bliźni nas krzywdzi (uderzy). Publiczność niezbyt gorliwie włączyła się w takie teatralne = niezobowiązujące interakcje. Chociaż – muszę to wreszcie powiedzieć – czasami nieznaczna jej część ochoczo, spontanicznie śmiała się w sytuacjach ani śmiesznych, ani zabawnych, i reagowała jak małe dzieci na kiwnięcia placem przez klowna w cyrku (wystarczyło na przykład, że rozpoznawano postać lub gdy odczytywano aluzję do jej słów czy decyzji znanych z jej publicznej działalności). Ku zniesmaczeniu wielu niektórych bawiło, co okazywali spontanicznym śmiechem, to, że jedna z postaci mówi o sobie, że jest kilkuletnim dzieckiem chorym na raka, na wszelkie jego odmiany.

Co by nie powiedzieć o sztuce Parka Powarkiwania drogi mlecznej, gdańska premiera tego dramatu w reżyserii Adama Orzechowskiego jest ponad wszelką wątpliwość udana. Można stwierdzić, że to przedstawienie odnosi sukces. Na sukces ten składa się kilka ważnych komponentów sztuki teatru, takich jak światło, scenografia, warstwa dźwiękowa (w tym muzyczna), wreszcie aktorstwo.

Reżyserska ręka Orzechowskiego sprawnie i skutecznie kierowała całością, co przełożyło się na jakość artystyczną przedstawienia. Nie sposób też pominąć znaczenia działań dramaturga – Radosława Paczochy, współtworzącego to przedstawienie.

Scenografia, światło i kostiumy to praca Magdaleny Gajewskiej. Pomysł na centralną, obrotową platformę z mapą świata jest wyśmienity. To tu rozgrywają się wszystkie dramaty – osobiste, indywidualne i zbiorowe, globalne.

fot. Dominik Werner / mat. teatru

Tworząc tę przestrzeń scenicznego dziania się, Gajewska jednocześnie zdefiniowała ruch sceniczny, perfekcyjnie rozprzestrzeniając postaci, lokalizując ogniska ekspresji. Wysoko cenię też pomysł scenografki na „ogarnięcie” całej przestrzeni scenicznej, którą ograniczały ściany z płytek odbijających światło. Centralna zaś „figura” scenograficzno-świetlnych rozwiązań imitująca rozbłysk posiada bogatą symbolikę. Mamy tu jeśli nie wprost nawiązanie, to przynajmniej aluzję do wyobrażenia wieńca gwiazd ze znanego symbolu sakralnego, pochodzącego z Apokalipsy św. Jana. To także wyobrażenie wybuchu, eksplozji gwiazdy albo też powstanie nowego świata. Jest to też brama świetlna, przez którą przechodzą postaci – wydobywając się z nicości przekraczają tę bramę, by znów w nicość i otchłań się zapaść . Nośnym też i wartym podkreślenia, semantycznie nasyconym wyrazem scenograficznych pomysłów Gajewskiej jest stopniowe zapełnianie sceny różnymi elementami – rekwizytami i kostiumami. W rezultacie świat wyobrażony, Ziemia, zamienia się w śmietnik wytworów ludzkiej aktywności. Porozrzucane dolary, pozostawione walizki, sztuczny kok divy-polityka, a nawet worki na zwłoki – zaściełają scenę i stają się wyraźnym sygnałem ludzkiej nadprodukcyjności, nieuświadomionego zaśmiecania Ziemi.

Tak wykreowana przez Gajewską przestrzeń sceniczna wypełniona została przez nią światłem. Operowanie nim należy podkreślić. Imitacje blasku gwiazd nadają przedstawieniu rzeczywistego nasycenia przestrzenią kosmiczną, perspektywą siłą rzeczy otwierającą człowieczy umysł ku nieskończoności. Chaos na planecie, bezradność człowieka i jego głupotę osadziła Gajewska w kontekście kosmicznego trwania. Myślę, że jej działania podniosły jakość artystyczną Powarkiwań , i to znacząco.

Podobne znaczenie posiada też warstwa muzyczna i łączące się z nią efekty dźwiękowe. Za ten komponent inscenizacji odpowiada Marcin Nenko. Ten krakowski kompozytor znany jest z innych, wcześniejszych realizacji muzycznych do inscenizacji kilku sztuk w Teatrze Wybrzeże (by wspomnieć choćby Śmierć białej pończochy Pankowskiego). Wykorzystanie gotowych utworów muzycznych, takich jak pieśń czy piosenka, zaplanowanych, jak wolno domniemywać, przez samego Parka, oraz własne aranżacje muzyczne i efekty dźwiękowe dopełniają język tej inscenizacji. Muzyka przenika rzeczywistość przedstawianą i uzupełnia treść przekazu dodatkowymi walorami. Przeżycia i doznania, jak też refleksje widza stają się pełniejsze dzięki właśnie muzyce. Wraz ze światłem, scenicznym milczeniem lub pianissimo aktorskim, albo, odwrotnie, fortissimo i rozbłyskiem świateł dopełnia wrażeniowość tego przedstawienia. Nenko czuje sztukę, a jego muzyka daje poczucie dopełnionego przekazu scenicznego tego, co poprzez inscenizację Powarkiwań chcieli przekazać gdańscy twórcy.

Docenić należy też aktorski warsztat. Postaci męskie, nieco przyćmione postaciami kobiecymi, stworzyli Grzegorz Gzyl (Trump) i Robert Ninkiewicz (Kim). Obaj wypadli tu przekonująco, silnie wybrzmiały ich kreacje. To samo można powiedzieć o postaci Rozgniewanej Kobiety Ratującej Demokrację, stworzonej przez Ewę Jendrzejewską. Niepodobna nie docenić też ról, które stworzyły Agata Woźnicka (Park) i Małgorzata Oracz (modelka Heidi Klum; chociaż tu jakieś drobne problemy z dykcją). Wyróżnia się też Joanna Kreft-Baka. Gra Kasandrę, tak naprawdę narkomankę, nihilistkę, osobę staczającą się w absolutną otchłań, samotną i pozostawioną samej sobie. Kreft-Baka stworzyła z niej bohaterkę tragiczną, nasyconą ogromnym, nieznośnym bagażem ciężaru bycia, istnienia (tu trzeba docenić wkład tłumaczki Iwony Nowackiej, operującej posiłkowym „być”). Przerażającą samotność tej postaci, jej poczucie absolutnego bezsensu istnienia aktorka ta zasadnie i odpowiednio wyolbrzymiła, nasyciła wypracowanymi i wyważonymi gestami oraz tragicznym napięciem w głosie. Jej powolne mówienie zatapiało widza w otchłań rozpaczliwie doświadczaną przez bohaterkę dramatu. Aktorstwo Kreft-Baki wydobyło z tej postaci może nawet więcej, niż zamyślał sam autor sztuki. Bardzo ważna była trójpostać – by to tak nazwać – trojga dzieci granych przez starszych aktorów, w roli chóru rodem z antycznej tragedii, dopełnionej jeszcze innymi znaczeniami. Postaci te jawią się jako głos rozpaczy i niemocy najsłabszych, można w nich się też dopatrzeć porządku umierania i odradzania, infantylności i tragicznej w swym wymiarze przedwczesnej dorosłości.

Gdańska premiera Powarkiwań drogi mlecznej to udane przedstawienie, realizacja ciekawa, dostarczająca wzruszenia i doznań kierunkujących w ostateczności ku refleksji nad współczesnością – tą w wymiarze indywidualnych doświadczeń i tę globalną, wobec której jesteśmy absolutnie bezradni niestety.

fot. Dominik Werner / mat. teatru

Tytuł oryginalny

Diagnoza świata

Źródło:

www.teatrologia.pl

Link do źródła

Autor:

Edward Jakiel