10.05.2021, 17:36 Wersja do druku

Dawna nowoczesność zamieniona w jubileusz

“Syn marnotrawny / Judyta / Święto wiosny” Claude'a Debussy'ego / Arthura Honeggera / Igora Strawińskiego w reż. Romualda Wiczy-Pokojskiego i w chor. Ewy Wycichowskiej w Operze Bałtyckiej w Gdańsku. Pisze Jacek Marczyński w Ruchu Muzycznym.

fot. mat. teatru

Połączenie utworów Honeggera, Debussy'ego i Strawińskiego miało zupełnie inną wymowę
sześć dekad temu niż dziś, gdy Opera Bałtycka powtórzyła ten pomysł.

Gdy na początku lat sześćdziesiątych Bohdan Wodiczko objął dyrekcję Opery Warszawskiej, nie krył, że zamierza odkurzyć jej tradycyjny repertuar, a wiatr nowoczesności miał przegnać stare schematy i nawyki. Chciał włączyć swój teatr do międzynarodowego życia operowego, zapraszać najlepszych realizatorów zagranicznych. W realiach PRL takie zadania wydały się szalone, a jednak premiera z 1962 roku udowadniała, że ten cel można osiągnąć. Święto wiosny Igora Strawińskiego wciąż miało posmak utworu awangardowego, z którym polska publiczność przez lata nie mogła obcować. Nieobecne były też Judyta Arthura Honeggera i Syn marnotrawny Claude'a Debussy'ego, choćby dlatego że to kompozycje oparte na tematach biblijnych. Reżyserię Bohdan Wodiczko powierzył Alfredowi Rodriguesowi, soliście brytyjskiego Sadler's Wells Ballet i choreografowi pracującemu między innymi w La Scali czy Royal Danish Ballet.

Muzycznie spektakl w Operze Warszawskiej przygotował Henryk Czyż, w Gdańsku zrobił to teraz jego dawny uczeń Jose Maria Florencio. Po latach te utwory nabrały szlachetnej patyny, a premiera stanowi nawiązanie do tradycji obchodzącej 70-lecie Opery Bałtyckiej, która w przeszłości nie stroniła od nowości repertuarowych, miała też wybitny zespół baletowy. Szkoda tylko, że w rocznicowych wspomnieniach - także w trakcie streamingowej premiery - pominięto całkowicie poprzednią realizację Święta wiosny w Gdańsku (2011) w choreografii Izadory Weiss. Należy ona do najciekawszych polskich wersji tego baletu, a działający wtedy w Operze Bałtycki Teatr Tańca ma swoje miejsce w teatralnej historii.

Jubileuszowa premiera to wydarzenie muzyczne, nie tylko dlatego że orkiestra przez cały wieczór zajmuje centralne miejsce na scenie. Muzycy Opery Bałtyckiej z powodzeniem odnaleźli się w różnych stylistykach: w oratoryjnym dostojeństwie Judyty, połączonym wszakże z nietypowymi miarami taktowymi, wyciszonej dynamice i swoistej archaizacji Syna marnotrawnego, w rozszalałym rytmicznie i dzikim Święcie wiosny. Dodać do tego trzeba dobrze śpiewający chór w Judycie oraz udane kreacje Katarzyny Wietrzny (Lea) i Marcina Bronikowskiego (Symeon) w utworze Debussy'ego, a przede wszystkim przykuwającą uwagę Annę Bernacką w partii Judyty.

fot. mat. teatru

Znacznie gorzej powiodła się próba spójnego połączenia teatralnego różnych utworów. Reżyser Romuald Wicza-Pokojski rozplanował akcję - w ograniczonej do minimum scenografii Zuzanny Kubicz - na trzech płaszczyznach proscenium (to nawiązanie do pierwszych inscenizacji Opery Bałtyckiej sprzed 70 lat) oraz na podwyższeniu w głębi sceny za orkiestrą. O ile Judyta - z tytułową bohaterką wyniesioną w specjalnej konstrukcji ponad poziom zwykłych śmiertelników - zachowała podniosły charakter, o tyle Syn marnotrawny momentami wypadł groteskowo, bo też potężnej postury tenor Ivaylo Mihaylov (powracający do rodziców Azael) został ubrany w chłopięce krótkie spodenki i białą koszulę z aksamitką pod szyją. Kostiumy Zofii Komasy w utworze Debussy'ego stanowiły całkowite pomieszanie stylów, w obu zaś utworach raziły banalne wstawki choreograficzne Ewy Wycichowskiej.

Ta doświadczona artystka w pełni zrehabilitowała się w Święcie wiosny. Mając do dyspozycji trudną, niewielką przestrzeń za orkiestrą, stworzyła zwartą, dynamiczną choreografię, w której oryginalnym ideom baletu z 1913 roku dodała współczesnych treści. W orgiastyczny obrzęd, nawiązujący do prasłowiańskich zwyczajów, włączają się u Ewy Wycichowskiej goście-widzowie. Dawna dzika zmysłowość zamienia się w brutalne wyuzdanie, mistyczna ofiara - w akt okrucieństwa wobec kobiety. Całość jest popisem sprawności zespołu baletowego Opery Bałtyckiej z dobrymi partiami solowymi Eweliny Adamczyk (Ofiarna), Sayaki Haruna-Kondrackiej i Gento Yoshimoto oraz Filipa Michalaka. Opera Bałtycka zapowiada, że cały wieczór po dwóch pokazach premierowych w streamingu wróci na scenę, gdy tylko teatr zostanie otwarty dla widzów.


Tytuł oryginalny

Dawna nowoczesność zamieniona w jubileusz

Źródło:

Ruch Muzyczny nr 9