„Amerykański przyjaciel” Macieja Wojtyszki w reż. autora w Teatrze Telewizji. Pisze Wiesław Kowalski.
W „Amerykańskim przyjacielu” Maciej Wojtyszko zestawia dwie biografie, które na pierwszy rzut oka niewiele mają ze sobą wspólnego. Izaak Babel, pisarz związany z bolszewikami, spotyka Meriana C. Coopera, amerykańskiego lotnika walczącego po stronie Polski podczas wojny polsko-bolszewickiej. Dzieli ich pochodzenie, doświadczenie i stosunek do politycznej rzeczywistości, a jednak potrafią znaleźć płaszczyznę porozumienia. Spektakl nie próbuje rozstrzygać, który z nich lepiej rozumie historię. Zamiast tego przygląda się ludziom, którzy muszą podejmować decyzje w okolicznościach, nad którymi nie mają pełnej kontroli.
Wojtyszko wybiera kameralną formę, dzięki której uwaga widza skupia się przede wszystkim na relacjach między bohaterami. Nie otrzymujemy rozbudowanego obrazu wojny ani panoramicznego portretu epoki. Polityka pozostaje obecna w rozmowach, zależnościach i sposobie, w jaki postacie muszą dobierać słowa. To rozwiązanie ma swoje zalety: zamiast odtwarzać historyczne wydarzenia, przedstawienie pokazuje ich wpływ na jednostkę. Jednocześnie wymaga od dialogów utrzymania napięcia, które nie zawsze okazuje się równie silne.
Interesujące jest to, jak spektakl konfrontuje intelektualną ciekawość z brutalnością systemu. Babel potrafi analizować rzeczywistość, dostrzegać sprzeczności i rozpoznawać nieoczywiste motywacje. Nie oznacza to jednak, że umie przewidzieć konsekwencje własnych decyzji. Jego wiedza nie chroni go przed sytuacją, w której o losie człowieka rozstrzygają cudze podejrzenia i polityczne interesy. W tej postaci ujawnia się zasadnicze napięcie przedstawienia: zdolność rozumienia świata nie daje jeszcze możliwości wpływania na jego bieg.
Marcin Czarnik buduje Babla bez nadmiernego patosu. W jego interpretacji błyskotliwość bohatera nie przesłania niepewności, która towarzyszy mu w kontaktach z otoczeniem. Aktor pokazuje człowieka przyzwyczajonego do obserwowania innych, a zarazem zmuszonego do kontrolowania własnych reakcji. Bartosz Gelner jako Cooper wnosi do tej relacji odmienny temperament. Jest bardziej bezpośredni, ale nie sprowadza swojej postaci do roli naiwnego przybysza z Zachodu. Między aktorami powstaje przekonująca relacja, oparta nie tylko na wymianie argumentów, lecz także na uważności wobec partnera. Ich bohaterowie nie muszą podzielać tych samych poglądów, by traktować się poważnie.
Na uwagę zasługuje również Wiktoria Gorodecka jako Olga. Jej bohaterka funkcjonuje w otoczeniu, w którym niemal wszystko zależy od układu sił, a osobiste decyzje trudno oddzielić od politycznych konsekwencji. Pozycja żony dowódcy daje jej pewne możliwości, ale nie usuwa konieczności zachowania ostrożności. Gorodecka nie gra Olgi jako postaci jednoznacznej. Jej pewność siebie bywa demonstracyjna, czasem przechodzi w energię, która zdaje się nie pasować do surowego otoczenia. Pod tą powierzchnią można jednak dostrzec napięcie między sposobem, w jaki bohaterka pokazuje się innym, a tym, co pozostaje niewypowiedziane.
Scena śpiewu i tańca wyróżnia się na tle bardziej powściągliwych fragmentów spektaklu. Zmienia rytm przedstawienia i pozwala aktorce pokazać inny rejestr ekspresji. Ten moment działa przede wszystkim dzięki kontrastowi z otaczającą go rzeczywistością. Nie wszystkie możliwości postaci zostają jednak w pełni wykorzystane. Olga pozostaje ważnym elementem relacji między głównymi bohaterami, lecz dramaturgia nie zawsze pozwala jej wyjść poza funkcję, jaką wyznacza jej miejsce w wojskowym otoczeniu.
Pewne zastrzeżenia może budzić dodatkowo dramaturgia niektórych scen, zwłaszcza końcowej konfrontacji z Budionnym, w której argumenty bohaterów zbyt łatwo prowadzą do oczekiwanego rezultatu. Mimo tej słabości przedstawienie zachowuje spójny charakter. Telewizyjna forma sprzyja kameralności, a ograniczona przestrzeń pozwala skupić uwagę na mimice, gestach i subtelnych zmianach w zachowaniu postaci. Nie potrzeba rozbudowanych obrazów wojennych, by zbudować poczucie zagrożenia — wystarczy obserwować, jak swobodna rozmowa może w każdej chwili przerodzić się w sytuację wymagającą szczególnej ostrożności. Pod tym względem Wojtyszko trafnie wykorzystuje możliwości Teatru Telewizji.
„Amerykański przyjaciel” wpisuje się w zainteresowanie autora biografiami i spotkaniami postaci, których drogi rzadko przedstawia się wspólnie. Podobnie jak w „Dowodzie na istnienie drugiego”, ważne okazuje się tu pytanie o granice poznania drugiego człowieka. Tym razem nie jest ono jednak wyłącznie kwestią intelektualną. Bohaterowie funkcjonują w warunkach, w których błędne rozpoznanie cudzych intencji może mieć realne konsekwencje. Dlatego ich rozmowy nabierają znaczenia wykraczającego poza wymianę poglądów.
Wartość najnowszej propozycji Macieja Wojtyszki w Teatrze Telewizji tkwi w uważnym przyjrzeniu się spotkaniu ludzi uwikłanych w historię. Marcin Czarnik i Bartosz Gelner tworzą duet, który przyciąga uwagę, a Wiktoria Gorodecka wnosi do przedstawienia energię i niejednoznaczność. „Amerykański przyjaciel” skłania do refleksji nad granicami ludzkiego porozumienia i znaczeniem wzajemnego szacunku w świecie, w którym ostateczne decyzje często zapadają poza zasięgiem tych, których bezpośrednio dotyczą. Spotkanie Babla z Cooperem staje się dzięki temu opowieścią nie tylko o przeszłości, lecz także o relacjach międzyludzkich wystawianych na próbę przez historię.