Logo
Recenzje

Ćwiczenia z bycia sobą

20.07.2026, 14:20 Wersja do druku

„Manuela” w reż. Magdaleny Siwik z Olsztyńskiego Teatru Ulicznego na XXI Międzynarodowym Festiwalu Wyobraźni i Możliwości Teatru Lalek ANIMA w Olsztynie. Pisze Wiesław Kowalski.

fot. mat. teatru

Są spektakle, które opowiadają historię słowami, i takie, które mówią przede wszystkim ciałem. „Manuela” należy do tej drugiej kategorii. To monodram balansujący na styku teatru ruchu, performansu i intymnego wyznania, w którym ciało staje się jednocześnie bohaterem, narzędziem i polem walki o własną tożsamość. Reżyserka Magdalena Siwik oraz autorka ruchu scenicznego i wykonawczyni Beata Kulgajuk budują spektakl, w którym klasyczna narracja ustępuje miejsca cielesnemu zapisowi procesu rozpadu i mozolnego odzyskiwania własnej tożsamości.

Punktem wyjścia jest pytanie o autentyczność. Kim jesteśmy pod kolejnymi warstwami społecznych ról, masek i oczekiwań? Jak wiele naszych gestów i reakcji należy do nas, a jak wiele zostało wyuczonych po to, by sprostać wymaganiom innych? „Manuela” nie udziela prostych odpowiedzi. Zamiast nich proponuje serię scenicznych obrazów, w których znaczenia rodzą się z ruchu, rytmu i relacji ciała z przestrzenią.

Największym atutem spektaklu jest kreacja Beaty Kulgajuk. Aktorka-tancerka buduje postać niemal wyłącznie poprzez ruch, udowadniając, że choreografia może być pełnoprawnym językiem teatralnej opowieści. Jej ruch nie jest ilustracją kolejnych znaczeń, lecz ich źródłem. Z dużą precyzją operuje napięciem mięśni, zmianą rytmu i ciężarem ciała, przechodząc od gestów pełnych kontroli do ruchów sprawiających wrażenie mimowolnych, jakby organizm wymykał się spod władzy świadomości. Dzięki temu proces rozpadu tożsamości staje się doświadczeniem nie tyle opowiedzianym, ile ucieleśnionym.

Twórczynie świadomie rezygnują z rozbudowanej scenografii. Pusta, czarna przestrzeń nie jest tu oznaką ascetyzmu, lecz środkiem artystycznym, który kieruje uwagę na ciało performerki i jego relację ze światłem oraz dźwiękiem. Zmieniające się oświetlenie wyznacza rytm spektaklu i podkreśla emocjonalne przejścia między kolejnymi etapami opowieści. Ciemność pojawiająca się pomiędzy scenami nie pełni wyłącznie funkcji technicznej – staje się chwilą zawieszenia, symbolicznym zamknięciem poprzedniego obrazu i przygotowaniem do kolejnej odsłony wewnętrznej przemiany bohaterki.

Równie istotną rolę odgrywa muzyka. Jej różnorodność sprawia, że nie ogranicza się do ilustracji działań scenicznych, lecz współtworzy dramaturgię przedstawienia. Zmienia tempo, napięcie i emocjonalny ciężar kolejnych sekwencji, prowadząc spektakl od stanów niepokoju i intensywności po momenty wyciszenia i refleksji.

Jednym z najmocniejszych momentów przedstawienia jest scena przygotowań do wręczenia nagrody. Głos reżysera dobiegający z offu prowadzi bohaterkę przez kolejne etapy ceremonii, narzucając sposób zachowania, postawę i emocje. Ta pozornie neutralna instrukcja stopniowo odsłania mechanizm podporządkowania – ciało przestaje należeć do wykonawczyni, stając się narzędziem do odegrania społecznie oczekiwanej roli. Scena w prosty, a zarazem niezwykle sugestywny sposób pokazuje, jak łatwo autentyczność ustępuje miejsca performowaniu sukcesu i spełnianiu cudzych oczekiwań. Dobiegający z offu głos można odczytać również szerzej – jako metaforę uwewnętrznionych społecznych nakazów, które z czasem przestają być zewnętrznym komunikatem, a stają się częścią naszego własnego sposobu myślenia o sobie.

Szczególnie interesujący okazuje się finał przedstawienia. Na scenie pojawia się lalka, z którą bohaterka nawiązuje subtelną relację. Nie jest ona jedynie rekwizytem – staje się partnerem scenicznym i otwiera przestrzeń dla wielu interpretacji. Może być odczytana jako materializacja tego, co wyparte lub utracone – wcześniejszej wersji siebie albo części własnej osobowości, z którą bohaterka próbuje na nowo nawiązać kontakt. Jeszcze ciekawiej wybrzmiewa sama relacja między bohaterką a lalką. Początkowo to ona ożywia nieruchomą figurę, przekazując jej energię i ucząc ją ruchu. Z czasem jednak obie zdają się funkcjonować jak dwie wersje tej samej osoby, a granica między nimi stopniowo się zaciera. To już nie tylko spotkanie z inną wersją siebie, lecz próba odzyskania własnej tożsamości poprzez konfrontację z tym, co wcześniej zostało odrzucone. W tej scenie spektakl odchodzi od samej dekonstrukcji i kieruje się ku możliwości odbudowy – nie przez wymazanie wcześniejszych doświadczeń, lecz przez ich przyjęcie i oswojenie.

„Manuela” jest spektaklem wymagającym uważności. Nie prowadzi odbiorcy za rękę, nie porządkuje znaczeń i nie zamyka ich w jednoznacznych interpretacjach. Siłą przedstawienia jest konsekwencja formalna oraz zaufanie do teatru ruchu jako autonomicznego języka scenicznego. Ciało nie staje się tu jedynie środkiem ekspresji, lecz miejscem, w którym rozgrywa się walka między tym, co narzucone, a tym, co odzyskane.

Magdalena Siwik i Beata Kulgajuk stworzyły kameralny, lecz wyrazisty monodram o współczesnym człowieku, który próbuje odzyskać siebie spod warstw społecznych oczekiwań. „Manuela” pozostaje przedstawieniem o niepewnym statusie własnego „ja” – zawieszonym między tym, co skonstruowane, a tym, co autentycznie odzyskane.

Źródło:

Materiał nadesłany

Sprawdź także