Logo
Recenzje

Nie bohater, lecz opowiadacz

20.07.2026, 18:30 Wersja do druku

Szewczyk Dratewka” w reż. Leny Alberskiej z Olsztyńskiego Teatru Lalek na XXI Międzynarodowy Festiwal Wyobraźni i Możliwości Teatru Lalek ANIMA. Pisze Wiesław Kowalski.

fot. Kornelia Głowacka-Wolf

Jak opowiedzieć baśń, którą wszyscy znają, tak aby nie zamienić jej ani w muzealny eksponat, ani w pokaz współczesnych sztuczek? Lena Alberska znajduje odpowiedź prostszą, niż można się spodziewać – ufa teatrowi. Jej „Szewczyk Dratewka”, pokazany podczas XXI Międzynarodowego Festiwalu Anima w Olsztynie, nie próbuje udowadniać, że klasyczna baśń jest „bardziej współczesna, niż nam się wydaje”. Pozwala jej natomiast pozostać tym, czym zawsze była – żywą opowieścią, pełną ruchu, humoru i teatralnej energii.

Największym zaskoczeniem okazuje się prostota środków. Na scenie występuje zaledwie dwoje aktorów – Sylwia Wieńsko i Adam Bocianiak – którzy w błyskawicznym tempie przejmują kolejne role, animują lalki, zmieniają głosy i rytm gry. Spektakl właściwie nie daje im chwili oddechu. Oboje imponują precyzją, z jaką błyskawicznie przechodzą od jednej postaci do drugiej. Znakomicie operują głosem – do tego stopnia, że chwilami można odnieść wrażenie, iż za parawanem pracuje kilku aktorów, a nie tylko dwoje. To nie tylko popis warsztatu, lecz przede wszystkim umiejętność całkowitego podporządkowania aktorstwa opowieści. Widz ani przez moment nie zastanawia się, ilu wykonawców znajduje się za parawanem. Liczy się wyłącznie historia.

Alberska po raz kolejny potwierdza, że doskonale rozumie dziecięcego odbiorcę. Pamiętam jej „Ciałość”, gdzie z niezwykłą lekkością tłumaczyła najmłodszym funkcjonowanie ludzkiego organizmu i mechanizmy emocji. Tam również unikała dydaktycznego tonu, stawiając na ciekawość i wyobraźnię. „Szewczyk Dratewka” działa podobnie. Nie moralizuje. Pozwala dzieciom samodzielnie odkrywać, że odwaga nie zawsze oznacza walkę, a dobro wraca do tego, kto potrafi okazać je innym.

Najciekawszym elementem przedstawienia wydaje mi się jednak sposób prowadzenia narracji. To teatr, który nie ukrywa swojej umowności. Nie buduje iluzji realistycznego świata, lecz zaprasza do wspólnej zabawy w opowiadanie. Parawan z dwoma otwieranymi mansjonami staje się miejscem nieustannych przemian, a kolejne postaci pojawiają się i znikają z rytmiczną precyzją. Tempo jest imponujące, ale nigdy chaotyczne. Wręcz przeciwnie – każda scena ma swój wyraźny puls, a całość przypomina dobrze zestrojony mechanizm.

Ważnym elementem tej opowieści jest także kontakt z widownią. Nie ogranicza się on do zadawania pytań czy wywoływania śmiechu. W scenie nad jeziorem aktorka wychodzi przed parawan i zaprasza dzieci do współtworzenia wydarzeń. Publiczność nie staje się przypadkowym uczestnikiem zabawy, lecz na chwilę staje się współtwórcą scenicznych wydarzeń. Dzięki temu granica między sceną a widownią niemal znika, a najmłodsi mają poczucie, że naprawdę uczestniczą w przygodach Dratewki.

Nie oznacza to jednak, że spektakl opiera się wyłącznie na technice. Humor wyrasta z charakterów postaci, a nie z przypadkowych gagów. Dzieci reagują spontanicznie, ale śmiech nie zagłusza samej historii. To coraz rzadsza umiejętność – stworzyć przedstawienie atrakcyjne dla najmłodszych bez uciekania się do nieustannego bombardowania bodźcami.

Na uwagę zasługuje także scenografia Marty Ożóg. Nie imponuje rozmiarem, lecz pomysłowością. Jeden element przestrzeni potrafi pełnić wiele funkcji, a zmiany miejsca akcji odbywają się niemal niezauważalnie. Dzięki temu przedstawienie zachowuje płynność, tak ważną przy opowieści o nieustannej podróży bohatera.

Muzyka Bartłomieja Alberskiego nie dominuje nad akcją, ale skutecznie buduje jej rytm. To ona spaja kolejne epizody, podkreśla komizm sytuacji i pomaga utrzymać tempo, które ani na chwilę nie siada.

Największą wartością spektaklu pozostaje jednak jego wiara w teatr jako sztukę opowiadania. W czasach, gdy przedstawienia dla dzieci coraz częściej próbują konkurować z cyfrowymi mediami liczbą efektów i atrakcji, Alberska przypomina, że wystarczy dobrze skonstruowana historia, wyobraźnia twórców i aktorzy potrafiący nawiązać autentyczny kontakt z widownią.

„Szewczyk Dratewka” nie rewolucjonizuje klasycznej baśni Janiny Porazińskiej. I bardzo dobrze. Zamiast szukać taniej oryginalności, wydobywa z niej to, co najważniejsze – przygodę, humor i przekonanie, że świat można zmieniać nie siłą, lecz dobrem i życzliwością. To przedstawienie świadome swoich środków, świetnie zagrane i konsekwentnie poprowadzone. Dowód na to, że klasyczna opowieść nadal potrafi porwać nie tylko najmłodszą publiczność, jeśli opowiada się ją z wyobraźnią i teatralnym rzemiosłem.

Źródło:

Materiał nadesłany

Sprawdź także