„Chłopki” Joanny Kuciel-Frydryszak w reż. Sławomira Narlocha w Teatrze Współczesnym w Warszawie. Pisze Rafał Turowski na stronie rafalturow.ski.
Teatr ludowy. Ale – i współczesny. Sic.
Zagrany – i zaśpiewany, jak to u Sławomira Narlocha bywa. Reżyser wykorzystał szerzej dotąd nieznane publiczności TW talenty wokalne aktorek zespołu. Prawnuk, grany przez Marcina Stępniaka, akurat nie śpiewa, ale prowadzi nas przez te – momentami dojmujące – historie, her-storie właściwie, i jako alter ego reżysera dopowiada własną: o swojej prababce.
Mamy oto opowieść o ostatnich 150 latach, których bohaterkami – często niemymi, udręczonymi, a jednak pełnymi wiary, nadziei i miłości, w większości anonimowymi – są kobiety: nasze prababki i babki. Niekiedy bezradne, żyjące w niewyobrażalnej biedzie, rodzące jedno dziecko za drugim; czasem jednak – ku zgorszeniu otoczenia – nowoczesne, uparte i konsekwentne w dążeniu do tego, by życie tych, których urodziły, było lepsze (fantastyczna Joanna Jeżewska jako Konstancja Zieja).
Chłopki, choć będące hymnem na ich cześć, są jednocześnie opowieścią o nas – żyjących tu i teraz. O tym, jakie wiano: geny, lęki, obsesje, wiarę, nadzieję i miłość odziedziczyliśmy po naszych babkach; czym jest ten nasz posag i dlaczego bywa niekompletny. O tym, że wciąż – i na wsi, i w mieście – spotykamy ludzi, którzy bezinteresownie pomogą oraz takich, którzy utopią nas w łyżce wody.
O tym, że także dziś mężczyźni bywają przemocowymi łotrami, nieobecnymi mężami i ojcami, ale przecież i wspierającymi, czułymi partnerami. O tym wreszcie, że choć na świecie zmienia się wszystko, jednocześnie nie zmienia się nic, może poza faktem, że wiedza o antykoncepcji jest wyraźnie szerzej dostępna niż wówczas.
Chłopkami Teatr Współczesny przypomina, że dysponuje jednym z najlepszych zespołów aktorskich w Polsce. Oglądamy bowiem spektakl znakomicie zagrany przez całą – w ośmiu dziewiątych żeńską – obsadę; spektakl niewydumany (w przeciwieństwie do Chłopek legnickich), momentami poruszający, chwilami zaś – radośnie sprośny. Stąd zapewne rekomendacja wiekowa TW. Myślę jednak, że nawet piętnastolatkom nie trzeba będzie tłumaczyć, o co chodzi w tych ludowych przyśpiewkach – z talentem, wdziękiem i przymrużeniem oka (fakt: po łacinie) przez aktorki zaśpiewanych.