Logo
Magazyn

Brwinów, Scena Letnia. Potrzeba teatralnej wspólnoty… i mydlane bańki jak planety

29.07.2025, 13:19 Wersja do druku

Mogłoby się wydawać, że po czterdziestu spektaklach, które do tej pory miały miejsce na Scenie Letniej dla Dzieci im. Jadwigi Warnkówny w Brwinowie, dziecięca widownia może skorzystać z byle pretekstu – i nie przyjść. A jednak nawet deszcz, padający zarówno przed spektaklem, jak i w jego trakcie młodej widowni (ani rodziców) nie wypłoszył. Pisze Waldemar Matuszewski.

fot. Mieczysław Klajnowski

Scena Letnia wzniesiona na miejskim targowisku jest „wiatrem podszyta” i tak do końca przed deszczem nie chroni. Ze względu na deszcz frekwencja na niedzielnym spektaklu (27 lipca 2025 r.) Teatru „Czerwona Walizka”, zatytułowanym „Toy Toy Circus Show”, rekordów nie biła, ale żywiołu reakcji dziecięcej widowni deszcz nie przytłumił. A przecież podczas spektaklu całkiem tęgo lało, a prowizoryczny dach miejscami przeciekał. Jest jakaś siła sprawcza, która tę dziecięcą teatralną „zgraję” co niedzielę na nasze targowisko przyciąga – samochodami, rowerami, piechotą, rodzice z wózkami dziecięcymi…

Kiedy pięć lat temu inicjator brwinowskiej Sceny – Stowarzyszenie Teatr Na Pustej Podłodze pamięci Tadeusza Łomnickiego (we współpracy z Urzędem Gminy Brwinów) – obserwował tłumy dziatwy i rodziców na spektaklach, tłumaczył je pocovidową potrzebą bycia razem – po miesiącach odcięcia najmłodszych mieszkańców od rówieśników. Rekordem frekwencyjnym był wówczas (lato 2021 r.) spektakl „Cyrkowa podróż” Teatru Kubika ze Szczecina. Wyglądało to tak, jakby wszystkie nasze dzieci pozostające miesiącami (ze względu na covid) w zamknięciu, wyrwały się wreszcie z domowego więzienia i zbiegły się w rówieśniczym tłumie. Był to zapewne istotny powód, ale teraz, kiedy już po covidzie jeszcze jakaś inna tajemna siła goni młodą widownię do teatru. I nawet jeśli rodzice woleliby może zostać w domu (bo deszcz), to dzieci im nie odpuszczą: „Mamo, ja chcę do teatru!”. Spektakle zjeżdżające do Brwinowa (w przeważającej mierze lalkowe) są różnorodne, mają charakter interaktywny, czyli podbijają tylko żywiołowe reakcje widowni i na dodatek kończą się teatralnym wtajemniczeniem (dzieci poznają konstrukcje lalek i mają okazję samodzielnej animacji), nudno nie jest.

Jeśli dziecięca publika wali do teatru w deszcz i chce teatr w deszczu oglądać (choć niekiedy kropla im na głowę spadnie), to znaczy, że potrzeba teatralnej wspólnoty siedzi w niej głębiej. Zdaje się, że największą frajdę ma dziatwa stłoczona na kolorowym dywanie (latającym oczywiście!) rozłożonym na targowym bruku tuż przy skraju sceny. Stąd też łatwiej wyrwać się na scenę, gdy aktorzy zapraszają do siebie ochotników, a czynią to często (wszak to interaktywny teatr).

fot. Mieczysław Klajnowski

Dodatkowym wabikiem i atrakcją Teatru „Czerwona Walizka” z Jeleniej Góry jest fakt, że jest to teatr rodzinny – na scenie obok Klauna Rufi-Rafi (Rafał Biesiada) występują jego synowie: Jędrzej (gra na akordeonie) i młodszy Adam (efektowne akrobacje i pantomima), a niekiedy także mama, czyli pani Maja (ich muza i menadżer). Brwinowskie dzieci też tak chcą! I nie zdziwmy się, jeśli w naszym małym mieście nastąpi wysyp rodzinnych teatrzyków, bo „Czerwona Walizka” ze swoim modelem rodzinnej teatralnej zabawy nie jest wcale odosobniona wśród zespołów goszczących w Brwinowie. Oprócz wspólnoty rówieśniczej równie ważna jest także ta rodzinna – i to właśnie na gruncie Teatru.

Właściwie o obecność młodej widowni na spektaklach Sceny Letniej w Brwinowie martwić się nie trzeba. Teatralny narkotyk (wedle nomenklatury Tadeusza Łomnickiego) dał tu już poznać swój smak i moc. Zdjęcia ze spektakli autorstwa Mieczysława Klajnowskiego są najlepszym „dowodem w sprawie”, no i oczywiście ścieżka dźwiękowa, czyli odgłosy wrzawy młodej widowni niosące się od targowiska po małym podwarszawskim mieście w wakacyjne niedzielne popołudnia.

Tajemnica tego fenomenu (wcale nie tylko brwinowskiego, bo takich letnich spotkań teatralnych w Polsce szczęśliwie mamy dostatek), to głęboka, odwieczna potrzeba ludzkiej wspólnoty – poprzez Teatr – nawet w społeczności tak małej jak nasza, i nawet, kiedy pada deszcz…

PS Mieniące się bańki mydlane niczym planety. Po tym kolorowym spektaklu, pełnym żonglerki i akrobacji, ognia na scenie i dyskretnie punktującego sceniczne działania akompaniamentu akordeonu, pozostanie nam w pamięci obraz mieniących się mydlanych baniek, wielkich i pięknych jak planety, które pan Rafał zaserwował młodym widzom już poza sceną na zwieńczenie teatralnej zabawy w deszczu, a oni uganiali się za nimi do utraty tchu.

Źródło:

Materiał nadesłany

Wątki tematyczne

Sprawdź także