„Border Bodies” w chor. Paoli Sorressy i Elwiry Piorun, koprodukcja Mandala Dance Company i Teatru Tańca Zawirowania oraz „Balancier” w chor. Paoli Sorressy z Mandala Dance Company we Włoszech na 22. Międzynarodowym Festiwalu Tańca Zawirowania w Warszawie. Pisze Katarzyna Jarczak.
Za nami inauguracyjny wieczór XXII edycji Międzynarodowego Festiwalu Tańca Zawirowania. Pierwszym zespołem na scenie była włoska grupa Mandala Dance Company. Włosi rozpoczęli spektaklem Balancier, a następnie wykonanym wspólnie z Teatrem Tańca Zawirowania Border bodies.
Warto podkreślić, że grupa Mandala Dance Company po raz kolejny pojawiła się na festiwalu. Ponadto zespół ponownie połączył siły z Teatrem Tańca Zawirowania. W ubiegłym roku wspólnie otwierali XXI edycję spektaklem Last chance. Jak widać współpraca między artystami ma się bardzo dobrze, międzynarodowa wymiana doświadczeń hula, aż miło, a choreografki Paola Sorressa i Elwira Piorun potrafią stworzyć intrygujące historie, w których ciało i ruch odgrywają najważniejsze role. Początkowo mogłoby się wydawać, że Balancier i Border bodies to dwa zupełnie różne spektakle, całkowicie od siebie różne. Nie potrafiłam jednak pozbyć się wrażenia, że zostały idealnie dopasowane. Obejrzane razem tworzą pełny i dynamiczny obraz, skupiający się na nieustannym wahaniu, poszukiwaniu i przede wszystkim znalezieniu własnego miejsca - zarówno w przestrzeni, jak i wśród innych ludzi.
Balancier należy do spektakli subtelnych, ale jednocześnie intensywnych. Nad sceną cały czas wisiała mała świecąca kulka, która była punktem odniesienia dla ruchu scenicznego. Trzech tancerzy (Alessia Stocchi, Gabriele Crosta, Davide Galuppi) początkowo samotnie próbowało dopasować się do rytmu narzucanego przez powtarzalny i hipnotyczny ruch kuli. Tworzyli naturalny balans między swoimi ciałami, a rekwizytem i dopiero po samodzielnym znalezieniu rytmu, zaczęli dostrzegać siebie nawzajem. Artyści miotali się i wahali, nieustannie szukając równowagi. Zmiana trajektorii ruchu świecącej kulki wymagała od nich dopasowania się do nowej sytuacji i poszukiwania nowego balansu. W tym wszystkim czuć było potrzebę bliskości i odnalezienia swojej przestrzeni. Podkreślała to również powtarzalna muzyka, która zdawała się synchronizować z rytmem bicia serc tancerzy. Stonowanie światła, początkowo punktowe, a później oświetlające już całą scenę, otulały bohaterów, nadając całości intymny charakter.
Z kolei Border bodies uderza w widzów już od pierwszych sekund. Elektroniczne dźwięki są intensywne i mocne, a na scenie znajduje się sześć osób (Giulia Avola, Gabriele Crosta, Davide Galuppi, Martyna Dmitroca, Aleksandra Jarząbek, Martyna Sobiech), które tworzą silną grupę. Muzyka zmienia rytm i dynamikę, a tancerze zdają się podporządkowywać otaczającym dźwiękom. Relacje między nimi się niesamowicie dynamiczne. Początkowo tworzą silny zespół, ale z czasem rozpadają się na mniejsze grupki. Poszukują swojego miejsca i ciągnie ich do siebie. Zarazem często odpychają się, a po chwili przenikają wzajemnie. Dzielą się na różne konfiguracje i testują przestrzeń oraz jej granice. Zdają się walczyć o przestrzeń, często bardzo intensywnie i zajadle, ale z czasem odkrywają, że wspólne działania dają dużo większe możliwości. Świetnym rekwizytem okazała się gruba lina, którą artyści przesuwali, podkreślając i oznaczając swoją przestrzeń. Zmieniali swoje miejsce, balansowali pomiędzy byciem za i przed linią. Finalnie jednak rozumieją, że rekwizyt ich ogranicza, więc wspólnie pozbywają się go.
Zarówno w Balancier, jak i Border bodies potrzeba bliskości i obcowania z drugim człowiekiem wysuwa się na pierwszy plan. Artyści przenikają się, badają granice między swoimi ciałami i szukają balansu, w którym poczują się swobodnie i dobrze. Partnerowanie między tancerzami jest tutaj dopracowane do perfekcji, dzięki czemu choreografia wydaje się być lekka i naturalna. Ciała przelewają się przez siebie, przenikają się, tworzą wspólną masę. Dotyk i współpraca między artystami tworzą niesamowicie intrygujące i plastyczne figury, które z jednej strony zachwycają, a z drugiej dają poczucie spokoju i jedności. Bowiem gdzieś w tym wszystkim nieustannie wybrzmiewa nadzieja, że razem możemy więcej.