EN
3.06.2022, 12:10 Wersja do druku

Awantura w Chioggi

„Awantura w Chioggi” Carla Goldoniego w reż. Edwarda Wojtaszka w Teatrze Polskim w Warszawie. Pisze Rafał Turowski na stronie rafalturow.ski.

fot. Karolina Jóźwiak

Obejrzenie w krótkim czasie dwóch bardzo różnych wystawień tego cudownego tekstu jest przeżyciem pouczającym, bo skłaniającym do porównań. Może więc nie będę ściemniał - bardziej podobała mi się Awantura z Gdańska. ALE zaznaczyłbym, że oba te spektakle są jednak o czymś trochę innym, więc i ich dosłowne zestawienie nie będzie zbyt miarodajne.

Mamy oto – pozwolę sobie przypomnieć – w pierwszej scenie kilka chioggiańskich dam, ździebko nudzących się pod nieobecność ich mężczyzn, które to damy pozwalają sobie podczas plotek na kilka słów za wiele. Uruchamia to lawinę zdarzeń, ten pożar chioggiańscy mężczyźni będą (jak to w życiu) jakoś gasić. I w tym „jakoś” cała przyjemność oglądania.

Z plusów – mamy piękne kostiumy i monumentalną, dość klasyczną scenografię, w którą jednak sprytnie wpleciono rozwiązania nowoczesne – i to działa! Mamy także znakomite role Koadiutora (Krzysztof Kwiatkowski), bawiącego się swoim epizodem Woźnego (Leszek Bzdyl) oraz - Fortunata (Szymon Kuśmider), który to Fortunat posługuje się cudownym językiem chioggiańskim, będącym jakby mieszanką stylu angielskiego policjanta z Allo Allo z – zabawą włoską kliszą językową i - anagramami tudzież innymi figurami stylistycznymi polszczyzny, efekt jest zaiste komiczny, a byłby komiczniejszy, gdyby muzyka towarzysząca wydarzeniom w Chioggi nie grała tak głośno.

Nie mam pewności (z minusów), czy nie zobaczyliśmy nieco "przegrzanych" kilkorga bohaterów,  i - jakaś fałszywa nutka zabrzmiała w scenie bitwy pań, troszkę tak, jakby twórcy nie mogli się zdecydować, czy w tym ogólnym mordobiciu (z przeproszeniem) postawić na teatralną umowność, czy też – pójść jednak na całość.

Tytuł oryginalny

AWANTURA W CHIOGGI

Źródło:

www.rafalturow.ski
Link do źródła