12.06.2013 Wersja do druku

Złote czasy radia, czyli teatru

Dzisiejsze zainteresowanie radiem ma w sobie coś z hipsterskiej mody na retro. Spektakle tylko do słuchania przeżywają renesans, także za sprawą audiobooków. Ograniczenie przekazu do dźwięku daje nowe możliwości - pisze Witold Mrozek w Gazecie Wyborczej.

Radiowy festiwal "Dwa teatry" w Sopocie (tegoroczna edycja odbyła się na początku czerwca) wyglądał osobliwie - publiczność siedziała w kinowej sali i patrzy w pusty ekran. Z głośników słychać produkcje Teatru Polskiego Radia. W tym roku przegląd wygrała wyprodukowana przez Dwójkę "Mewa" w reż. Igora Gorzkowskiego. Tekst Borysa Akunina, współczesnego autora stylowych kryminałów, nawiązuje do klasycznej sztuki Czechowa. Konstanty, niespełniony młody poeta, u Czechowa popełnia samobójstwo - tutaj zostaje zamordowany. Kto zabił? Zegar wciąż wskazuje 21:07, a kolejni podejrzani przedstawiają swoją wersję zdarzeń. W konkursie było też sporo polskiej literatury. Z okazji Euro 2012 PR sięgnęło po "Mecz" Janusza Głowackiego. Dramat powstał w 1976 r., w czasach triumfów polskiego futbolu, jeśli więc nowe słuchowisko w reż. Janusza Zaorskiego brzmi aktualnie, to z innego powodu - korupcję sportowi działacze przysłaniają sloganami o misji i spo

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Tytuł oryginalny

Złote czasy radia, czyli teatru

Źródło:

Materiał nadesłany

Gazeta Wyborcza nr 135

Autor:

Witold Mrozek

Data:

12.06.2013