„Noa” w chor. Jye-Hwei Lin oraz „White pages. Dedica al dinamismo” w chor. Manfrediego Perego z Balletto Teatro di Torino z Włoch. Pisze Lucyna Milczarczyk.
To już przedostatni dzień XXII Międzynarodowego Festiwalu Tańca Zawirowania, podczas którego zobaczyliśmy dwa dzieła kameralnego włoskiego zespołu Balletto Teatro di Torino. Zespół jest jednak prawdziwie międzynarodowy, albowiem tancerze pochodzili z Portugalii, Stanów Zjednoczonych, Belgii oraz Francji. Mogliśmy w ich wykonaniu zobaczyć zarówno solowy występ „Noa” w choreografii Jye-Hwei Lin, tańczony przez tytułową Noę Van Tichel oraz „White pages. Dedica al dinamismo’’ autorstwa choreografa Manfrediego Perego, który wykonali przez Noa Chatton, Bailey Kager, Ivo Santos i Noa Van Tichel. Były to spektakle, z których wybrzmiewała zarówno siła, jak i spokój.
„Noa” od początku została stworzona pod tańczącą ten projekt artystkę. Było to więc coś przygotowanego specjalnie dla niej. Dzięki temu można było uwzględnić wiele indywidualnych czynników oraz wykorzystać mocne strony i charakter tancerki. Całość jest bardzo spójna i w poetycki pokazuje sposób poszukiwanie obecności ciała. Jest to droga pełna licznych upadków i trudnych do przezwyciężenia blokad. Towarzyszy jej muzyka, przywodząca na myśl kapiące krople wody. Nie wiemy jednak czy jest to deszcz, woda spływająca ze sklepienia jaskini czy też rozbryzgi morskiej wody, obijające się o statek w porcie. Pozostawia to swego rodzaju niedopowiedzenie, jednocześnie wprowadzając przy tym nie tylko melancholię i dramaturgię, lecz także dając odbiorcy pewne poczucie bezpieczeństwa poprzez stonowany, naturalny dźwięk. Nie znaczy to oczywiście, że nie pojawiają się tutaj także mocniejsze emocje. Widzimy między innymi rozpacz, bezsilność czy niedowierzanie po kolejnym upadku. Pokonanie tej bariery okazuje się nie być wcale takie łatwe, gdyż cała droga jest już naznaczona cięższymi chwilami. W pewnym momencie muzyka zmienia się i od tego momentu jest bardziej podobna do porywistego wiatru. Spektakl kończy się intrygującym wyznaniem o różnych upadkach, zakochaniu i niezmiernie tu istotnym ciele.
Choreografia grupowa, którą nam dziś [29 czerwca 2026 roku – przyp. red. e-teatr.pl] przedstawiono, jest czymś zgoła innym, chociaż wciąż pozostawia po sobie łagodność. Skupia się ona na spotkaniu dwóch ciał – czymś zaskakującym, ale zarazem i energicznym. Nieprzewidywalność w jest tutaj bardzo ważna, albowiem improwizacja na etapie prób, wpłynęła na efekt końcowy. Na pochwałę zasługuje wykorzystanie przestrzeni z rozwagą i nieustanne przemieszczanie się po całej szerokości sceny, z uwzględnieniem kolejności i ustawienia tancerzy. Pomimo widocznych wzajemnych zażyłości, każda z postaci nie traci swojej odrębności. Są odseparowanymi ludźmi, którzy równocześnie potrafią być zgranym zespołem. Patrzą na siebie z szacunkiem i uznaniem, a czasami także i z ciepłem. Spektakl zaczynają i kończą Ci sami tancerze, wykonując identyczną sekwencję ruchów, co domyka całą historię. Dobre relacje między członkami Balletto Teatro di Torino, objawiające się podczas rozmowy z nimi po występie, znajdują swoje odzwierciedlenie podczas „White pages. Dedica al dinamismo”, co pozwala wykreować realistyczną i wiarygodną opowieść o jednostce, o grupie, o harmonii i ulotności doczesnej rzeczywistości.
Zarówno „Noa”, jak i „White pages. Dedica al dinamismo” mają silną wymowę, jednakże po ich obejrzeniu pozostaje w nas uczucie swego rodzaju łagodności i spokoju. Sprzyja temu brak częstych i drastycznych zmian oświetlenia, połączenie lekkości i atletyczności ruchów oraz jednolite stroje, uszyte z połyskujących tkanin. To naprawdę nieprawdopodobne, jak tak nieliczny zespół jest w stanie stworzyć coś, co dorównuje wielkim produkcjom. Nie pozostawiając choćby najmniejszego pola do polemiki w tej kwestii, włoska grupa pokazuje, że pomimo niewielkiej ilości osób, stworzenie czegoś równie wspaniałego jest wykonalne z zachowaniem pełnego profesjonalizmu. Ciekawie byłoby zobaczyć Balletto Teatro di Torino w innych realizacjach.