Logo
Recenzje

Żarcie na wielkiej wojnie

15.06.2026, 14:33 Wersja do druku

„Wallenstein. Schlachtfest in sieben Gängen“ w reż. Jana Christopha Gockela z Münchner Kammerspiele podczas 63. Festiwalu Theatertreffen 2026 w Berlinie. Pisze Iwona Uberman w portalu www.kulturtransfer.eu.

fot. Armin Smailovic

Tegoroczne 63. wydanie festiwalu Theatertreffen 2026 – Berlińskie Spotkania Teatralne odbyło się w dniach od  1 do 17 maja 2026. Wśród zaprezentowanych jak zwykle dziesięciu „najbardziej wyjątkowych” inscenizacji teatralnych minionego roku znalazło się przedstawienie „Wallenstein. Schlachtfest in sieben Gängen“ z teatru Münchner Kammerspiele. Był to najlepszy spektakl.

Podczas gdy jeszcze ostatni widzowie zajmują szybko swoje miejsca na fotelach, spośród siedzącej już na widowni publiczności wyłania się młody mężczyzna ubrany w zwykły dres. Wspina się na podwyższenie sceny i stając przed żelazną kurtyną, zwraca się ze słowami powitania do publiczności. Przeczuwamy to już po jego akcencie, ale dopiero po chwili mamy pewność, że jest Rosjaninem. Nazywam się Sergiej Okunev, ale lubię, kiedy moi koledzy w Monachium mówią do mnie Serge, ciągnie mężczyzna i opowiada dalej, że przez ostatnie dwa lata prowadził dla monachijskiego teatru w związku z obecnym spektaklem risercz na temat prywatnej firmy wojskowej noszącej nazwę Grupa Wagnera.

W czasie spektaklu dowiemy się jeszcze wiele na ten temat, gdyż Jan Christoph Gockel, reżyser przedstawienia „Wallenstein. Schlachtfest in sieben Gängen” („Wallenstein. Siedmiodaniowa uczta po wielkiej rzezi”) serwuje w ciągu nadchodzących siedmiu godzin nie tylko monumentalną trylogię Fryderyka Schillera, ale splata ją także, znajdując liczne podobieństwa, z historią, jaka rozegrała się w ostatnich latach podczas rosyjskiej inwazji na Ukrainę - zwanej przez Putina ciągle jeszcze uparcie nie wojną, ale jedynie operacją militarną. Gockel interesuje się wydarzeniami związanymi z paramilitarną formacją Wagnerowców, założoną przez Jewgeniego Prigożyna.

Zrealizowane w monachijskim teatrze Münchner Kammerspiele przedstawienie jest bez wątpienia najlepszym spektaklem zaprezentowanym na tegorocznych Berlińskich Spotkaniach Teatralnych Theatertreffen 2026. Nie tylko pod względem artystycznym, ale i poprzez bezpośrednie dotknięcie tematu wojny, która trafiła na tereny Europy, zasługuje ono na uwagę. „Wallenstein” Schillera był przez długie lata nieobecny na niemieckich scenach: monumentalny, złożony z trzech części, które trudno realizować skrótowo, wymaga od wszystkich wysiłku i uwagi, także wytrzymałości fizycznej oraz chęci ze strony publiczności, aby poświęcić na wizytę w teatrze sporo czasu. Również sama problematyka rozgrywającej się w pobliżu wojny napastniczej (nie domowej jak w Jugosławii) nie była długo w Europie aktualnym tematem. Obecnie pojawia się on w codziennych wiadomościach, ale jest raczej ciągle jeszcze omijany przez teatr, bezradny wobec Rosji i polityki Kremla. Dlatego chętnie wypiera on ze świadomości bliskość zagrożenia i ogranicza się przy zajmowaniu się teraźniejszością do problematyki feministycznej i genderowej, nie zaś do spraw geopolitycznych.

Sięgnięcie do wojny trzydziestoletniej i postaci Wallensteina, zwycięskiego przywódcy wojsk złożonych z najemników w XVII wieku oraz jednoczesne szczegółowsze przyjrzenie się osobie Prigożyna, oligarchy, wszechstronnego pomocnika szefa Kremla, nazywanego także „kucharzem Putina”, gdyż i tę rolę pełnił w swoim czasie, pozwala na zaglądanie do wnętrza wielkiej maszynerii zakulisowej wojennej polityki. Prigożyn, twórca rosyjskich fabryk trolli i gastronomicznego imperium, dostarczał rosyjskiemu przywódcy na jego życzenie już nie raz „żywego mięsa”- oddziały najemników do brudnej roboty, których zadaniem była silna destabilizacja różnych regionów świata. Podczas wojny w Ukrainie Wagnerowcy odgrywali przez pewien czas szczególnie ważną rolę.

Okunev, reżyserujący do 2022 spektakle teatru dokumentalnego w Rosji, poszerza w inscenizacji Gockela pole widzenia zachodniego odbiorcy wykraczając poza ogólnie znane kwestie udziału Wagnerowców w akcjach bojowych o informacje na temat metod werbowania najemników, ich wojennej egzystencji i tego, jak byli zarządzani. Drogi, którymi kroczą Wallenstein i Prigożyn przecinają się niekiedy ze sobą. Widoczne jest to szczególnie w szczytowej fazie ich kariery. Stając się zbyt wpływowi, są nagle zagrożeniem dla swoich władców i muszą przypłacić to życiem. Opowieść o losach Wallensteina czerpana jest z dramatu Schillera. O katastrofie lotniczej w sierpniu 2023 i rozbiciu się prywatnego jetu Prigożyna, którym, po groźbie marszu Wagnerowców na Moskwę, wyruszył w podróż on sam, jak również współzałożyciel firmy i jej główny dowódca wojskowy Dimitrij Utkin, było głośno w światowych mediach jeszcze nie tak dawno. Przyczyny zagadkowego rozbicia się maszyny do dzisiaj nie wyjaśniono, prawdziwych powodów nagłego konfliktu między Putinem i Prigożynem również nie.

Odpowiedzi na pytanie czy tylko dlatego ponieśli śmierć, gdyż stali się nagle zbyt wpływowi, można szukać w monachijskim spektaklu. Co działo się według Schillera w kuluarach wojny? Początek stanowi tutaj I. część dramatu ”Obóz Walllensteina”, przy czym wydaje się, że reżyser Gockel i jego wiodący przez spektakl i odpowiedzialny za współczesny rosyjski wątek konferansjer Okunev zgadzają się ze sobą twierdząc, że gotowanie – w przenośnym sensie – ma miejsce także na wojnie: „Kochen ist Krieg” („Gotowanie to wojna”) to podtytuł I. części, a więc pierwszego dania jak to nazywa program, spektaklu. Kiedy więc Okunev kończy swoje wprowadzenie do sytuacji w Rosji i żelazna kurtyna podnosi się do góry, widzimy na scenie nowoczesną kuchnię. Długo przyglądamy się temu, jak cały zespół kuchenny skrobie, obiera, kroi, sieka, szatkuje, marynuje, podsmaża, miesza ze sobą składniki potraw, gotuje, przyprawia, przygotowuje do pieczenia. Odkrywamy przy tym powoli, że znajdujemy się równocześnie w kuchni polowej u Wallensteina, gdzie najemnicy pod okiem szefa kuchni Oktawia Piccolominiego przygotowują wspólnie posiłek. Na razie jest on także wspólny, ale z biegiem czasu niejeden z żołnierzy otaczających głównego wodza będzie pichcił w myśl porzekadła „każdy sobie rzepkę skrobie”.

Do grupy oficerów dołączy niedługo Questerberg, wysłannik cesarski, przysłany w tajnej misji wybadania lojalności Wallensteina i nastrojów panujących w obozie. Schiller porusza wiele tematów: obowiązku wobec państwa, lojalności wobec władzy, wierności, ambicji, zaufania, i wątków, którymi żywią się intrygi polityczne: rządzy władzy, podstępów, zdrady, fałszywych przyjaźni, manipulacji, ale i takich jak: wiara w drugiego człowieka lub miłość i oddanie. Wszystko to sprawy mające ponadczasowy wymiar i łatwo nimi zainteresować współczesnego widza, gdyż nadal są aktualne i potrafią wzbudzać silne emocje.

Silną stroną spektaklu jest to, że reżyser nie tylko przenosi dramat Schillera we współczesną scenerię, ale – jak często w swoich pracach – korzysta z całej palety teatralnych stylów, umiejętnie łączonych ze sobą. Są więc obecne i klasyczny teatr aktorski, teatr lalek, improwizacje, (mini) koncerty muzyki na żywo, przenoszenie punktu ciężkości na projekcje live-video, realistyczne sceny prawdziwego gotowania (później też: prawdziwej uczty), różnorakie elementy teatru eksperymentalnego, aktorskie sceny inkluzywne, bezpośrednie, happeningowe włączanie do akcji publiczności, jak i konferansjerka Okuneva (oscylująca między standupem i TEDtalkiem) oraz elementy klasycznego teatru dokumentalnego. Wszystko to oraz transmitowane na żywo sceny teatru ulicznego i dalsze formy współczesnej teatralnej narracji trzymają w napięciu w ciągu siedmiu godzin i nie dopuszczają do znurzenia u publiczności.

Współczesne jest także obsadzenie w głównej roli sparaliżowanego aktora Samuela Kocha (nomen omen: słowo „Koch” – tu nazwisko – oznacza po niemiecku „kucharz”), który nie tylko tworzy wspaniałą kreację aktorską swojego Wallensteina, ale z uwagi na konieczność uwzględnienia jego fizycznych ograniczeń, przyczynia się do powstania w niejednej scenie dodatkowych impulsów interpretacyjnych.

Podobnie dzieje się za sprawą powierzenia większości ról oficerów Wallensteina (Illo, Isolani, Octavio i Max Piccolomini) aktorkom. Towarzysząca temu reżyserskiemu pomysłowi intencja, aby stworzyć większy dystans u publiczności do oglądanych scen, wprawdzie nie działa, ale jest to raczej szczęśliwa okoliczność. Świetnie ucharakteryzowane na mężczyzn i doskonale władające aktorskimi technikami wcielania się w dramatyczne postaci aktorki tworzą wielkie postaci o zaskakujących niekiedy fasetach osobowości i dowodzą, że nie tylko potrafią podźwignąć powierzone im zadanie, ale pozwalają one na wprowadzenie nareszcie na nowy tor męczącej już niekiedy dyskusji: kto może i kto powinien odgrywać jakie role, czy kobiety mogą grać role męskie, a mężczyźni kobiece, jeśli nie ma się do czynienia z komedią (w celu ośmieszenia postaci) lub spektaklem postdramatycznym (gdzie nie ma już w ogóle roli czy postaci). Odpowiedź, którą mimochodem daje przedstawienie Gockela i którą warto jest zapamiętać na dłużej w procesie rozwoju równouprawnienia w teatrze, brzmi: nieważne kto gra, liczy się końcowy efekt i umiejętny przekaz.

Co wybija się na pierwszy plan tej wystawnej inscenizacji, pozostaje w pamięci i otwiera przestrzeń do refleksji? Z pewnością temat władzy i jej nadużywania, któremu ulegają najsilniej ci, którzy dostają jej najwięcej do ręki. Pozostaje też poznane dobrze w ostatnich miesiącach pozorowanie niemożliwości osiągnięcia pokoju, aby móc dalej prowadzić wojnę. W spektaklu ulega ono kolejny raz demaskacji. Zarówno więc na scenie, jak i w rzeczywistości, tkwimy nadal w takim samym impasie. Dobrze jednak jest dzielić ze sobą wspólnie to przeżycie. I słyszeć z europejskiej sceny niezrównany rosyjski humor w wykonaniu Okuneva. I zetknąć się z realiami życia ludzi stawiających czoło Putinowi. Na przykład na scenicznych deskach. Otwarta krytyka Putina z rosyjskich ust nie jest bezkarna. Okunev wie, że nie żyje bezpiecznie.

Tytuł oryginalny

Żarcie na wielkiej wojnie

Źródło:

www.kulturtransfer.eu
Link do źródła

Autor:

Iwona Uberman

Sprawdź także