Logo
Magazyn

Miesięczna Kronika Teatralna maj 2026. Nie igra się z Operą! Cześć 1.

15.06.2026, 12:32 Wersja do druku

Mijający sezon w świecie instytucji operowo-baletowych w naszym kraju, intrygował jak nigdy w ostatnich kilkudziesięciu latach. I to nie za sprawą repertuaru, aktywności scenicznej, ale przede wszystkich w sferze organizacyjnej. Spośród trzynastu instytucji tego typu w Polsce, aż w trzech przeprowadzono konkursy na stanowisko dyrektora.

Dotyczyło to kluczowych placówek – Teatrów Wielkich w Łodzi oraz Poznaniu, a także w Operze i Filharmonii Podlaskiej w Białymstoku. Dokonała się roszada kierownika baletu w Operze Bałtyckiej, w jednym przypadku przedłużono kontrakt dotychczasowemu liderowi – w Warszawskiej Operze Kameralnej. W dwóch miejscach można odnotować pewien rodzaj stagnacji (Opera Śląska w Bytomiu oraz Opera na Zamku w Szczecinie), a w jednym przypadku organizator drastycznie ograniczył dotację na funkcjonowanie instytucji w roku 2026 (Opera Lubelska). A w Teatrze Wielkim-Operze Narodowej zapowiedź kolejnego sezonu – praktycznie pierwszego autorskiego według projektu artystycznego dyrektora Borisa Kudlički. Zatem zaledwie cztery instytucje pozostają wolne od balastu zmian i nieoczekiwanych zdarzeń kontynuując obrany cel aktywności – Opera Wrocławska, Opera Nova w Bydgoszczy, Opera Krakowska oraz Polska Opera Królewska. Zatem czego możemy się spodziewać, co wiąże się z owymi roszadami, ograniczeniami oraz stabilizacjami? Czy jest to efekt nadciągającego kryzysu, zamierzona polityka szefów podmiotów, a może długofalowa strategia funkcjonowania. Nowe i stare, wigor oraz kontynuacja – to kluczowe wyróżniki nadchodzących miesięcy w świecie operowo-baletowym naszego kraju.

Najwięcej oczekiwań wiąże się z nowymi dyrekcjami. Dużo emocji towarzyszyło zdarzeniom, które miały miejsce w Łodzi. Dotychczasowy dyrektor Marcin Nałęcz-Niesiołowski, który początkowo skrócił swój kontrakt o jeden sezon (miał sprawować funkcję do końca sezonu 2026/27), zrezygnował z pełnienia dalszej funkcji zimą 2026 roku. We wpisie w mediach społecznościowych informował: „Vita brevis, ars longa, occasio praeceps, experimentum periculosum, iudicium difficile/Życie jest krótkie, sztuka długa, okazja ulotna, doświadczenie niebezpieczne, sąd niełatwy” – Hipokrates. Drodzy Państwo, po rozstrzygnięciu przez Zarząd Województwa Łódzkiego, na początku stycznia bieżącego roku, konkursu na stanowisko dyrektora Teatru Wielkiego w Łodzi, zdecydowałem się na zakończenie mojej pracy w Teatrze z dniem 28 lutego [2026]”. Ale formalnie pozostał w fotelu dyrektorskim, gdyż w informacji podanej przez Urząd Marszałkowski Województwa Łódzkiego, wspomniany „został na własną prośbę odwołany ze stanowiska z dniem 30 kwietnia 2026 roku”. Dodatkowo głośno stało się o Teatrze Wielkim w Łodzi w czasie Łódzkich Spotkań Baletowych i wywieszeniu flagi Izraela na frontonie gmachu przy pl. Dąbrowskiego. Dla niektórych była to prowokacja i żądanie usunięcia dyrektora – co już się dokonało – a dla innych akt uhonorowania artystów biorących udział w festiwalu. Niepojętym pozostaje dlaczego lokalni politycy w Radiu Łódź informowali, że owe zdarzenie stało się podstawą do odwołania dotychczasowego dyrektora, gdy już dawno w tej sprawie zapadła decyzja. Pozostanie to wielką tajemnicą. Faktem jest, że zdarzenia biegły dwutorowo. Wraz z tym co rozgrywało się w samej instytucji został przeprowadzony konkurs na stanowisko dyrektora. Ogłoszenie wskazywało podpisanie kontraktu zaledwie na trzy sezony artystyczne. Oczywiście jest to zgodne z obowiązującą Ustawą o organizowaniu i prowadzeniu działalności kulturalnej, ale w przypadku instytucji muzycznej, gdy czas planowania oraz realizacji inicjatyw artystycznych jest dość długi, to ów okres jest naprawdę wręcz minimalny dla ukazania własnej koncepcji i to nie tylko w płaszczyźnie repertuarowej, ale także organizacyjnej, administracyjnej i kadrowej.

Po przeprowadzonym w styczniu 2026 roku konkursie (rozmowy z kandydatami miały miejsce 9 stycznia), w którym zwycięzca otrzymał w dziewięcioosobowej komisji siedem głosów za, dwa wstrzymujące się, Zarząd Województwa Łódzkiego uchwałą z dnia 20 lutego 2026 roku powołał Rafała Kłoczko na stanowisko dyrektora Teatru Wielkiego w Łodzi z dniem 1 września 2026 roku. Ten dotychczasowy dyrektor Filharmonii Zielonogórskiej im. Tadeusza Bairda, to prawie czterdziestolatek, uznany menedżer, dyrygent, aranżer i kompozytor. Dodatkowo, ze względu na wcześniejsze opuszczenie stanowiska przez Nałęcz-Niesiołowskiego, wspomniane władze samorządowe z dniem 6 maja 2026 roku powierzyły Kłoczko pełnienie obowiązków dyrektora. Nie warto wchodzić w szczegóły, ale to także był zawiły proces ulokowania artysty w przestrzeni organizacyjnej instytucji. Ostatecznie do końca kontraktu w Zielonej Górze (31 sierpnia 2026 r.) – po uzgodnieniu przez Marszałków obu województw – sprawuje dwie funkcje: w Łodzi oraz w województwie lubuskim dzieląc czas i aktywność pomiędzy dwie, wspomniane instytucje. Co planuje na najbliższy czas artysta? Z pomocą przychodzi zaprezentowany w konkursie program, a także nasza rozmowa.

Koncepcja zawiera dziewiętnaście stron. Uderza w niej zwrócenie uwagi na kwestie wewnętrznego współdziałania. W pierwszych słowach Kłoczko zauważa: „Jakość artystyczna może rozwijać się tylko tam, gdzie istnieje dialog, dostępność i rozumienie wzajemnych potrzeb”. Ów wątek przewija się wielokrotnie, sprawy ludzkie, wyciszenie atmosfery i też konieczność współodpowiedzialności w instytucji, gdzie funkcjonuje sześć związków zawodowych, stają się sprawą nadrzędną. Nowy szef ma olbrzymią świadomość dualnego charakteru miejsca – jako ważnego dla odbiorców, którzy odwiedzają teatr, ale także bezpiecznej przestrzeni pracy, w której winny być godne warunki, odpowiednie wynagrodzenie oraz realne możliwości rozwoju. Z tym co wydaje się najważniejsze, w perspektywie kolejnych trzech sezonów artystycznych, to: jeden, spójny sposób działania, który skonstruuje wewnętrzne zaufanie oraz w współpracę. Wśród wyzwań znajduje się: wzmocnienie obecności w regionie, spójna kampania promocyjna oraz repertuarowa, analiza frekwencji, ocena wizerunku instytucji. Wyzwaniem staje się realizacja inwestycyjna w ramach programu FenIKS służąca adaptacji i modernizacji przestrzeni Teatru Wielkiego w Łodzi wraz z zakupem sprzętu i wyposażenia. Łączą się z tym czasowe wyłączenia przestrzeni budynku, w tym w okresie letnim sali widowiskowej. Na szczęście Kłoczko ma już doświadczenie w tej materii, ponieważ obejmując stanowisko dyrektora w Zielonej Górze doprowadził do zakończenia trwającą inwestycję dotyczącą rozbudowy i modernizacji budynków.

W ostatnim czasie instytucja posiadała jednego zastępcę dyrektora ds. artystycznych, jest to nadal Rafał Janiak. Statut natomiast określa trzech zastępców. W celu realizacji zamierzeń projektowych ważne stało się wskazanie osoby odpowiedzialnej w tym zakresie. Jedną z pierwszych decyzji Rafała Kłoczko było powołanie zastępcy dyrektora ds. administracyjnych. Została nim Agata Rutkowska. Pozostaje otwarta kwestia stanowiska zastępcy ds. produkcji, ale na pół etatu obecnie zatrudniony jest na nim właśnie Kłoczko, któremu można było dzięki temu powierzyć pełnienie obowiązków dyrektora. Nominat widzi konieczną zmianę w tym zakresie na rzecz osoby odpowiedzialnej za sprawy techniczne, co łączyłoby się ze zwiększeniem kompetencji na tym stanowisku.

Wizja do 2029 roku zakłada umocnienie pozycji Teatru Wielkiego w Łodzi jako jednej z kluczowych scen operowych i baletowych w naszym kraju, a to ma być spójne z wartościami strategicznymi takimi jak: jakość, stabilność, dialog, dostępność, edukacja. Filarami rozwoju mają być: artystyczny – łączący klasykę z muzyką dwudziestego i dwudziestego pierwszego wieku oraz nowe zamówienia kompozytorskie; organizacyjny – nowoczesny model zarządzania z jasnymi kompetencjami, komunikacją i cyfrowym obiegiem dokumentów; finansowy i stabilizacyjny – wzmocnienie stabilności finansowej poprzez przewidywalne planowanie, dywersyfikację przychodów i analizę danych o publiczności, rozwijanie sprzedaży biletów, turystykę kulturalną, pozyskanie sponsorów i grantów; jakości – kultura jakości poprzez stałą ewaluację projektów, badania publiczności oraz monitoring medialny; bezpieczeństwa i zgodności – regularne audyty, szkolenia, programy motywacyjne.

Dla każdego widza jednym z najważniejszych elementów funkcjonowania teatru pozostaje program artystyczny. Jego kształt ma wynikać z filarów wskazanych w koncepcji, ze szczególnym uwzględnieniem muzyki polskiej — zarówno dzieł kanonicznych, jak i twórczości zapomnianej, niesłusznie nieobecnej na scenach. Przywołane tytuły, takie jak Hugenoci Meyerbeera, Dialogi karmelitanek Poulenca, Norma Belliniego, Wolny strzelec von Webera, Nixon in China Adamsa czy Mojżesz i Aron Schönberga, należy traktować jako punkty odniesienia i przykłady kierunku myślenia, a nie jako zamkniętą listę deklarowanych premier. Podobnie nazwiska reżyserów — Davida Pountneya, Karoliny Sofulak, Krystiana Lady, Barbary Wiśniewskiej, Roberta Carsena czy Damiana Michieletto — wskazują skalę ambicji artystycznych, a nie przesądzają o konkretnych realizacjach. Ostateczne decyzje repertuarowe mają zostać podjęte po rozpoznaniu możliwości zespołów, potencjału technicznego sceny, sytuacji finansowej i planu modernizacji.

Równie ważne staje się świadome kształtowanie repertuaru baletowego: poszerzanie go o pozycje współczesne przy zachowaniu obecności klasyki. Kluczowe znaczenie dla budowania pozycji Teatru Wielkiego w Łodzi mają mieć Łódzkie Spotkania Baletowe, rozumiane jako marka o ogromnym znaczeniu artystycznym i symbolicznym, będąca realnym kapitałem instytucji. Dopełnieniem tego kierunku ma być aktywność koncertowa, koprodukcyjna oraz rozwój wydarzeń okołoteatralnych, tak aby Teatr nie był jedynie miejscem prezentacji spektakli, lecz stał się żywym, otwartym i ważnym centrum kulturotwórczym.

Przyszły sezon został jeszcze przygotowany przez poprzednią ekipę dyrekcyjną. Zakłada cztery premiery: Coppelię Leo Delibesa w choreografii Juliena Guerin, Otello, Giuseppe Verdiego w reżyserii Giorgio Madii, wieczór baletowy złożony z dwóch części: Ognisty ptak Igora Strawińskiego oraz Dafnis i Chloe Maurice Ravela, Don Giovanni Wolfganga Amadeusza Mozarta w inscenizacji Barbary Poll. Ani jednym nowym spektaklem nie będzie dyrygował Rafał Kłoczko, choć ma pojawić się kilkukrotnie w ciągu sezonu za pulpitem dyrygenckim, by – jak sam mówi – „zbudować relację z zespołem”. Skupia się on w pierwszym okresie na aktywności organizacyjnej i poznanie, ułożenie sytuacji wewnątrz teatru. Tym co widać na pierwszy rzut oka to fakt odmienności programowej. Dyrektor nie chce dublować tytułów, przywraca, a nawet pokazuje po raz pierwszy utwory mało znane, a atrakcyjne, które mogą przyciągnąć nie tylko Łodzian, ale także widzów z okolic oraz Warszawy. Owa turystyka kulturalna jest swoistym „oczkiem w głowie”. Równie ważnym fundamentem dla instytucji staje się aktywność edukacyjna i to dla różnych grup społecznych. Doświadczenie z Zielonej Góry ukazuje, że niezwykle ważną, a wydaje się zaniedbaną grupą są seniorzy i uczestnicy Uniwersytetów Trzeciego Wieku. To świetny zamysł i wielopokoleniowe budowanie publiczności.

Odmienność programowa i szerokie zwrócenie uwagi na czynnik ludzki przy wdrażaniu programów monitoringu oraz audytu - tak można podsumować założenia z koncepcji programowej Rafała Kłoczko. Uzupełnieniem owego dokumentu stała się nasza rozmowa. W pierwszych słowach zauważa: „Na początku kluczowa jest dla mnie strona administracyjna. Muszę zbudować relacje z zespołem. Bez zetknięcia się z tymi ludźmi nie będę wiedział jakie mają potrzeby, po prostu nie będę wiedział kto jest kim. Bycie dyrektorem, tylko w gabinecie na końcu korytarza, to najgorsza rzecz jaką można zrobić. Chcę budować relacje i więzi. Pierwszoplanowym staje się poznanie instytucji. Dyrygowanie w Teatrze Wielkim schodzi na drugi plan. Może w drugim lub trzecim sezonie zdecyduję się przygotować premierę. Na pewno stanę za pulpitem, ale raczej w przypadku wizerunkowo istotnych wydarzeń – inauguracja, koncert sylwestrowy, pojedyncze tytuły. To okazja do spotkania i rozmów z widzami. Tak traktuję również formy edukacyjne dla osób w każdym wieku, aby po prostu pogadać z małymi i starszymi”. Rozpisany konkurs na trzy sezony artystyczne to relatywnie niezwykle mało czasu, z czego pierwszy już został zaplanowany przez poprzedników – „tak, wiem to zleci niezwykle szybko. Mam potrzebę aby tu osiąść i zająć się kompleksowo sprawami teatru”. W tym pierwszym okresie najważniejsze stają się spotkania z przedstawicielami działów, związkami zawodowymi, których jak wspomniano jest aż sześć w teatrze. Credo dyrektora jest w pewien sposób odwrócenie dotychczasowego myślenia organizacji branżowych. Szef nie jest przeciwnikiem, ale wspólnie tworzą reprezentację, która powinna walczyć o dobro podmiotu. Podczas spotkania z pracownikami, Rafał Kłoczko poprosił wszystkich, by w myśleniu o dobrostanie osób związanych z teatrem wszyscy zamienili słowo „walczyć” na „troszczyć się”, bo „jesteśmy drużyną i wszyscy gramy do jednej bramki”. Kłoczko zauważa: „konieczne jest powołanie rady artystycznej i moich zastępców. Brak ciała doradczego, najbliższych współpracowników jest dla mnie lekko szokujący. Ale najważniejsze jest, aby ludzie zostali wysłuchani. Trzeba zrozumieć tkankę, wnętrze tego skomplikowanego organizmu. Służą temu nie tylko dedykowane spotkania, ale także próby pracownikami artystycznymi, gdy można poznać problemy zespołu”. Rozmowa i wewnętrzna stabilizacja wydaje się nadrzędna, aby sprawy instytucji omawiać w pierwszej kolejności bezpośrednio, a nie komunikować się z organizatorem lub z mediami.

Sen z powiek Kłoczki spędza fundusz przeznaczony dla trwającej inwestycji, który nie może mieć żadnych opóźnień – „wdrażam się, a jestem jedną nogą w Zielonej Górze, a drugą w Łodzi. Musimy dopełnić terminów i zadań. Ja doskonale wiem, że startowałem w konkursie na dyrektora, a nie artystę. Na mojej głowie jest odpowiedzialność za ludzi i całą instytucję. Jakiekolwiek opóźnienia mogą spowodować zamknięcie teatru na pół roku, a na to nie możemy sobie pozwolić”.

Problemem sceny operowo-baletowej w Łodzi pozostaje mała liczba spektakli w ciągu poszczególnych miesięcy. Rodzimych produkcji jest zazwyczaj osiem, nie wliczając wydarzeń edukacyjnych. Łączna liczba przedstawień w sezonie sięga ledwo ponad sześćdziesięciu, przy ogólnej wartości widzów sześćdziesięciu tysięcy. Oznacza to, że przeciętnie na każdym spektaklu jest około tysiąca osób, choć patrząc na widownię – czasem jest pełna, a czasem… niekoniecznie. To nie wypełnia sali widowiskowej teatru, która liczy 1074 miejsc. Rafał Kłoczko mówi: „Frekwencja wymaga dokładnej analizy – musimy lepiej wiedzieć, kto przychodzi do teatru i do kogo realnie adresujemy ofertę. Końcówka maja i czerwiec to non-stop spektakle dla dzieci. Przecież widz nie przyjdzie trzy razy w jednym miesiącu ze swoimi pociechami. Zresztą w końcówce wiosny, latem ludzie chcą wyjść na świeże powietrze, a nie siedzieć w sali teatralnej. Jestem orędownikiem zintensyfikowania turystyki kulturalnej. Ale nie możemy grać w niedzielę o 18.30, gdyż nikt po spektaklu nie wróci do domu, gdy nie mieszka w Łodzi. Niech przyjeżdża do nas publiczność z Warszawy, Skierniewic, Żyrardowa... Ale musimy najpierw zbudować w tym zakresie strategię konkurencyjności i oryginalności. Teatr Wielki w Łodzi nie jest widoczny ze swoją ofertą w innych miastach. Dlaczego Opera Śląska z Bytomia promuje się w całej aglomeracji śląskiej? My musimy o tym zacząć myśleć i działać. Promujemy naszą instytucję na słupach ogłoszeniowych przed teatrem i na Piotrkowskiej. To trochę jak jeżdżenie z drewnem do lasu. Również, nie możemy wykluczać grup wiekowych, które mogą bać się wracać do domu po 22.00. Trzeba o tym wszystkim myśleć i uwzględniać. Dalej kwestia dostępności, różnorodnej oferty, edukacji… to bardzo wiele wątków”.

Rafał Kłoczko jest niezwykle otwartym człowiekiem, który uwielbia spędzać czas z ludźmi. Otwarty na wiele inicjatyw. Zauważa także banalne mankamenty: „Młody widz potrzebuje sygnału, że teatr jest również jego miejscem — w języku komunikacji, w obsłudze, w ofercie i w sposobie obecności instytucji w mediach społecznościowych. Konieczne jest skonstruowanie adekwatnej oferty, aby każdy czuł się dobrze w naszym miejscu kultury”. Oferta w tym zakresie w Łodzi jest przebogata, ale specyfika Teatru Wielkiego polega na tym, że ma do zaoferowania coś unikatowego: operę, orkiestrę i balet w jednym miejscu. Ważnym jest aby przyciągnąć tu jak największa rzeszę odbiorców. I to w każdym wieku. Fenomenem zielonogórskim stała się aktywność w filharmonii najmłodszych pokoleń (w ofercie jest kilka programów edukacyjnych dostosowanych do grup wiekowych od 0 – a nawet dla kobiet w ciąży – aż po studentów!) i Uniwersytetu Trzeciego Wieku. Zapewne ów pomysł będzie wdrażany również w Łodzi.

Przed nowym szefem całe spectrum oczekiwań i koniecznych działań. Przychodzi on co prawda z instytucji muzycznej, ale nie tak dużego przedsiębiorstwa jakim jest Teatr Wielki w Łodzi. Aczkolwiek trzeba zauważyć, że ma sporo doświadczeń ze współpracy z Operą Narodową – był wszakże jednym z kandydatów na stanowisko dyrektora tej największej instytucji w Polsce, z Operą Wiedeńską czy Operą La Monnaie w Brukseli. Wyzwaniem będzie również ułożenie modelu kierownictwa artystycznego, po wygaśnięciu z końcem kolejnego sezonu umowy Rafała Janiaka, a także pomysł na balet, Łódzkie Spotkania Baletowe i oczywiście bieżący repertuar. Ale najważniejszym chyba hasłem dla kolejnych miesięcy będzie „dialog” aby wyciszyć nastroje, emocje i klimat, który niepotrzebnie przedostawał się do mediów jako pożywka dziennikarska. Dziś potrzeba pracy dla pełnego sukcesu, a tego życzę miejscu przy pl. Dąbrowskiego.

fot. Joanna Miklaszewska-Sierakowska

W marcu 2026 roku konkurs na nowego dyrektora dla Teatru Wielkiego im. Stanisława Moniuszki w Poznaniu przeprowadził samorząd wielkopolski. Tu sytuacja wcale nie jest prostsza od tego co ma miejsce w Łodzi. Wraz z końcem poprzedniego sezonu, gdy planowano przedłużenie kontraktu dotychczasowej dyrektorce Renacie Borowskiej-Juszczyńskiej, która sprawowała funkcję od roku 2012, Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego nie wyraziło zgody na odstąpienie od konkursu. Latem 2025 przeprowadzono go, ale nie przyniósł on rozstrzygnięcia. Dodatkowo sytuację podgrzała medialna batalia ukazująca jednowymiarowy obraz wnętrza wielkopolskiej placówki. Stało się to sygnałem, że opór wobec realizowanej koncepcji jest duży i zmiany będą konieczne. Borowska-Juszczyńska została pełniącym obowiązki dyrektora w sezonie 2025/26, choć to jednak chyba nie ostudziło emocji. W moim odczuciu, w chaosie i aby sprostać wymaganiom Statutu, naprędce powołała ona dyrektor artystyczną, reżyserkę Karolinę Sofulak, która poczęła pełnić funkcję w styczniu 2026, dwa miesiące przed planowanym konkursem. Przez lata deficyt osobowy na tym stanowisku nie przeszkadzał, ale prawny wymóg musiał zostać osiągnięty. Jednak owe wszystkie kroki były już łabędzim śpiewem i skończyły się porażką. Wynik konkursowy był bezlitosny. Zwycięzcą został Adam Banaszak (5 głosów), za nim uplasowała się wybitna śpiewaczka Iwona Hossa (4 głosy). Wygrany Adam Banaszak, analogicznie jak w Łodzi Rafał Kłoczko to dyrygent, obecnie związany jako szef muzyczny z Warszawską Operą Kameralną, z epizodami aktywności między innymi w instytucjach muzycznych we Łodzi i Wrocławiu, gdzie przez siedem lat pracował w tamtejszej Operze, z czego pięć jako kierownik muzyczny. Ma trzydzieści osiem lat, czyli jest o rok młodszy od lidera w Łodzi. Zatem można powiedzieć, że kolejne pokolenie wkracza do zarządzania instytucjami operowo-baletowymi w naszym kraju. Uchwała Zarządu Województwa Wielkopolskiego dopiero co została podjęta. Powołanie obejmuje pięć sezonów artystycznych.

Wygrany tak mówi o swojej misji: „To dla mnie wielki zaszczyt, moment nadziei i poruszenia. Po długiej podróży, setkach zadyrygowanych spektakli, wracam do mojego rodzinnego miasta, do Teatru w którym jako wierny  i oddany widz z zachwytem przeżywałem pierwsze operowe wtajemniczenia.  Opera jest koroną kultury, wierzę w jej siłę przemawiania wprost do naszych najgłębszych pokładów uczuć, emocji, pragnień, tęsknot i marzeń. Teatr operowy odpowiadać może w najwyższy sposób na naszą potrzebę piękna. Opera jest też dziedziną wybitnie zespołową, dlatego w pierwszej kolejności zamierzam przekonać zespoły Teatru Wielkiego w Poznaniu do mojej koncepcji, stworzyć przestrzeń twórczej, stabilnej i bezpiecznej współpracy, by następnie móc podzielić się jej rezultatami z publicznością”. Nie zdradzając szczegółów, ogólna linia programowa na kolejne sezony zakłada: „Głównym tematem naszej działalności będzie klasyka - wzorcowe, odwołujące się do tradycji inscenizacje arcydzieł kanonu literatury operowej. Ważna dla mnie jest idea teatru codziennego - teatru środka, który w swojej wypowiedzi nie jest ekscentryczny i ekskluzywny, a inkluzywny i dostępny. Teatru, którego poziom wyznacza nie tylko premiera, a szeregowy spektakl. Teatru, którego estetyka łączy rozmaite grupy pokoleniowe, twórczo odwołując się przy tym do wielkiej i wyjątkowej tradycji Sceny pod Pegazem. Tak rozumiany teatr powiązany jest przy tym z Europą oraz aktualnymi trendami. Klasykę zrównoważymy progresywną i odważną działalnością - operami dwudziestowiecznymi, a także prawykonaniami. Moją propozycję repertuarową można określić jako poszukiwanie repertuarowej i artystycznej równowagi.  Zamierzam znacząco wzmocnić pozycję i rangę baletu pod skrzydłami Pegaza, ilość baletowych spektakli i premier. Wystartujemy z nową ofertą edukacyjną nie tylko dla najmłodszych, ale także dla średniego pokolenia (w Poznaniu w szczególny sposób ukształtowanego przez Festiwal Malta) i dla seniorów. Wkrótce zainaugurowana zostanie seria wydawnicza «Biblioteka Pegaza». Nasza działalność edukacyjna w szczególny sposób będzie dotyczyć sztuki tańca”. Wedle deklaracji ma nastąpić szerokie otwarcie drzwi teatru dla nowych widzów. Jednym z pomysłów są plenerowe superwidowiska i to zarówno operowe jak i baletowe. To także ma być miejsce spotkań, wystaw i poczynań kulturotwórczych.

Adam Banaszak zamierza znacząco rozszerzyć ofertę festiwalową: „Poza kontynuacją i nadaniem nowego formatu Festiwalowi Moniuszki oraz Festiwalowi Przedwiośnie Baletowe (którego częścią stanie się międzynarodowy konkurs choreograficzny) powróci w formule biennale festiwal Poznańskie Dni Verdiego, a także zainaugurowany zostanie Festiwal Maxa Littmanna (architekta naszego operowego domu) oraz odbywający się latem Festiwal Leopolda Damroscha”. Brzmi to niezwykle intrygująco i frapująco!

Pewnym novum konkursowym była konieczność wskazania zastępców (artystycznego i muzycznego). Jednak owe nazwiska (a także szefa baletu) poznamy dopiero po 1 września 2026, gdy Adam Banaszak formalnie obejmie funkcję. Również wówczas ma poinformować o szczegółach repertuaru oraz podać tytuły planowanych premier. Choć wiadomym jest, że do końca roku 2026 zobaczymy dwa spektakle baletowe: wieczór poświęcony Conradowi Drzewieckiemu (październik) oraz nową wersję Dziadka do orzechów w świetnym układzie Koloyana Boyadjieva (grudzień). W czerwcu 2027 zaplanowano prapremierę Księgi dziwnych nowych rzeczy Aleksandra Nowaka w reżyserii Davida Pountneya pod batutą Katarzyny Tomali-Jedynak. Zatem należy zauważyć, że nowy dyrektor ma ograniczone pole manewru w kształtowaniu programu w pierwszym sezonie swojego urzędowania.

Wielką niewiadomą pozostawała kwestia następcy Violetty Bieleckiej, która praktycznie od sześciu lat, a formalnie od pięciu, sprawowała funkcję dyrektora Opery i Filharmonii Podlaskiej w Białymstoku. Wedle informacji otrzymanej od rzeczniczki prasowej Marszałka Województwa Podlaskiego Małgorzaty Półtorak wpłynęło pięć ofert konkursowych, choć nie ujawniono formalnie danych kandydatów, gdyż wyrazili oni jedynie zgodę na przetwarzanie danych osobowych na potrzeby konkursu. Rozstrzygnięcie miało dokonać się do dnia 29 maja 2026 roku. Jak na razie wiadomym jest, że największe poparcie komisji konkursowej otrzymała Małgorzata Bil-Jaruzelska, dotychczasowa zastępczyni dyrektorki instytucji. Podczas najbliższego posiedzenia Zarząd Województwa Podlaskiego ma pochylić się nad rekomendacją zespołu wskazującego do objęcia funkcji.

Nieustanną bolączką pozostaje późne rozstrzyganie każdego postępowania dla objęcia fotelu dyrektorskiego, tym bardziej podpisanie umowy z wygranym. Powoduje to teoretycznie „martwy” sezon artystyczny i odbija się ze szkodą dla publiczności. Ustępujące dyrekcje mają obowiązek przedstawienia planów aktywności na dany rok kalendarzowy, który nie pokrywa się z sezonem. Powoduje to „kulawe” rozstrzygnięcie, gdyż część jest jeszcze dziedzictwem odchodzącego zarządzającego, a prognoza kolejnych miesięcy jawi się mgliście i ze znakami zapytania. Wielką bolączką polskich instytucji operowo-baletowych jest planowanie. Brakuje jasnych założeń długofalowych, może z wyjątkiem kilku podmiotów, a odbija się to wielokrotnie na przypadkowym doborze realizatorów. Nie ma możliwości, aby uznane nazwisko twórcy pojawiło się w naszym kraju z kilkumiesięcznym wyprzedzeniem, gdy perspektywy zapełnienia kalendarzy najlepszych realizatorów wypełnione są na kilka lat do przodu.

W nadchodzących miesiącach czekają nas również roszady, co jest następstwem pojawienia się nowych dyrekcji, na stanowiskach szefów baletów (wskazany Poznań i zapewne Łódź). Jednak z początkiem mijającego sezonu niespodziewanie Operę Bałtycką opuścił z funkcji kierownika baletu Wojciech Warszawski. Były tancerz Teatru Wielkiego-Opery Narodowej, przez dziewięć lat (do września 2025 roku) odmieniał artystyczne oblicze, kierując je w stronę klasyki, po epoce Bałtyckiego Teatru Tańca Izadory Weiss. Jego najbliższą współpracownicą, pełniącą obowiązki zastępczyni i pedagoga była Izabela Sokołowska-Boulton. Absolwentka Ogólnokształcącej Szkoły Baletowej im. Janiny Jarzynówny-Sobczak w Gdańsku, w latach 2002-2007 związana z Duńskim Baletem Narodowym w Kopenhadze, a następnie z macierzystym miejscem edukacji. Po odejściu Warszawskiego objęła ster rządów jako pełniąca obowiązki, a od kilku tygodni została powołana na stanowisko kierownika baletu instytucji Wybrzeża. Co ciekawe, dyrekcja zakładała możliwość przeprowadzenia konkursu, ostatecznie jednak zrezygnowano z owej wewnętrznej formuły powierzając funkcję artystce. Jak sama zauważa: „zostałam wskazana przez zespół, który chciał abym pełniła rolę lidera. Szefostwo instytucji to zaakceptowało”. Jakie są zamierzenia nowej szefowej? Stwierdza: „możemy mieć plany, ale realizm wygrywa. Trzeba pamiętać, że nasze miejsce pracy w nazwie ma opera i czasem możemy to zauważyć i odczuć. Choć absolutnie nie narzekam, gdyż uważam, że mamy świetną atmosferę i relacje. Nie możemy walczyć z niemożliwym. Owszem chciałabym aby było więcej premier, teraz mamy jedną w sezonie, ale pragnęłabym więcej”. Sokołowska-Boulton podkreśla świetną współpracę z Warszawskim, gdy mogli dzielić się zadaniami, odpowiedzialnością i wyzwaniami. Dziś wszystko pozostało na jej głowie, choć podchodzi do wyzwań ambitnie. Wśród nowości: ma pojawić się Ballet Open Studio – „to otwarcie przestrzeni dla publiczności i bliższe z nią spotkania w kameralnej przestrzeni, gdzie tancerze będą mogli przybliżyć specyfikę swojego zawodu, a także ukazać jego różnorodność. Nie będą to lekcje tańca klasycznego, a raczej miejsce pokazów fragmentów z naszych spektakli jak i nowych choreografii, różnorodnego podejścia do muzyki i tańca. Planujemy występy gościnne, niespodzianki oraz możliwość dyskusji” – wskazuje nowa kierowniczka baletu. Szczególnie ważnym jest plan aby zapraszać gościnnych choreografów i pedagogów: „nie chodzi tylko o to aby przygotowywali kolejne premiery, ale przeprowadzili lekcje, warsztaty, ukazali odmienne style i trendy w tańcu. Uważam, że jest to niezwykle motywujące i twórcze” – zauważa. W kolejnym sezonie premierę do muzyki Maxa Richtera ma przygotować amerykański artysta Garrett Smith. To twórca z ciekawym dorobkiem, którego prace można podziwiać w różnych zakątkach globu. Zaproszenie owego kreatora to jakby nowe otwarcie, choć nadrzędnym ma być klasyka i neoklasyka, ale wartością staje się ukazanie uznanego nazwiska, które może również wpłynąć pozytywnie na aspiracje zespołu. Liczy on trzydzieści osób. To niezwykle ograniczony skład mając na uwadze budowanie nowej siedziby Opery Bałtyckiej. Sokołowska-Boulton zakłada, że docelowo winno to być sześćdziesiąt osób, ale przede wszystkim należy wzmocnić kadrę pedagogiczną. Dziś funkcję zastępcy pełni wieloletni tancerz zespołu Filip Michalak. Ciekawostką jest, że znają się jeszcze ze szkoły baletowej. „Jeździliśmy razem tramwajem na lekcje. Świetnie się rozumiemy, komunikujemy. Filip ma olbrzymie doświadczenie jako tancerz oraz doskonale rozumie to miejsce. To są niepodważalne zalety. Bo przecież w pracy warto mieć zaufaną i bliską osobę” – zauważa artystka. Zatem to swoista kontynuacja z innowacyjnością. Warto śledzić to miejsce, które może stać się ciekawym punktem na mapie baletowej naszego kraju. 

Ciąg dalszy nastąpi…

                                                                                                                       

                                              

Tytuł oryginalny

Miesięczna Kronika Teatralna maj 2026. Nie igra się z Operą! Cześć 1.

Źródło:

benjaminpaschalski.pl
Link do źródła

Autor:

Benjamin Paschalski

Data publikacji oryginału:

15.06.2026

Sprawdź także